VACULIK Martin
słowacja


Urodzony 5 kwietnia 1990 w Żarnovicy.

Ten niezwykle sympatyczny Słowak, płynnie mówiący i czytający po polsku w dzieciństwie, choć wiedział co to speedway nie myślał, że zostanie zawodowym żużlowcem, bowiem pasjonował go uwielbiany na Słowacji - hokej. Los chciał jednak inaczej. Oto bowiem w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na torach ówczesnej Czechosłowacji ścigał się ojciec Martina - Zdenko Vaculik. Nic więc dziwnego, że syn poszedł w ślady ojca podtrzymując tradycje rodzinne i po dwóch dekadach kibice czarnego sportu mogli ponownie w programie zawodów zapisywać punkty przy nazwisku Vaculik.
Martin choć wykazywał sporą smykałkę do jazdy w lewo nie miał wielu okazji do startów we własnym kraju, bowiem słowacki czarny sport nigdy nie należał do potentatów, a Martin w pewnym momencie stał się jedynym rozpoznawalnym zawodnikiem w swojej ojczyźnie.
Martin urodził się w Żarnowicy, która słynęła z ciekawych turniejów żużlowych, a w rodzinnym domu wychował się wspólnie z dwoma siostrami, Tatianą i Henrietą, które dziś są jego najwierniejszymi fankami. Jednak zamiast bawić się z rodzeństwem, mały chłopak zaczął biegać na żużlowy stadion, ale pierwszy kontakt ze speedwayem zakończył się płaczem i powrotem do domu w trakcie zawodów. Wynikło to z tego, że mały Martin sporadycznie rozstawał się z mamą, na szczeście szybko "odczepił" się od maminej spódnicy i zapałał miłością do jazdy na motocyklu, ale tylko w lewą stronę ;-).
W okresie szkoły podstawowej późniejszy Mistrz Europy nie był zainteresowany tym, aby ścigać się na żużlowym rumaku. Choć bez problemów skończył pierwszy etap kształcenia i uczył się dobrze, to w szkole średniej zaczął przedkładać naukę na rzecz miłości do speedwaya i coraz częściej brakowało go na lekcyjnych listach obecności. Kto wie na jakim etapie zakończyłaby się jego edukacja, gdyby nie dyrektor szkoły, a zarazem sąsiad Państwa Vaculików, który przygotował swojemu podopiecznemu indywidualny tok nauczania i choć nie było łatwo Martin zdał egzamin maturalny i mógł całkowicie oddać się żużlowemu szaleństwu. Gdyby nie sport pewnie jak wielu jego rówieśników z Żarnowicy zostałby prawnikiem lub ekonomistą, ale na szczęście swoją zawodową przyszłość związał ze speedwayem. Nie spotkało się to z aprobatą rodziny, zwłaszcza mamy, która uważała, że jeden żużlowiec w rodzinie wystarczy. Ojciec również nie był zachwycony wyborem syna, ale dał się ostatecznie przekonać i wspierał syna w jego pasji, zapożyczając się postawił wszystko na jedną kartę, aby zapewnić Martinowi wszystko co jest potrzebne do uprawiania speedwaya. Tata zdawał sobie też sprawę, że aby Martin mógł się rozwijać nie mógł wiecznie ścigać się w Żarnowicy. Dlatego kilkunastoletniego chłopaka wysłał do Czech, gdzie miał szlifować swoje umiejętności. Czesi przyjęli Martina z otwartymi ramionami, jednak gdy jedyny żużlowiec ze Słowacji pokonał w Indywidualnych Mistrzostwach Czech wszystkich rywali, poczuli się urażeni i zaczęli nieco chłodniej traktować przybysza ze wschodu. Martin jednak w wywiadach podkreślał, że w Czechach dużo się nauczył, rozwinął się jeździecko, a jego relacje z sąsiadami się nie zmieniły.

Jednak, aby wejść na wyższy poziom Martin musiał zmienić żużlowe otoczenie. Nic, więc dziwnego, że po sąsiedzku trafił nad Wisłę, gdzie dalej rozwijał swój jeździecki kunszt, by po latach zapukać na światowe salony żużlowe. W polskiej lidze zadebiutował w barwach zespołu z Krosna, gdzie spędził w lata 2006-2007 uzyskując średnie biegowe 0,952 i 2,259. Doskonały sezon zaowocował kontraktem w najwyższej lidze i w roku 2008, Martin choć miał ścigać się w Tarnowie, w ostatniej chwili podpisał kontrakt ze Stalą Rzeszów. Tarnowscy kibice długo nie mogli wybaczyć Słowakowi zmiany decyzji i podczas spotkania w barwach rzeszowskich na torze w Tarnowie otrzymał potężną porcję gwizdów. Historia jednak miał zatoczyć koło i ostatecznie zawodnik i tak trafił do Tarnowa, ale wcześniejsza decyzja o podpisaniu kontraktu z "Żurawiami" miała spory wpływ na dalsze życie Martina, bowiem na podkarpaciu poznał swoją sympatię Kingę, dzięki której mógł szlifować swój język polski. Ponadto podkarpaccy działacze zakontraktowali Słowaka, jako obcokrajowca, jednak postanowili zgłosić go do egzaminu na polską sportową licencję żużlową, która dawała mu uprawnienia do startu w zawodach w Polsce na zasadach zawodnika krajowego bez konieczności wcześniejszego uzyskania polskiego obywatelstwa. Taki zabieg był możliwy, bowiem Słowak doskonale znał język polski i bez problemu poradził sobie z egzaminem pisemny, a oczywistą sprawą było, że z egzaminem praktycznym na torze nie miał najmniejszych problemów. Oto jak Martin komentował swoje nowe żużlowe uprawnienia: Przez tydzień wkuwałem w Rzeszowie polskie regulaminy. Po polsku umiem nie tylko mówić, ale także czytać. Jeżeli czegoś nie rozumiałem, to pytałem. W teście mogłem popełnić najwyżej jeden błąd, ale jeżeli tak rzeczywiście było, to pomyłka ta wynikła z niezrozumienia do końca pytania, niż nieznajomości tematu.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że w speedway ekstralidze z polską licencją startowało wielu zawodników zagranicznych, którzy wcześniej zdobywali polskie obywatelstwo, aby później uzyskać polski żużlowy certyfikat. Przykładem może być Norweg Rune Holta, który po polsku umie powiedzieć "dzień dobry", cześć i jeszcze kilka innych wyrazów. Wcześniej na torach nad Wisłą jeździł z polskim paszportem Anglik Andy Smith. Vaculik był jednak pierwszym obcokrajowcem nieposiadającym polskiego obywatelstwa, ale posiadał licencją "Ż" i co ciekawe z obcokrajowców posiadających tę licencję potrafił mówić po polsku.
Niestety rzeszowianie mimo zabiegów licencyjnych w sprawie Vaculika (który obniżył loty i uzyskał średnią 1,258), nie utrzymali miejsca w najsilniejszej lidze świata i w sezonie 2009 Słowak przenosi się do beniaminka Wybrzeża Gdańsk. Mimo, że znacząco podniósł swoją średnią biegopunktową (1,662), nadmorski klub również nie podołał trudom ekstraligowym i spadł do pierwszej ligi. Martin nadal chciał jednak pozostać wśród najlepszych i trafia klubu którego ofertę wcześniej odrzucił, a mianowicie do Unii Tarnów, dla której zdobywał punkty w latach 2010-2015, będąc liderem i dobrym duchem zespołu. Średnie, jakie Słowak uzyskał z jaskółką na plastronie - 1,859; 1,708; 2,028; 1,464; 2,306; 2,242 - pokazują jak ważnym ogniwem w drużynie Unii był najlepszy słowacki żużlowiec i jak bardzo dojrzał sportowo i ustabilizował swoją ligową formę.

Dostrzegając ten potencjał, działacze toruńscy poszukujący lidera złożyli Słowakowi propozycję, która została przez Martina zaakceptowana i po sześciu latach zawodnik zmienił "Jaskółkę" na "Anioła" i był to najbardziej spektakularny ligowy transfer przed sezonem 2016. Oto co powiedział zawodnik po podpisaniu kontraktu: "Nie mogłem sobie wymarzyć lepszej ekipy. Wszyscy dobrze się znamy. Z Adrianem Miedzińskim jeździłem w Czechach czy w Szwecji, więc wszystko jest w porządku. Jeśli zawodnicy dadzą z siebie wszystko i cała drużyna będzie się bawić tym sportem, to szykuje się bardzo fajny sezon dla nas".
W trakcie sezonu nowy jeździec z Aniołem dał się poznać jako zawodnik
o dwóch obliczach ligowych. Pierwsze to oblicze zawodnika, który do szóstej kolejki ligowej męczył się niesamowicie. Na szczęście przed rundą rewanżową Słowak poczynił nowe inwestycje w sprzęt, które okazały się trafione i powrócił do ligowego ścigania na poziomie jaki prezentował w poprzednich sezonach i pokazał, że stać go na rywalizację z każdym zawodnikiem na świecie, dlatego w trakcie sezonu pojawiły się też sygnały, że zawodnik znajdzie miejsce w składzie Aniołów na kolejny sezon. Niestety sam zainteresowany po awansie do cyklu GP szukał dla siebie optymalnego rozwiązania i szybko podjął decyzję o zmianie barw klubowych i opuścił Toruń na rzecz Stali Gorzów, co spotkało się ze sporym rozczarowaniem wśród kibiców i działaczy z Torunia. Swoją decyzję zawodnik ogłosił za pośrednictwem portalu społecznościowego: "w sezonie 2017 nie będę reprezentować barw toruńskiego Klubu. Jednocześnie pragnę podziękować za ten rok władzom Klubu, trenerom, chłopakom z drużyny oraz przede wszystkim kibicom!". W kuluarach mówiło się, że zmiana otoczenia była podyktowana krytyką na jaką zdobył się właściciel klubu po pierwszych nieudanych meczach sezonu oraz propozycją obniżenia kontraktu na kolejny rok. Wiadomym jednak było, że Martin przez wiele lat w Tarnowie był niekwestionowanym liderem, a w Toruniu przy pełnym blasku Hancocka, Holdera i toruńskiego wychowanka Przedpełskiego był dopiero czwartym jeźdźcem w drużynie, a to było poniżej ambicji słowackiego żużlowca.
Decyzja Vaculika o zmianie klubu rozkręciła transferową karuzelę, ale wielu zarzucało zawodnikowi, że rozstał się z Toruniem w mało elegancki sposób, a najdotkliwiej skomentował decyzję Vacukila były prezes zielonogórskiego klubu Robert Dowhan twierdząc, że zawodnik już w trakcie sezonu był "dogadany" ze Stalą, a to mogło rodzić wątpliwości co do jego postawy w rundzie finałowej. Sam zainteresowany jednak dementował te sugestie i tak komentował całą sytuację wysyłając nieco uszczypliwe sygnały w kierunku toruńskiego środowiska żużlowego: "Jeździłem długo w Tarnowie. Rozmowy o przejściu do Gorzowa były już w tamtych czasach. Wtedy jednak jeszcze sam do końca nie wiedziałem, czy chcę odejść z Tarnowa. To był praktycznie mój drugi dom. Znałem bardzo dobrze tor, wszystko mi tam pasowało. Nauczyłem się tam wszystkiego, czego tylko mogłem. Zdałem sobie sprawę, że już niczego więcej się tam nie nauczę i dla dalszego rozwoju chciałem znaleźć tor i klub, który da mi to, czego nie dał mi Tarnów. Tam zebrałem sporo doświadczenia. Jeśli jednak chcę się stać uniwersalnym zawodnikiem, to muszę też szukać innych owali, innych nawierzchni. Jednym z takich torów jest gorzowski.
Nie jestem zawodnikiem, który lubi co rok zmieniać klub. W Toruniu też chciałem być na dłużej. To mój szósty klub, ale wcześniejsze zmiany były spowodowane spadkami drużyn. Chciałem jeździć w ekstralidze, dlatego odszedłem z Krosna. Gdybym chciał tam jeździć, to pewnie i do teraz bym się ścigał w Krośnie. Ale to tylko, jeśli nie chciałbym startować w najlepszej lidze. A tego chciałem, dlatego to mój szósty klub. Za bardzo nie chcę wracać do tematu Torunia. Naprawdę bardzo dużo dał mi ten rok, ale nie było tak, jakbym to sobie wyobrażał. Klub też może liczył na więcej ode mnie i możliwe, że nie spełniłem oczekiwań w stu procentach. Tak po prostu musiało być.
Nie jest prawdą, że porozumiałem się ze Stalą jeszcze w trakcie sezonu! Jak przeczytałem to za pierwszym razem, to byłem naprawdę zły. Coś takiego obraża mnie jako sportowca i człowieka. Chciałem się nawet wcześniej do tego odnieść, ale stwierdziłem, że nie ma sensu reagować na takie hejty. Jestem w stu procentach profesjonalistą. Kocham to, co robię. Zawsze daję z siebie wszystko. Nieważne, czy to ostatni mecz w danym klubie, czy pierwszy. W każdym spotkaniu dałem z siebie wszystko, w finale w Gorzowie także. Absolutnie nie byłem dogadamy ze Stalą przed finałem".

Niestety w słowa Martina trudno było uwierzyć bowiem podczas gali Ekstraligi Krzysztof Kasprzak, robiąc sobie ze Słowakiem zdjęcie, wspominał, że będzie on nowym zawodnikiem Stali. Większość zgromadzonych potraktowała ten komentarz jako żart. Czas jednak pokazał, że słowa reprezentanta Polski spełniły się i żużlowiec, który w sezonie 2017 był stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix, podpisał z zespołem mistrza Polski AD 2016 dwuletni kontrakt. Zatem coś mogło być na rzeczy w słowach Senatora Dowhana.

Vaculik pokazał się również w międzynarodowym towarzystwie. 23 czerwca 2012 roku na torze w Gorzowie będąc zawodnikiem rezerwowym odniósł pierwsze zwycięstwo w cyklu Grand Prix. Zawodnik wystąpił także w pięciu kolejnych rundach notując dobre wyniki, w efekcie czego zakończył sezon na jedenastym miejscu. W sezonie 2013 był już jednak stały uczestnikiem Grad Prix, ale jego jazda nie była już tak spektakularna i zajmując czternaste miejsce w końcowej klasyfikacji, wypadł z rywalizacji o tytuł championa globu na rok następny.
Nieco słabsze występy Grand Prix, Słowak zrekompensował sobie w mistrzostwach Europy i w roku 2013 tryumfował w całym cyklu pozostawiając za swoimi plecami wyżej notowanych rywali. Tryumfując w europejskim cyklu SEC, Martin udowodnił swoją przynależność nie tylko do europejskiej, ale też światowej czołówki i tak komentował swój sukces "w SEC czuję radość z jazdy. Może nawet określiłbym to tak, że żużlowcy tutaj naprawdę bawią się żużlem. To oczywiście zasługa organizatorów. Cykl jest wciąż młody, ale już prestiżowy. Atmosfera jest wspaniała, o czym mówię przy każdej okazji". W kolejnych latach mistrzostwa europy nie były już tak udane, ale Słowak skupił się na powrocie do Grand Prix. Sztuka ta powiodła się w sezonie 2016 i po trzech latach Martin powrócił do cyklu
i jak sam po latach podkreślał, w sezonie 2017 będzie zawodnikiem bardziej dojrzałym, a co za tym idzie lepiej przygotowanym sportowo i i logistycznie na wyzwanie jakiem jest walka o światowy prymat. Niestety powrót Słowaka na światowe salony nie udał się, bowiem wypadł on z ósemki premiowanej awansem do startów w roku 2018. Martin mógł jednak liczyć na dziką kartę od organizatora cyklu.
Znacznie lepiej Vaculik spisał się w Stali Gorzów i udowodnił, że warto było o niego walczyć zimą. Inwestycja zwróciła się już w pierwszej kolejce. Vaculik na Motoarenie pojechał jak natchniony, a później na fali tego sukcesu punktował znakomicie w wielu kolejnych spotkaniach. Jak większość drużyny wpadł w kryzys, ale w odróżnieniu od Przemysława Pawlickiego dość szybko się z nim uporał i w play-off był najlepszym zawodnikiem gorzowskiego klubu, przebijając nawet lidera Bartosza Zmarzlika. Doskonała dyspozycja wynikała m.in. z tego, że w połowie lipca Martin Vaculik zdradził, że zażegnał już problemy sprzętowe i z optymizmem patrzy w przyszłość. Dwudziestosiedmiolatek w trakcie sezonu zdecydował się bowiem na zmianę tunera, wracając do współpracy z Finnem Rune Jensenem. O czym poinformował w jednym z wywiadów: "Decyzja o zmianie tunera nie była trudna. Byłem w sytuacji, gdzie nic nie pracowało tak, jak należy. Musiałem coś zrobić, bo gdy puszczałem sprzęgło, w ogóle nie miałem prędkości. Jensen przygotowuje dla mnie naprawdę świetne, bardzo szybkie jednostki. Pracowaliśmy razem już cztery lata temu i wiem, że tuner ten przygotowuje niezły sprzęt. Jestem mu bardzo wdzięczny za jego pracę. Jego praca zbudowała moją pewność siebie. Bardzo dobrze czuję się na motocyklu i wiem, że mogę wygrywać. Znów wszystko się układa po mojej myśli."
To właśnie poważne zmiany sprzętowe i dobra dyspozycja Słowaka doprowadziła gorzowian do play-off i brązowego medalu, a sam zawodnik śmiało mógł zaliczyć sezon 2017 do udanych, bowiem po raz kolejny otarł się o pierwszą dziesiątkę Ekstraligi, a kibice w Gorzowie mogli cieszyć się z jego dwucyfrowych wyników punktowych. Jednak i jemu zdarzały się dwie solidne wpadki, bowiem w Grudziądzu i Rybniku zdobył zaledwie po trzy punkty. To jednak nie zniechęciło "Stalowych działaczy", i wiązali oni nadzieję na kontynuowanie współpracy z Vaculikiem w kolejnych latach.

Czy Martin nie zawiedzie tych oczekiwań?! Czas pokaże!

Martin nie wyobraża sobie życia bez speedwaya, ale ceni też sobie odpoczynek, podczas którego najchętniej relaksuje się ze słuchawkami na uszach. Każdy, kto choć raz miał do czynienia ze Słowakiem odbiera go bardzo pozytywnie. Słowak jest zawsze skory do rozmowy, otwarty i wprost zaraża optymizmem. Prywatnie Martin mimo uznanej już marki w żużlowej hierarchii, ciągle pozostaje uśmiechniętym i życzliwym chłopakiem. Lubi kuchnię Słowacką, Włoską i Meksykańską, którą popija wodą mineralną. Jak sam podkreśla nie ma zbyt wiele czasu na rozrywkę, ale jego ulubiony filmem jest Kac Vegas oraz filmy z udziałem Johnny Depp’a. W wolnych chwilach jeździ na nartach, które wyzwalają w nim taką samą adrenalinę jak żużel czy motocross. Lubi też wygodnie usiąść przed telewizorem i obejrzeć poczynania hokeistów, Formułę 1 czy MotoGP. Nie stroni też od regularnego czytania Tygodnika Żużlowego lub Speedway Star’a. Poza torem też lubi szybką i wygodną jazdę, bowiem zasiada za kierownicą BMW X6.

Poza Polską Martin Vaculik startował również w lidze:
    szwedzkiej - Smederna Eskilstuna , Elit Vetlanda, Vargarna Norrkoping, Rospiggarna Hallstavik
        czeskiej - AK Slany, AMK Bezloupy, Mseno, Pardubice
            rosyjskiej - Mega Lada Togliatti
                duńskiej - Holsted
 

Osiągnięcia

DMP

2012/1 2013/3; 2014/3; 2016/2; 2017/3

MDMP

2008/3
MMPPK 2008/3
IMLJ 2008/8
DMLJ 2008/2
IMŚ GP 2012/11; 2013/14; 2017/9
IMŚJ 2008/5; 2010/5; 2011/7
IMEJ 2009/3
IME - SEC 2013/1; 2014/4; 2015/4; 2016/11

Ponadto Martin Vaculik na swoim koncie tytuły Drużynowego Mistrza Szwecji, Czech, Rosji, a także złoty medal wywalczony w mistrzostwach Czech seniorów oraz srebrny i brązowy medal wśród czeskich juniorów.

Kluby w lidze polskiej
2006-
-2007
2008 2009 2009-
-2015
2016 2017-
-2018

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
2016 19 93 174 12 2,00 12

Fragmenty tekstu w biografii pochodzą z czasopisma Super Speedway

Autorem zdjęć jest Jarek Pabijan

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt