HOLDER Jack
Australia


Urodzony 23 marca 1996 roku w Campbeltown w Australii.

Jack to najmłodszy z żużlowego klanu Holderów (jego bracia również żużlowcy to Chris i James) i gdy w roku 2011 dosiadał jeszcze motocykla o pojemności 250 ccm, już wówczas twierdził, że w przyszłości będzie startował ze swoim bratem Chrisem w toruńskim klubie. Na spełnienie tych marzeń Jack musiał czekać 5 lat, bowiem w okresie transferowym przed sezonem 2017 podpisał kontrakt na starty w najlepszej lidze świata właśnie w Toruniu u boku swego brata.
Zanim jednak młody Kangur stał się Aniołem, małymi krokami wspinał się na szczyty żużlowej hierarchii. I choć do tytułu Industrialnego Mistrza Świata, Jack miał długą drogę to można powiedzieć, że jako nastolatek regularnie zaznaczał swoją obecność w środowisku żużlowym. Pierwsze sukcesy zawodnik zaczął odnosić w tzw. miniżużlu w klasie 250 ccm, kiedy to w 2011 roku zajął drugie miejsce w Indywidualnych Mistrzostwach Nowej Południowej Walii, a także stał się tryumfatorem Mistrzostw Australii Par, a w swojej parze wywalczył maksymalną liczbą punktów.

Po takich sukcesach nikt nie miał wątpliwości, że Jack pójdzie w ślady swojego brata, któremu towarzyszył niemal na każdym kroku i co ważne pobierał cenne lekcje żużlowego rzemiosła. Owo braterskie doświadczenie zaprocentowało dość szybko, bo w "pełnowymiarowym" żużlu mimo młodego wieku, zdołał wywalczyć medal Mistrzostw Australii do lat 21. Jack zdobył go w roku 2014, kończąc rywalizację w Gillman na trzeciej pozycji, tuż za Maxem Fricke i Ryanem Douglasem. Wówczas niezwykle podekscytowany zawodnik tak komentował swój sukces: "Przyznaje, że nie liczyłem na medal. Oczekiwałem od siebie miejsca w pierwszej ósemce. Okazało się jednak, że przez cały wieczór prezentowałem się bardzo solidnie i wszedłem bez problemu do finału. Do mety dojechałem trzeci i zdobyłem brąz, co było dla mnie sporym zaskoczeniem i ogromnie się z tego cieszę, choć muszę przyznać, że miałem trochę szczęścia, bo wywrócił się Nick Morris". Jack spróbował również swoich sił w Indywidualnych Mistrzostwach Australii w kategorii seniorów, które składały się z trzech zawodów finałowych, a najmłodszy z klanu Holderów ukończył je na dwunastym miejscu. W zajęciu wyższej pozycji w klasyfikacji generalnej przeszkodził mu występ w drugiej rundzie w Undera Park, kiedy to zdobył jedynie dwa punkty. Odległa pozycja nie była jednak powodem do zmartwienia bo tytuł najlepszego Australijczyka na sezon 2014 został w rodzinie bo na czele klasyfikacji generalnej znalazł się jego brat Chris.
Starty w słonecznej Australii, która nie prowadziła rozgrywek ligowych nie dawały przepustki do światowej elity. Dlatego po Australijskim sezonie zawodnik zaczął szukać klubu w Europie. Swoje kroki skierował do Wielkiej Brytanii, gdzie wielu żużlowców z Antypodów, pobierało lekcje światowego żużla. Chętnym na skorzystanie z usług młodego zawodnika w sezonie 2015 okazał się klub Plymouth Devils. I choć zawodnik nie krył zadowolenia ze swojej postawy, to brytyjski angaż, był trudnym czasem dla niedoświadczonego jeźdźca, zwłaszcza z punktu widzenia rozłąki z krajem. Jack zbierał jednak cenne doświadczenie, które z całą pewnością pomogło mu po sezonie zdobywać kolejne tytuły w krainie kangurów. Najpierw na torze Kurri Kurri, został mistrzem juniorów Nowej Południowej Walii, po czym na torze Diamond Park Albury rozegrano indywidualne mistrzostwa juniorów stanu Victoria i Jack ponownie okazał się najlepszy. Z kolei w styczniu roku 2016 w Gillman, gdzie rozegrano finał młodzieżowych indywidualnych mistrzostw Australii Jack z kompletem punktów pozostawił w pokonanym polu, równie ambitnych Brady Kurtza – 14 pkt, Maxa Fricke – 13 pkt, którzy swoją przygodę z ligą polską zaczynali również od podpisania pierwszego kontraktu w Toruniu.

Nic więc dziwnego, że po takich sukcesach zawodnik chciał więcej. I trzeba przyznać, że owo więcej Jack osiągnął bardzo szybko. Rok 2016 okazał się bowiem dużym progresem w karierze młodego z Kangura. Po wspomnianym styczniowym sukcesie w Gillman, po przylocie do Europy z powodzeniem reprezentował Plymouth Devils w rozgrywkach Premier League. Niestety, jego klub zmagał się z problemami finansowymi. Nad klubem zawisło widmo wycofania z rozgrywek, ale ostatecznie - na krótko - udało się zażegnać kryzys. Po zakończeniu sezonu działacze jednak zgłosili wniosek o likwidację spółki, dlatego młody zawodnik musiał na sezon 2017 szukać nowego pracodawcy i tak stał się Piratem z Poole u boku kapitana zespołu, którym był starszy brat.
Problemy brytyjskiego pracodawcy nie przeszkodziły zawodnikowi z sukcesami rywalizować z rówieśnikami na świecie. W Drużynowych Mistrzostwach Świata Juniorów jego Australijski team nie sprostał tylko ekipie Polaków z Pawłem Przedpełskim w składzie. Z kolei w cyklu turniejów wyłaniających Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów, Jack otarł się o podium bowiem zajął czwarte miejsce, przegrywając w biegu dodatkowym brązowy medal z Robertem Lambertem. W trakcie sezonu 2016, młody zawodnik pokazał się też toruńskim kibicom startując w marcowym turnieju charytatywnym, który miał zgromadzić środki na leczenie poszkodowanego Darcy Warda. Zwieńczeniem doskonałej postawy w sezonie był start Jacka w Australijskiej rundzie cyklu Grand Prix, gdzie z pozycji rezerwowego dwukrotnie pojawił się na torze, przywożąc w jednym z biegów za swoimi plecami stałych uczestników cyklu, Andreasa Jonssona i Chrisa Harrisa. Doskonały dziennikarz sportowy Tomasz Lorek w jednym z felietonów, tak opisywał występ Jacka w GP: "Jack Holder, w swoim debiutanckim starcie wystrzelił niczym z procy i pomknął do mety jak kamień rzucony przez Aborygena z Coober Pedy w stronę Adelajdy… Czwarty junior świata opanował emocje, prowadził przed rozpędzonymi rywalami, pozwolił się wyprzedzić Jensenowi, ale powstrzymał jak profesor ataki Andreasa Jonssona i Chrisa Harrisa. Zuch. Dzielny chłopak, który wytrzymał nerwowo debiut, a zachował się cudnie niczym Lisa Stansfield śpiewająca w Royal Albert Hall. Piękne chwile, tata Mick i mama Karen utonęli w oceanie radości… Jack Holder, indywidualny mistrz Australii do lat 21 w sezonie 2016, zdobywca Premier League Fours z Diabełkami z Plymouth w 2016 roku i przy tym zdolny… stolarz. Brawo!"
Satysfakcji z postępów czynionych przez młodszego brata nie krył również Chris Holder: "To był jego drugi pełny sezon w Europie, a już dołączył do światowej czołówki do lat 21. Prezentował się solidnie i był blisko trzeciego miejsca, z czego na pewno jest zadowolony. A zawodnicy, którzy byli przed nim są dużo bardziej doświadczeni z jazdy w najlepszych ligach w Europie".

Należało jednak pamiętać, że Jack był dopiero na początku żużlowej kariery. Najważniejsze było to, żeby nikt nie wywierał na nim presji, bo zawodnik póki co miał bawić się jazdą. Z pewnością charakterystyczny dla Australijczyków luz, mógł tylko pomóc mu w dalszym rozwoju. Wielu zadawało sobie jednak pytanie, czy młodszy z Holderów był gotowy na polską ekstraligę? W klubie jednak nie szukano odpowiedzi na to pytanie, bowiem kontraktując Jacka, miał on być dopiero szóstym zawodnikiem, który aspirował do miejsca w składzie na sezon 2017  i stanowił rezerwe, do której menadżer Jacek Gajewski miał sięgać w sytuacji niedyspozycji jednego z trzech polskich seniorów Miedzińskiego, Przedpełskiego, Walaska. Sam zainteresowany tak komentował swój toruński angaż: "Jeździłem do Torunia, kiedy tylko mogłem i oglądałem brata w akcji. Motoarena to wspaniały stadion ze znakomitym torem. Chris mówił mi, że Get Well to świetny klub. Zdecydowałem się podpisać tu kontrakt, choć miałem inne propozycje z pierwszej i drugiej ligi w Polsce. Nie mogę się już doczekać mojego pierwszego sezonu w Polsce. Mam nadzieję, że dostanę szansę w wielu spotkaniach. Wszystko zależy od tego, jak sytuacja się rozwinie. Pojadę w kliku meczach przedsezonowych i wtedy zobaczymy, co się wydarzy".

Życie jednak pisało swoje scenariusze i pokazało, że nie nie można przewidzieć żadnego ze scenariuszy. Oto bowiem po zakontraktowaniu młodszego z braci Holderów okazało się, że zawodnik bedzie musiał sobie odpuścić starty w Polsce. Młody Kangur bowiem musiał dostarczyć zgodę na starty w Polsce od angielskich klubów Poole Pirates i Peterborough Panthers. Oba kluby nie zamierzały jednak nic podpisywać. Torunianie jednak nie odpuszczali i długo myśleli jak rozwiązać patową sytuację w końcu zakontraktowanego do drużyny zawodnika. Postanowili, zwrócić się do Ekstraligi z pytaniem, czy Holder może zostać zwolniony z obowiązku dostarczenia oświadczeń, jeśli Get Well zaakceptuje, że w przypadku kolizji terminów z ligą polską żużlowiec będzie jechał w Anglii, a torunianie nie będą oponowali gdy terminarz zawodnika będzie zajęty. Takie rozwiązanie dla torunian wydawało się logiczne. Ekstraliga nie miałaby problemów z ustaleniem terminu przełożonego meczu, a żużlowiec zostałby potwierdzony do startów i mógłby od czasu do czasu pojechać w Ekstralidze. Jacek Gajewski miałby większe pole manewru, a młody Holder mógłby się przydać zwłaszcza w przypadku niespodziewanych zdarzeń losowych. Niestety ekstraligowe władze nie zgodziły się na takie podejście bo rodziłoby precedensy dla innych zawodników.
W tej sytuacji torunianie postanowili wypożyczyć do niższej ligi Australijskiego juniora, gdzie oświadczenia nie były wymagane, ale i takie rozwiązanie nie znalazło akceptacji, choć było w zgodzie z przepisami. Okazało się bowiem że żużlowe władze w Polsce nie przewidziały takiej sytuacji w regulaminie i po propozycji torunian szybko dopisano do regulaminu kolejny punkt, który zakazywał takich wypożyczeń. Swego zdenerwowania nie krył Jacek Gajewski: "To wszystko jest szyte grubymi nićmi. Na początku listopada mogliśmy wypożyczyć Holdera, a w połowie stycznia już nie możemy. Stało się jednak coś bardzo złego, bo Regulamin Przynależności Klubowej został nagle podmieniony i nikt nikogo o tym nie poinformował. 1 listopada, gdy rozpoczynaliśmy okienko transferowe, obowiązywał inny dokument niż w tej chwili. Kiedy kontraktowaliśmy Jacka, jego wypożyczenie było możliwe. Później ktoś podmienił regulamin. A wydarzyło się to dziwnym trafem 16 stycznia, czyli tego samego dnia, kiedy otrzymaliśmy decyzję o odmowie potwierdzenia naszego żużlowca. Ludzie zarządzający polskim żużlem najprawdopodobniej zorientowali się w pewnym momencie, że mają dziury w regulaminie i próbowali to naprawić. Tylko zapomnieli, że prawo nie może działać wstecz. To jest karygodne. Nie można zmieniać reguł w trakcie gry. Zgodnie z jego zapisami Jack Holder mógł iść na wypożyczenie, bo do tego nie było potrzebne jego potwierdzenie, tylko ustalenie przynależności klubowej. Później ktoś dopisał, że do ustalenia przynależności również potrzeba oświadczeń i zamknął nam drogę. Jest jeszcze jedna sprawa. Przeczytałem, że mogliśmy sprawę rozwiązać inaczej i nie zgłaszać w kontrakcie lig zagranicznych. Wtedy byłoby potwierdzenie i wypożyczenie. To śmieszne i zupełnie niezrozumiałe. Rozumiem, że w ten sposób jesteśmy namawiani do uprawiania fikcji? Mieliśmy udawać, że ktoś nie ma gdzieś kontraktu, bo może kluby angielskie zmiękną i zaczną wystawiać oświadczenia? Ktoś popełnił błąd i nie przewidział pewnych możliwych sytuacji w regulaminie, ale dlaczego teraz kłamać i oszukiwać mają klubowi działacze? Dla zasady będziemy się odwoływać, ale wiemy, że nic to nie da. A czy w maju zrobimy do niego drugie podejście? Nie wiem. Na razie o tym nie myślę. Zawodnik straci kilka miesięcy. Uważam, że do tego czasu pewne rzeczy należy wyjaśnić. To się nam należy. Regulamin Przynależności Klubowej nie może być zmieniany w ten sposób. Nie tak to powinno funkcjonować. Obecnie zastanawiam się również, który regulamin nas obowiązuje, bo mamy dwie wersje - jedną na stronie PZM, a drugą na stronie Ekstraligi".
Wiceprezes Ekstraligi Ryszard Kowalski ripostował: "Żaden regulamin nie został podmieniony, tylko zmieniony jak to się normalnie dzieje. Główna Komisja Sportu Żużlowego ma do tego prawo, a odpowiednia informacja na ten temat została przesłana do klubów. Nie ma tu żadnego drugiego dna. Proszę również pamiętać, że w momencie podpisania kontraktu klub i zawodnik potwierdzają stosownym zapisem w jego treści, że z chwilą wejścia w życie nowych regulacji zmienia się stosunek prawny między klubem, zawodnikiem, a Ekstraligą oraz PZM. Ekstraliga podejmuje na co dzień decyzje na podstawie aktualnie obowiązujących przepisów i rozpatrywała wyłącznie zgłoszenie zawodnika do rozgrywek Ekstraligi, a nie o jego wypożyczenie, gdyż o to nie wnioskował klub z Torunia".
W całej przepychance regulaminowej Australijczyk miał dwa wyjścia. Pierwszym z nich było rozwiązanie kontraktów na wyspach, ale to było dla tak młodego żużlowca sportowym i finansowym strzałem w kolano, bowiem Jack miał regularnie startować i zarabiać przede wszystkim w lidze angielskiej. Z kolei drugi, bardziej prawdopodobny scenariusz zakładał, że młody Australijczyk nie dostarczy oświadczeń i nie zostanie potwierdzony do startów w Ekstralidze, ale będzie mógł startować w pierwszej lidze, gdzie oświadczenia nie były wymagane. Niestety ostatecznie stanęło na drugim wariancie, ale żużlowe władze oznajmiły, że do majowego okienka transferowego rozważą sytuację Jacka Holdera i być może zawodnik będzie mógł być wypożyczony w trakcie sezonu. Działacze z miasta Kopernika w tej sytuacji spasowali i czekając na rozwój wypadków, przyglądali się postępom Jacka i niezależnie od kolejnych decyzji, w przyszłym roku postanowili ponownie podpisać umowę na starty w Toruniu.

Gdy wydawało się, że kolejny sezon w Polsce dla młodego Australijczyka pozostanie w sferze marzeń, nastąpił nieprzewidziany zwrot akcji. Toruński zespół przegrywał mecz za meczem, a na domiar złego kontuzji doznali Greg Hancock, Adrian Miedziński i Paweł Przedpełski. Nerwy kibiców i działaczy były jak beczka prochu i ... zwolniono menadżera Jacka Gajewskiego, a jego miejsce zajął Jacek Frątczak - dotychczas kojarzony jedynie z pracą w Zielonej Górze. Trzeba przyznać, że nowy taktyk torunian stał przed trudnym zadaniem. Musiał obronić swoją drużynę przed spadkiem, mając skomplikowaną sytuację kadrową. Nowy menadżer Get Well mógł zastosować za Herbiego zastępstwo zawodnika (Kalifornijczyk miał najwyższą średnią w zespole), ale "ZZ-tkę" można było zastosować w sytuacji, w której zawodnik decyduje się na podstawie zwolnienia na przerwę w startach przez okres 15 dni. Niestety Get Well 6 sierpnia miał zaplanowane starcie z drużyną z Częstochowy, które było kluczowe w kwestii walki o utrzymanie i torunianie robili wszystko, by wystąpić przeciwko Lwom z Hancockiem w składzie. Nic więc dziwnego, że w awizowanym składzie na spotkanie z Unią Leszno znalazło się nazwisko Marcina Kościelskiego. Wiadomym jednak było, że zawodnik ten będzie zmieniony, ale nikt nie spodziewał się, że zastąpi go właśnie Jack Holder. Niestety mimo poczynionych zmian konfrontacja w Lesznie pomiędzy Unią a Get Well, była kolejną porażką gości, ale nowy toruński zawodnik zachwycił wszystkich. Niewielu kibiców dawało szanse Jackowi Holderowi na skuteczną walkę z liderami Unii, tymczasem Australijski junior dobrze startował, a na dystansie prezentował dojrzałą i przemyślaną jazdę, co w efekcie dało mu 13 meczowych oczek i 3 bonusy w 6 startach. Po zawodach zawodnik tak komentował swój polski ligowy debiut: "Słowa nie mogą opisać tego, jak się teraz czuję. Nie wiem, jak mam dziękować klubowi, mojemu bratu, Gregowi Hancockowi i jego mechanikom. W tak szybkim czasie udało im się wszystko zorganizować. Nadal nie mogę w to uwierzyć. W zeszłym roku byłem w Polsce tylko raz, ale wtedy nie ścigałem się, a jedynie oglądałem zawody. Zawsze marzyłem, żeby jeździć w jakimkolwiek miejscu w Polsce i w końcu otrzymałem tę szansę. Odczuwałem presję przed tym meczem. Wielu mówiło, że nie jestem jeszcze gotowy, żeby jeździć w Polsce. Jednak wszystko się udało. Polskie tory są dobre do ścigania - nawet jeśli przegrasz start, to możesz wyprzedzić przeciwników. W Lesznie tak miałem - mogłem jeździć różnymi ścieżkami i mijać zawodników Unii. Jeździłem głównie na motocyklach mojego brata, ale Greg Hancock też pożyczył mi jeden swój silnik. To niesamowite, bo nie myślałem nawet, żeby jechać na sprzęcie takiego zawodnika. Dodatkowo jeden z mechaników Grega był ze mną i mi pomagał. Jestem szczęściarzem".
Po tak udanym debiucie, Jack zyskał uznanie kibiców i nowego toruńskiego menadżera, a co za tym idzie otrzymał powołania na wszystkie mecze do końca sezonu. Mimo, że zawodnik wszedł do składu bardzo późno, to w czterech meczach rundy zasadniczej i dwóch meczach barażowych, wykręcił drugą średnią w zespole zaraz po Gregu Hancocku. Po sezonie wielu zastanawiało się w jakim miejscu byłby toruński klub, gdyby Jack startował od początku sezonu. Młodszy z braci Holderów wprowadził bowiem do zespołu powiew świeżości, a starszemu bratu dał kolejną motywację do ścigania. Jednocześnie u młodego Kangura było widać to, czego brakowało w ostatnich latach starszemu bratu, a mianowicie ogromną chęć i wolę walki. W końcówce rundy zasadniczej Jack Holder wypadał jednak nieco słabiej. W pierwszym meczu barażowym ze Zdunek Wybrzeżem uzbierał tylko cztery punkty i bonus. Nieco lepiej spisał się w rewanżu na torze w Gdańsku, ale na tle takich zawodników jak Michael Jepsen Jensen czy Grzegorz Walasek i tak wyglądał dość słabo. Nie zmieniało to jednak faktu, że w młodszego z Holderów warto było inwestować i Get Well Toruń o tym wiedział, dlatego szybko podjęto decyzję, aby umieścić zawodnika zgodnie z nowymi przepisami w lidze polskiej pod numerem osiem, bowiem wespół z bratem miał stanowić silne ogniwo w kilku kolejnych latach.
Warto w tym miejscu dodać, że Holderowi nie byli pierwszym braterskim duetem w toruńskim żużlu, ale był to pierwszy duet zagraniczny. Starsi kibice pamiętali Eugeniusza i Czesława Miastkowskich. Ten pierwszy jeździł w Apatorze w sezonie 1976 oraz od 1979 do 1991 roku. Na przestrzeni lat zdobył wiele ważnych dla torunian punktów. Dwukrotnie (1986, 1991) wywalczył złoty medal drużynowych mistrzostw Polski, choć w 1991 roku pojechał tylko w dwóch spotkaniach. Jego młodszy brat Czesław nie zrobił wielkiej kariery, a w najlepszym sezonie w Toruniu (1980) wykręcił średnią równą 1,3 pkt/bieg.
W 1996 roku w toruńskim teamie pojawił się kolejny braterski duet, bowiem w na torze zadebiutował Marcin Kowalik, którego starszy brat Mirosław był już wówczas uznanym solidnym ligowcem. Marcin startował sporadycznie i z raczej kiepskim skutkiem. Mirosław zaliczył w Apatorze, aż 15 sezonów. Obaj po zakończeniu swoich karier zostali przy "czarnym sporcie" - Mirosław Kowalik w 2017 roku został trenerem gdańskiego Wybrzeża, a Marcin od wielu lat był mechanikiem Adriana Miedzińskiego.
Zatem na przykładzie dwóch braterskich formacji, wychodziło na to, że starszy brat to lepszy żużlowo brat! I nie inaczej było w przypadku braci Jagusiów. Wiesław, został prawdziwą legendą toruńskiego klubu. Nigdy nie odszedł do innego zespołu, a z Aniołem na plastronie jeździł nieprzerwanie od 1992 do 2010 roku. W ciągu rekordowych 19 sezonów pojechał w 311 meczach najczęściej w roli lidera drużyny. Jego młodszy brat Marcin zadebiutował w 2000 roku. Choć uznawano go za żużlowca o dużych możliwościach, to jednak jego sportowy rozwój wyraźnie zatrzymały liczne kontuzje. W 2005 roku zakończył karierę i podobnie jak brat zajął się prowadzeniem gospodarstwa rolnego.
W kolejnych latach dosłownie na chwilę pojawili się bracia Tomasz i Adam Wiśniewscy, ale tylko ten drugi, tym razem młodszy dostał szansę startu w ligowej drużynie.
Dużo większe nadzieje wiązano z bliźniakami - Emilem i Kamilem Pulczyńskimi. Jeszcze przed zdaniem licencji obwołano ich mianem "wielkich talentów". Niestety nie dane im było, m.in. przez liczne kontuzje zostać czołowymi postaciami toruńskiej drużyny. Emil w najlepszym sezonie (2011) uzyskał średnią 1,35 pkt/bieg. Kamil zaś w 2012 roku pojechał na poziomie 1,07.
Ostatnim żużlowym duetem braci w Toruniu byli Łukasz i Paweł Przedpełscy. Choć starszy "przetarł szlak", to młodszy okazał się bardziej utalentowanym. Paweł skończył wiek juniora z kilkoma ważnymi medalami na koncie, a w sezonie 2017 jego dyspozycja miała być języczkiem u wagi w zespole wicemistrzów Polski. W przypadku dwudziestoczteroletniego Łukasza sezon 2017 miał być nowym rozdaniem w sportowej karierze, bowiem postanowił spędzić w odradzającym się klubie z Poznania pod okiem doskonale znanego w Toruniu Tomasza Bajerskiego, który debiutował w roli szkoleniowca.
Zatem analizując sytuację braterskich duetów wielu zadawało sobie pytanie jaka przyszłość czeka w Toruniu Jacka Holdera, bowiem jego starszy brat Chris zawiesił poprzeczkę niezwykle wysoko?
Jack jednak miał od kogo uczyć się sportowego rzemiosła i być może jak brat zdobywać tytuły najlepszego zawodnika globu.
 

Czy Jack znajdzie miejsce w składzie Aniołów? Czas pokaże! Jednego możemy być pewni - Chris Holder zrobi wiele, aby wspólnie z bratem ścigać się nie tylko w Toruniu, Szwecji czy Anglii, ale również w Grand Prix.

Osiągnięcia
IMŚ GP 2016/R
DPŚ 2017/2
IMŚJ 2016/4; 2017/6
DMŚJ 2016/2

Kluby w lidze polskiej
 
2017-
-2018
 

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2017
(RZ+Brż)
4
(6)
21
(29)
35
(45)
5
(8)
1,905
(1,828)
1 n.klas
po rundzie zasadniczej

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt