GAJEWSKI Jacek
menadżer drużyny

Gajewski W żużlu pojawił się jako dystrybutor sprzętu i akcesoriów żużlowych najpierw w firmie GABO a potem JG Sport. W toruńskim żużlu zaistniał w poważnej roli w latach dziewięćdziesiątych jako wiceprezes do spraw sportowych. Pojawiając się w klubie współpracował z zawodnikami, gdy zajął się sprzedażą sprzętu i akcesoriów do sportów motorowych.
Jego rola w ówczesnym Apatorze stopniowo rosła - m.in. dzięki świetnej znajomości języka angielskiego. Gajewski był wtedy opiekunem w Polsce Pera Jonssona. Później zaczął współpracę z Ryanem Sullivanem. Już wtedy budził kontrowersje. Kiedy w 1999 r. sponsor Apatora, firma DGG, zdecydowała się - po sporach wewnątrz klubu - zrezygnować ze wspierania drużyny, Gajewski odszedł z niego wraz z zaprzyjaźnionym ze sobą Sullivanem, który wtedy przeniósł się do bydgoskiej Polonii.

W kolejnych latach Gajewski był m.in. menedżerem Włókniarza Częstochowa. Do Torunia wrócił, kiedy w klubie doszło do personalnej rewolucji. Po tym, jak przejął go Roman Karkosik, pożegnano kilku działaczy będących przy zespole od lat - m.in. dyrektora i p.o. prezesa KS Toruń Mirosława Batorskiego. Tak w 2006 r. Gajewski został menedżerem Unibaxu, sprowadził do niego Sullivana i został później członkiem zarządu klubu. Stał się jednym ze współtwórców sukcesów toruńskiego zespołu, który regularnie goscił wśród najlepszych drużyn ligi i zdobywając medale z najcenniejszego kruszcu.
Rola Gajewskiego w Unibaxie nie ograniczała się do prowadzenia zespołu w trakcie meczów i ustalania składów na spotkania. Menedżer toruńskiego zespołu, korzystając z wieloletnich kontaktów, jest jedną z najbardziej znanych postaci polskiego speedway'a. Dzięki temu Unibax był uznawany za klub, który skutecznie negocjuje kontrakty.

Za czasów pracy Gajewskiego udało się m.in. podpisać umowy z Darcy Wardem i Michaelem Jensenem - obaj przed jazdą w Toruniu byli nieznani. Podobnie kilkanaście lat temu stało się z Sullivanem.
We wszystkich tych przypadkach rola Gajewskiego była ogromna. Ward trafił do Unibaxu po tym, jak uwagę na niego zwrócił Sullivan - poinformował o australijskim talencie menedżera toruńskiego zespołu. Ten przez dwa miesiące w wielogodzinnych rozmowach telefonicznych przekonywał ojca Warda do tego, by pozwolił synowi na karierę w Europie.

Oto jak w wywiadzie dla www.NiceSport.pl Jacek Gajewski wspomina swoją żużlową działalność:

Był Pan w klubie niemalże od dwudziestu lat z jedną większą przerwą. Czy były jakieś wydarzenia, zarówno negatywne jak i pozytywne, które mocno utkwiły Panu w pamięci?
Jeśli chodzi o negatywne, to zdecydowanie najgorszym przeżyciem był rok 1994 oraz kontuzja Pera Jonssona. Akurat byłem przy tym wszystkim: byłem z nim przed meczem, byłem w parkingu, byłem po upadku. Pamiętam, jak siedziałem w szpitalu i czekałem na to, co się stanie, jak wyjedzie z bloku operacyjnego. Byłem również w szpitalu na drugi dzień rano, gdy się obudził. Do tej pory pamiętam wszystko ze szczegółami i detalami. Mimo, że wiele rzeczy już mi umknęło, to akurat ten czas pamiętam bardzo dobrze, włącznie z tym, że dzień po wypadku wszedłem do niego do pokoju szpitalnego, a on prosił mnie bym go złapał za nogę… Bywały w życiu różne wygrane i porażki, ale nic tak bardzo nie bolało jak to, co wtedy stało się z Perem. Druga przykra sprawa to kontuzja Wieśka Jagusia w Częstochowie w 1997 roku. Też byłem wówczas z nim na tych zawodach. Jechaliśmy później do Piekar Śląskich wraz ze sponsorem Mirkiem Karkosikiem do Wiesia do szpitala jak był już po operacjach. Zdecydowanie najgorsze są te momenty związane z kontuzjami zawodników. Jeśli chodzi o te milsze rzeczy, to z pewnością wszystko to, co związane było z tytułami. Oprócz tego bardzo cenię sobie to, że mogłem poznać dzięki żużlowi tylu bardzo wspaniałych i fajnych ludzi. Jednak mam nadzieję, że te miłe chwile jeszcze przede mną, bo najprawdopodobniej wrócę jeszcze kiedyś do żużla. Ale tak jak mówię, siedzę w tym sporcie czynnie już prawie dwadzieścia lat i mam tutaj przyjaciół wśród zawodników, zarówno czynnie uprawiających ten sport, jak i tych, którzy już kariery pokończyli jak właśnie Per czy też Mark Loram. Właśnie to oprócz medali cenię sobie najbardziej.

źródło: http://www.wyborcza.pl
zdjęcie: www.trzeszczkowski.pl

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt