HOLTA Rune
www.holta-racing.pl


Urodził się 29 sierpnia 1973 roku w Randaberg- Norwegia.

Ten Norweski żużlowiec reprezentujący Polskę, od najmłodszych lat pasjonował się sportem. Bardzo szybko nauczył się jeździć na nartach. Kiedy był dzieciakiem, liczyły się dla niego główne trzy zimowe dyscypliny: skoki, narciarstwo alpejskie i hokej na lodzie. Uprawiał jednak te dwie ostatnie dyscypliny, ale również jak każdy chłopak bawił się, samochodzikami i grał w piłkę nożną. Prawdziwą sportowa miłość przyszła gdy Rune miał 13 lat. Tata Leo również jeździł na żużlu, gdyż uległ fascynacji Sverre Harrfeldtem – Norwegiem, który w 1966 roku został wicemistrzem świata. Tata trzy razy sięgał po tytuł mistrza Norwegii. Gdy przestał jeździć, często odwiedzał kolegów z toru. Pewnego razu zabrał Rune na takie spotkanie. Młodzieniec przysłuchiwał się, jak byli zawodnicy wspominali stare dzieje. W swych wspomnieniach senior Holta wraz z kolegami rozczulili się tak bardzo, że wyprowadzili z warsztatu zakurzoną żużlówkę i Rune spróbował swoich sił i został oczarowany jazdą.
Następnego ranka ojciec kupił mu używany motocykl z silnikiem o pojemności 80 ccm. Rune nie miał prawa jazdy, więc tata co tydzień spędzał 16 godzin za kierownicą, aby zawieźć syna na trening i zawody do Danii. W Norwegii nie miałby szans na rozwój, gdyż nie istniała baza do minispeedwaya.

Od początku kariery zawodnikowi towarzyszą ludzie sprawdzeni i oddani pasji sportu żużlowego. To między innymi dzięki ich profesjonalizmowi i oddaniu cały zespół na czele z zawodnikiem może poszczycić się osiągnięciami na żużlowych arenach całego świata. To właśnie tytuł IMŚ leży w sferze marzeń zawodnika i można powiedzieć, że od roku 2000 Holta jako uczestnik cyklu Grand Prix, z jednoroczną przerwa w roku 2006, stara się spełnić swoje pragnienie. Oprócz walki na arenach światowych zawodnik był wielokrotnym medalista Indywidualnych Mistrzostw Norwegii, Skandynawii oraz Polski.

Rywale szanują go za waleczność. – Gdy czujesz na plecach oddech Rune, wiadomo, że on nie da ci spokoju. Jeździ fair – mówi Leigh Adams. Peter Collins, mistrz świata 1976 z Chorzowa, twierdzi, że gdyby wszyscy mieli tak ekscytujący styl jazdy jak Holta, na żużel chodziłyby tłumy. Rune żartuje, że gdyby przyszło mu jeździć w latach 60, zarobiłby fortunę za pokazy w beczce śmierci. Zawodnik długo czekał na zwycięstwo w Grand Prix. Ma patent na Szwecję, bo w 2008 roku wygrał GP w Goeteborgu, a w 2010 roku w Malilli.

Holta urodził się w Randabergu, maleńkim miasteczku nieopodal Stavanger. Randaberg jest znane norweskiej rodzinie królewskiej, gdyż ziemniaki z okolicznych pól co roku wędrują na stół monarchy. Leo Holta od lat prowadzi plantację sałaty, aby zarobić na rodzinę. Wszystkie nadwyżki przeznaczał na żużlowy ekwipunek syna. Jednak nawet obfite płody rolne nie zapewnią budżetu potrzebnego do uprawiania żużla. Rune podjął pracę na platformach wiertniczych. Był spawaczem. Bywało, że nie miał sił, aby po ciężkim dniu pracy udać się na siłownię. Wykorzystywał każdą okazję do startów na torze. Nie przejmował się, że dokłada do interesu. Kochał jazdę na motocyklu i wierzył, że nadejdzie dzień, w którym będzie mógł odłożyć spawarkę na bok.
W 1993 roku lata wyrzeczeń przyniosły efekt. Zdobył brązowy medal MŚ juniorów w Pardubicach. Rok później był faworytem MŚ juniorów. Zawody rozegrano w norweskim Elgane, 20 mil od rodzinnego domu Holty. Nie udźwignął presji. Przegrał baraż o złoty medal ze Szwedem Mikaelem Karlssonem. – Dziś cieszę się, że nie zdobyłem złota. Wprowadzono wówczas przepis, że mistrz świata juniorów zostaje pełnoprawnym uczestnikiem Grand Prix, a ja nie byłem gotowy, aby walczyć z rutyniarzami. Mikael przeżył załamanie nerwowe, bo odstawał od starych wyjadaczy. Spośród juniorów jedynie Jason Crump był na tyle dobry, aby rywalizować z gwiazdami Grand Prix - wspomina po latach.

Arkana żużlowej wiedzy, gdy zawodnik wchodził na żużlowe salony mówiły, że obiecujący junior powinien nabrać szlifu na trudnych technicznie torach angielskich. Rune zerwał z tym przesądem i wybrał Polskę, Szwecję i Danię. Kluby w tych krajach pomogły mu, gdy zaczynał przygodę ze speedwayem i jak wielokrotnie podkreślał zasłużyły one na jego lojalność, dlatego zrezygnował z Anglii.
Pierwszy kontrakt podpisał w lidze polskiej w roku 1993 z Morawskim Zielona Góra, ale nie wystąpił w żadnym meczu. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i w roku następnym w barwach GKM-u Grudziądz walczy na polskich torach w rozgrywkach ligowych . Niestety po sezonie słuch o zawodniku zaginął, ale powraca po roku ponownie z Myszką Mickey na plastronie, by po roku już latać z "Jaskółką" na piersi. Był to rok 1997 i właśnie od tego roku polska kariera, żużlowa jeszcze wówczas reprezentanta Norwegii, nabrała tempa. W roku 1999 przeniósł się z Tarnowa do Włókniarza Częstochowa, z którym święcił największe tryumfy i poświęcił dla "Lwów" siedem lat sportowego życia. To właśnie działacze spod Jasnej Góry wpadli na iście "szatański" pomysł i spolonizowali Norweskiego zawodnika. Wielu powątpiewa w przywiązanie Holty do Polski, zarzucając mu handlowanie obywatelstwem. Zawodnik był jednak na tyle konsekwentny w swojej decyzji ubiegania się o polskość, że nie wystąpił w żadnym meczu ligowym w 2001 roku, czekając na przyznanie mu polskiego paszportu w roku 2002. Zawodnik miałby pewne miejsce w składzie Włókniarza, gdyby chciał startować jako Norweg, jednak sam zadeklarował, że chce zostać Polakiem, gdyż wiedział, że aby coś w żużlu osiągnąć nie może trwać w Norweskim marazmie żużlowym. Holta nie począł jednak na przyjęciu tylko polskiego dowodu osobistego i paszportu. Mieszka na co dzień w Częstochowie i podróżując miedzy Norwegią, a Polską wykazuje iście nadwiślańską hojność, pomagając ubogim i okaleczonym przez los dzieciom w taki sposób, że nikt o tym nie słyszy. Ponadto jako sportowiec ma niezwykłą wolę walki i odporność na ból. Wiele razy podnosił się z toru po ciężkich upadkach. Inni poprosiliby o dłuższy urlop, a on pyta, w jakim kasku ma jechać w powtórzonym wyścigu. Wielki człowiek, wspaniały sportowiec jak mówią o nim najbliżsi.
Niestety chęć spróbowania czegoś nowego spowodowała, że w sezonie 2006 zawodnik zanotował jednoroczny epizod w Stali Rzeszów, by w 2007 powrócić na sezon do Unii Tarnów. W tym czasie, dokładnie 10 czerwca 2007 roku zawodnik cudem uniknął śmierci. Oto bowiem leciał z Kopenhagi wraz z Tomaszem Gollobem na zawody ligowe do Tarnowa. Rune miał wykupiony bilet na przelot regularną linią z Warszawy do Krakowa, ale uległ namowom Tomka i wsiadł do awionetki pilotowanej przez ojca Tomasza Władysława Golloba, która zahaczyła przy lądowaniu o korony drzew i spadała u progu lotniska. Rune oprzytomniał, gdy wyciągano go z wraku awionetki. Wokół było mnóstwo rozlanego paliwa. Na szczęście nie doszło do eksplozji. Wstrząs mózgu był niską ceną za podjęte ryzyko. Lekarze zalecili Holcie tygodniowy pobyt w łóżku. – Myślałem, że oszaleję. Czułem potworny ból głowy i szyi. Leżałem w zacienionym pokoju, nie mogłem czytać książki ani oglądać TV. Dziewięć dni po wypadku poczułem, że muszę wrócić na motocykl, bo inaczej nie wyzwolę się od koszmarów. Rodzina pukała się w czoło. Pojechałem do Szwecji i zdobyłem 16 punktów na 18 możliwych. Mijałem rywali jak slalomowe tyczki. Po meczu Nicki Pedersen zapytał mnie, jakie zioła piję, skoro jeżdżę jak opętany.
W roku 2008 skuszony kontraktem przez gorzowską Stal w kolejnych dwóch latach, zdobywa punkty dla lubuskiego teamu. Sympatia do Częstochowy jednak pozostała i w roku 2010 zawodnik ulega namowom prezesa Maślanki i wraca pod Jasną Górę. Działacze częstochowscy mieli przysłowiowego "nosa" kontraktując zawodnika, który w ich barwach zdobył polską licencję żużlową, bowiem sezon, w którym polski zawodnik Tomasz Gollob został drugim polakiem w historii z tytułem IMŚ, był również fantastyczny w wykonaniu Rune. 37-letni Norweg z polskim paszportem zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej Indywidualnych Mistrzostw Świata oraz został najskuteczniejszym zawodnikiem szwedzkiej Elitserien, ale nade wszystko przyczynił się do utrzymania ekstraligi dla częstochowskich "Lwów".
Po zakończonym sezonie apetyt Ryśka Lwie serce został rozbudzony i szybko zaczął myśleć o zmaganiach w kolejnym roku. Pierwszym krokiem, który podjął, było przedłużenie kontraktu z Dackarną Malilla oraz znalezienie nowego pracodawcy w Polsce. Niestety częstochowski klub popadł w kłopoty finansowe, a jak wiadomo bez finansów uprawianie żużla na najwyższym poziomie jest niemożliwe. Zawodnik ponownie szybko znalazł nowego pracodawcę, bowiem doszedł do porozumienia z toruńskimi działaczami i w sezonie 2011 przywdział plastron z Aniołem na piersi. Fakt podpisania umowy z Holtą ogłosił w dniu 2 grudnia prezes Wojciech Stępniewski. Oto co sternik toruńskiego żużla powiedział o kulisach kontraktu z nowym riderem: "Z Rune Holtą dogadaliśmy się dosłownie w pół godziny. Zadecydowała dobra wola z obu stron. Rune Holta miał dobry sezon, chciał jeździć w Toruniu, logistycznie to dla niego również dobre rozwiązanie. 9 grudnia przyleci do Polski i będzie dostępny dla kibiców. Oprócz kontraktów, które mieliśmy wcześniej już podpisane z Ryanem Sullivanem, Adrianem Miedzińskim, Chrisem Holderem oraz po zakończeniu kariery przez Wiesia Jagusia postanowiliśmy przedłużyć umowę z Michaelem Jepsenem Jensenem. Młody Duńczyk walczył będzie o skład z Matejem Kusem, który powraca do nas po roku przerwy oraz Karolem Ząbikiem. Wierze, że każdy z tych zawodników nadaje się do jazd w Speedway Ekstralidze, a na dodatek myślę, że to jest ten czas, kiedy Karol będzie wstanie rywalizować o miejsce w składzie".
Kwota kontraktu Rune Holty z Unibaxem Toruń była tajemnicą jednak w środowisku dziennikarskim mówiło się, że miała wynosić około 1,5 miliona złotych i była to kwota mniejsza niż pierwotnie zakładano. Norweg z polskim obywatelstwem miał mieć jednak wysoką płacę za ilość zdobywanych przez niego punktów, tzw. "biegopunktówkę", bowiem w założeniach toruńskich sterników miał poprowadzić Unibax do kolejnego złota. Niestety nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Słaba dyspozycja naturalizowanego Polaka była efektem kontuzji nadgarstków, której nabawił się podczas meczu w Rzeszowie. Nie wyleczony uraz ciągnął się za zawodnikiem cały sezon. O ile w okresie gdy rozgrywki ligowe nie były poprzedzone jedną z rund GP zdobycze punktowe Holty można nazwać przyzwoitymi, o tyle po każdej batalii o tytuł mistrza świata zawodnik jechał ponizej oczekiwań. Czarę goryczy zawodnik dopełnił w fazie play-off kiedy to drużyny walczyły o podział medali. Apogeum niemocy wstąpiło w zawodnika w Gorzowie, gdy jego zerowa zdobycz punktowa przekreśliła szansę Aniołów na jakikolwiek medalowy krążek. Toruńscy działacze nie chcieli czekać do końca sezonu i przed ostatnim meczem w sezonie podziękowali zawodnikowi, który miał być "asem" na miarę zdobycia mistrzostwa Polski. Nie było jednak w tym nic dziwnego bowiem w trzech ostatnich (najważniejszych) spotkaniach Holta nie był w stanie przekroczyć granicy średniej 1 punktu na bieg.
Zawodnik po sezonie stał łakomym kąskiem dla innych klubów, które budowały składy na kolejny rok. Jednak wielu działaczy zadawało sobie pytanie czy warto zaufać jego profesjonalnemu podejściu do ligi polskiej??? Na szczęście to było już zmartwienie rywali żużlowców z grodu Kopernika, a konkretnie Falubazu Zielona Góra, gdzie Holtański trafił przed sezonem AD 2012. I choć nie błyszczał formą tak jak w latach poprzednich to potrafił zdobywać kilka punktów na miarę walki o medale w ramach DMP. Kibice i działacze oczekiwali jednak więcej, bowiem polsko-norweski rider przyzwyczaił swoich fanów do bycia liderem w zespole dla którego zdobywał punkty i w kontekście kolejnego sezonu Rune, postanowił poprawić swoją sportową dyspozycję w mieście gdzie święcił największe sukcesy czyli w Częstochowie. O ile sezon 2013 był w miarę przyzwoity, o tyle w kolejnym roku klub z spod Jasnej Góry popadł w tarapaty finansowe, a zawodnik z uwagi na brak systematycznych inwestycji w sprzęt ponownie zaliczył ligową przeciętność Niestety zawodnik nie zachwycał tak jak przed laty swoją skutecznością, a ponadto działacze spod Jasnej Góry okazali się mało zaradni i doprowadzili klub do bankructwa i Polski Związek Motorowy zakazał startów drużynie z Częstochowy na jakimkolwiek poziomie rozgrywek żużlowych w Polsce. W tej sytuacji Holta po dwuletnim pobycie pod Jasną Górą, musiał ponownie szukać klubu i trafił na ekstraligowe zaplecze, do klubu z Ostrowa, gdzie po wywalczeniu awansu do Nice PLŻ zaszły spore zmiany. Hitem transferowym było zatrudnienie trenera kadry narodowej Marka Cieślaka, który wspólnie z zarządem zbudował całkiem ciekawy skład. Z poprzedniego zestawienia w Ostrowie został praktycznie tylko Nicklas Porsing, a największym wzmocnieniem było pozyskanie właśnie Rune Holty. Do Ostrowa wrócił wychowanek Michał Szczepaniak, a jego młodszy brat Mateusz po raz pierwszy reprezentował barwy klubu z rodzinnego miasta. Bardzo ciekawym ruchem okazało się zatrudnienie Mikkela Michelsena. Zakontraktowano także solidnych juniorów: Mateusza Borowicza i Oskara Ajtnera-Golloba. Na koniec okresu transferowego ściągnięto do Ostrowa doświadczonego Scotta Nichollsa. Tak dobrany skład z uznanym trenerem był wymieniany w gronie faworytów do czołowych lokat. W Ostrowie przed sezonem o awansie nie mówiono. Miał być dobry żużel i w sumie przez cały sezon ekipa Marka Cieślaka robiła speedway na wysokim poziomie. Miejscowi kibice od ładnych paru lat nie mieli tak dobrej drużyny i tak ciekawego sezonu. Szkoda tylko, że wszystko zamiast happy endem zakończyło się niesmakiem i skandalem, który zaciemnił obraz całego, bardzo dobrego sezonu w wykonaniu Ostrovii. Biało-czerwoni w sezonie zasadniczym zajęli trzecie miejsce. W półfinale play-off niespodziewanie pokonali ROW Rybnik, a w wielkim finale nieznacznie ulegli Lokomotivowi Daugavpils. W barażach jednak wyraźnie nie sprostali ekstraligowej Stali Rzeszów, a po sezonie na jaw wyszło klubowe zadłużenie i w efekcie brak drużyny z Ostrowa w jakichkolwiek rozgrywkach ligowych w sezonie 2016.

Dla Rune było to swoistego rodzaju dejavu. Ale polski Norweg, nie szukał długo zatrudnienia, bowiem przed sezonem 2016 jego usługami zainteresował się klub z Rybnika, który po tym jak nie dopuszczono do startów łotewskiej drużyny z Daugavpils, przyjął zaproszenie do startów w ekstralidze. Norweg nie zamierzał jednak startować tylko w jednej lidze i tak jak czynił przez ostatnie lata związał się kontraktem również w Szwecji, gdzie podjął wyzwanie reprezentowania klubu Dackarna Malilla. Model startów w dwóch czołowych europejskich ligach był sportowym kierunkiem w którym dwukrotny Indywidualny Mistrz Polski zmierzał od lat, a starty w Danii, Niemczech, czy Czechach, a także na Wyspach Brytyjskich, nigdy nie były sportowo atrakcyjne dla Holty.
Wracając jednak na polskie tory po sezonie można było ocenić jego postawę jako zadowalającą, a w drugiej części sezonu nawet jako bardzo dobrą. Zawodnik był punktowym pewniakiem i wydatnie przyczynił się do utrzymania drużyny "Rekinów" w ekstralidze. Statystycznie zawodnik uzyskał średnią biegową 1,754 pkt/bieg i w ROW Rybnik, lepiej spisywał się jedynie Grigorij Łaguta. Po sezonie zawodnik tak oceniał swoją postawę i to co udało mu się osiągnąć: "Mam za sobą dobry sezon z dużą ilością frajdy. W Rybniku mam za sobą świetny czas. Panuje tu świetna atmosfera. Działaczy, zawodników, kibiców i inne osoby łączą tutaj fajne więzi. Świetnie jest być częścią tej ekipy. Jednak trochę wstyd, że zakończyliśmy sezon tak szybko. W ostatnich spotkaniach pokazaliśmy, że potrafimy walczyć jak równy z równym z najlepszymi drużynami. Mieliśmy w zespole kilka kontuzji w trakcie rozgrywek. To głównie przez to zabrakło nam kilku ważnych punktów, by awansować do play-off. Powinniśmy jednak być zadowoleni. Osiągnęliśmy nasz cel jakim było szóstego miejsce w Ekstralidze. Teraz klub może myśleć o zbudowaniu drużyny na kolejny sezon. Ja tak jak powiedziałem, zaliczyłem niezły sezon. Poprzedni rok też był dobry, ale wtedy nie jeździłem w Ekstralidze. Nie byłem do końca pewny jak to będzie z tym powrotem do grona najlepszych zespołów. Spodziewałem się, że będzie ciężko i tak było. Szczególnie na początku roku, gdzie mieliśmy kilka technicznych problemów. Brakowało szybkości i wtedy pomyślałem, że to może nie był dobry pomysł z tym powrotem. Druga część sezonu była jednak o wiele lepsza, prędkość wróciła, przez co rok w polskiej lidze mogę uznać za udany. Mam nadzieję, że 2017 r. również spędzę w tych rozgrywkach na najwyższym szczeblu".

Po takim sezonie nikogo nie dziwiły telefony z innych klubów, które dzwoniły do Holty. Najgłośniej i najskuteczniej dzwonili jednak działacze z Częstochowy, którzy po regulaminowej degradacji z powodu braku płynności finansowej, wykorzystali nadarzającą się okazję (odmowa startów w ekstralidze Orła Łódź) i przyjęli zaproszenie od żużlowych władz do startów w ekstralidze. Lwy miały niełatwe zadanie, bowiem ich finanse nie gwarantowały walki w najlepszej żużlowej lidze świata o coś więcej niż tylko utrzymanie, ale musiały zbudować na tyle przyzwoity skład, aby powalczyć z rywalami przynajmniej na własnym torze. Zwrócili więc swoje kroki do swoich byłych zawodników, a jednocześnie jeźdźców klasowych i niedrogich. Jednym z takich riderów był właśnie Rune Holta. Niestety dla zawodnika było to stąpanie po cienkim żużlowym lodzie, bowiem chcąc utrzymać wysoką formę w najlepszej żużlowej lidze świata musiał mieć spokojną głowę i zaplecze finansowe. Częstochowianie niestety byli swoistego rodzaju ryzykiem, bo gdyby tak się stało jak przed dwoma laty i "wykiwali by" swoich zawodników, Rune pozostałby bez środków na inwestycje sprzętowe, a to wiązałby się być może z mniejszą skutecznością, a co za tym idzie mógłby to być początek schyłku kariery dla niemłodego już zawodnika.
Jedna Rune zaryzykował i choć przed sezonem niewielu w niego wierzyło, ten ku zaskoczeniu wszystkich został czwartym najskuteczniejszym zawodnikiem z polską licencją w Ekstralidze. Pokazał tym samym swoim adwersarzom, którzy wysyłali go na sportową emeryturę, że potrafił włożyć w drużynę Włókniarza tyle serca, że tym zaangażowaniem można byłoby obdarzyć część innych drużyn. W Częstochowie miał wszystko. Kibiców, sponsorów, przychylny zarząd. Nawet miasto. Jeden z radnych chciał nawet uhonorować go swego rodzaju pomnikiem. Niestety po sezonie postanowił zmienić klub i zaczął negocjować kontrakt na sezon 2018 z ..... Toruniem, gdzie miał zamienić się miejscami z Adrianem Miedzińskim, który zamierzał kontynuować karierę pod Jasną Górą. Ta swoistego rodzaju zamiana nie podobała się żółto-niebiesko-białym kibicom, którzy na wielu forach wyrażali swój sprzeciw dla zatrudnienia Norwega z polskim paszportem w Anielskim teamie. Działacze jednak przekonywali, że dwa trzy dobre mecze w wykonaniu spolonizowanego, Norwega i kibice będą darzyli go takim samym uwielbieniem jak Miedziaka. Niestety działacze chyba nie rozumieli, że Adrian Miedziński był w Toruniu swoistego rodzaju ikoną, która była ostatnim łącznikiem ze stadionem przy ul. Broniewskiego oraz dawnym Apatorem. Dlatego Runa miał niezwykle trudny orzech do zgryzienia i w zasadzie nie miał nawet najmniejszego marginesu na błędy w zdobyczach punktowych.

Co ciekawe jak donosiły częstochowskie kuluary, jeszcze w trakcie sezonu podczas jednego z tradycyjnych spotkań prezesów Ekstraligi dość szeroko omawiano sprawę Norwega z polskim paszportem. Po publikacji w Przeglądzie sportowym, informacji na temat długów zawodnika przekraczających 1,5 mln zł i problemach z komornikiem, działacze Włókniarza zgodzili się płacić mu 151 złotych za punkt, ale już w trakcie spotkania zastrzegli, że w kolejnym kontrakcie podwyższą tę sumę. Prezes klubu spod Jasnej Góry - Michał Świącik miał poprosić wówczas pozostałych prezesów, by nie wykorzystywali tego faktu i nie proponowali zawodnikowi niższego kontraktu, a ci obiecali, że pomogą w uregulowaniu sprawy pomiędzy klubem a zawodnikiem i nie będą podbijać stawki. Wszystkim zależało bowiem na tym, by problem został rozwiązany. Nikt bowiem nie chciał skandalu i wejścia do parku maszyn komornika. Ucierpiałby na tym wizerunek nie tylko Włókniarza, ale także całej dyscypliny. Niektórzy prezesi proponowali nawet, by w ogóle zrezygnować z usług Rune Holty i solidarnie nie zatrudniać go w Ekstralidze. Ostatecznie kompromisem miało być ustalenie znacznie wyższej stawki za punkt we Włókniarzu i część kwoty miała trafić do wierzycieli Holty. Zawodnikowi jednak nie uśmiecha się oddawanie wierzycielom ponad tysiąca złotych za każdy punkt i mimo że początkowo przystał na kontrakt we częstochowski cały czas rozglądał się za innym klubem i ostatecznie wylądował w Toruniu, a kibice zadawali sobie pytanie czy problemy Norwega nie będą kolejnym złym PR-em toruńskiego zespołu.

Poza Polską zawodnik oczywiście święcił również tryumfy w swojej rodzimej Norwegii, gdzie w latach 1994, 1996, 1997, 2000 zdobywał tytuł I.M.Norwegii. Lata 1999 i 2000 to również tryumf w I.M.Skandynawii. Niestety po przyjęciu polskiego obywatelstwa zawodnik zaniechał startów w mistrzostwach Norwegii i skupił się na rywalizacji w mistrzostwach Polski. W karierze Holty nie można pominąć również ligowych występów w klubach duńskich Outrup (Drużynowe Mistrzostwo Danii 1999, 2001) i szwedzkich Valsarna, Vetlanda Speedway, Indianerna, Dackarna (Drużynowe Mistrzostwo Szwecji 1998, 1999, 2004, 2006)

Warto w tym miejscu dodać, że zawodniku zrobiło się bardzo głośno, gdy 31 sierpnia 2006 podjął decyzje, iż w Grand Prix będzie reprezentował barwy Polski. Fakt zmiany barw narodowych wywołał oburzenie w jego kraju, porównywano go do zdrajcy. W Polsce fakt ten został jednak przyjęty z zadowoleniem i 15 stycznia roku 2007 Polski Związek Motorowy zaakceptował wniosek Holty do zmiany barw narodowych, a reprezentacja Polski w kolejnych latach ze spolonizowanym Norwegiem sięgnęła po tytuły DMŚ. Za osiągnięcia na arenie międzynarodowej zawodnik wraz z partnerami z drużyny, 30 lipca 2007 roku otrzymał z rak prezydenta RP - Lecha Kaczyńskiego Złoty Krzyż Zasługi.
To prestiżowe odznaczenie zawodnik poczytuje sobie za zaszczyt i z należnym szacunkiem mówi o tym wyróżnieniu – W Norwegii to nierealne, bo musiałbym odnieść sukces na miarę Bjorna Daehliego czy Johanna Olava Kossa, aby przyjął mnie król. Bardzo cenię Złoty Krzyż Zasługi, którym zostałem odznaczony.

A co Rune Holta lubi robić poza torem. Otóż uprawia mało znaną w Polsce dyscyplinę sportową zwaną heliskiing czyli skoki na nartach... z helikoptera! Narciarstwo to jego wielka pasja i zawodnik poświęca się temu hobby, kiedy tylko ma na to wolną chwilę. Przynosi mu to wielką frajdę. Na pytanie czemu wybrał tak niebezpieczną jazdę na nartach mówi otwarcie, że w zjazdach i biegach narciarskich osiągnął perfekcję i chciał spróbować czegoś więcej! Pojawiła się propozycja skoków z helikoptera, a pierwsze skoki oddał będąc w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, gdzie heliskiing jest bardzo popularny.

Poza Polską, Holta reprezentowały m.in. kluby w lidze
    (Dackarna Malilla)

Osiągnięcia

DMP

2003/1
IMP 2003/1; 2004/3; 2005/6; 2007/1; 2008/12
MPPK 2007/1; 2015/5
ZK 2007/16; 2012/14
IMME 2014/8; 2016/6

    
Na arenie międzynarodowej od roku 2007 Rune Holta startuje jako Polak

IMŚ GP 2000/26(wild card); 2001/14; 2002/11; 2003/8; 2004/14; 2005/20(wild card); 2007/7; 2008/8; 2009/7; 2010/4; 2011/13
IMŚJ 1993/3; 1994/2
DMŚ 1995/7;
DPŚ 2007/1; 2008/1; 2010/1;
IME 2014/19(wild card);
KPE 2003/1(rep. klub Maga Lada Togliatti); 2004/1(rep. klub z Częstochowy); 2007/3(rep. klub Maga Lada Togliatti);  2010/2(rep. klub Speedway Miskolc);

Kluby w lidze polskiej
nie startował
w lidze
polskiej
1993 1994 1995 1996 1997-
-1998
1999-
-2005
2006 2007 2008-
-2009
2010 2011 2012 2013-
2014
2015 2016 2017 2018

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2011 17 83 136 11 1,771 19

Notka biograficzna bazuje na artykule
jaki ukazał się na stronie http://www.rp.pl/artykul/544053.html
autorstwa znakomitego dziennikarza żużlowego Tomasza Lokra

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt