MIEDZIŃSKI Adrian (miedziak)


Urodzony 20 sierpnia 1985 w Toruniu

Dla Adriana nie było innego wyjścia - musiał zostać żużlowcem, gdyż od najmłodszych lat żużel był częścią jego życia. Jest synem Stanisława Miedzińskiego uznanego w Toruniu zawodnika i trenera. To właśnie ojciec wspólnie z Jerzym Kniaziem przekazywali mu pierwsze żużlowe tajemnice.

Prywatnie Adrian jest normalnym chłopakiem, który swoją przyszłość związał z żużlem. W speedway'u najbardziej lubi rywalizację, a jego marzeniem zawodnika jest zostać mistrzem świata. Miejmy nadzieję, że jego marzenie się spełni, a jego kibice nie będą musieli długo czekać na ten sukces.

Pierwsze kroki stawiał  w latach dziewięćdziesiątych na minitorze, wpisanym w duży owal nie istniejącym już stadionie przy ulicy Broniewskiego. Miał już pewne doświadczenie ponieważ wcześniej próbował jazdy na motorynce i motocyklach u kuzyna na wsi. Jednak początkowo nie wiązał swojej sportowej przyszłości z żużlem, bowiem w szkole podstawowej uczęszczał na zajęcia Aikido. Nie złapał jednak bakcyla sztuk walki i trafił do żużla, który pochłonął go bez reszty. Mama, Alina nie była zachwycona pasją syna. Doskonale zdawała sobie sprawę jakie niebezpieczeństwo niesie speedway, jednak nie sprzeciwiała się temu kategorycznie, bowiem wiedziała, że u boku męża Adrian może czuć się bezpiecznie. Co prawda ojciec odradzał synowi speedway podkreślając, że droga do sukcesu jest ciężka i na początku wiedzie przez parking i pomoc starszym kolegom przy sprzęcie. To jednak nie przestraszyło młodego i pełnego zapału Adriana, który każdą wolną chwilę spędzał na stadionie.
Po latach przed turniejem z okazji XV-lecia starów Adrian tak komentował swoje żużlowe początki: "Z żużlem byłem związany od dziecka, bo tata był zawodnikiem, ale na początku raczej ograniczałem się do wyścigów rowerem wokół bloku, oczywiście z włożonym kaskiem i plastronem. Potem chciałem mieć motorynkę. A żużlowcem postanowiłem zostać dopiero gdy skończyłem 12 lat i przejechałem się na miniżużlowym motocyklu. Męczyłem tatę, żeby mi załatwił motocykl i skórę, bo kevlarów jeszcze wtedy nie było. Pierwszą skórę miałem po Wiesławie Jagusiu, dzięki temu, że on był najmniejszy, to jakoś pasowała i na mnie".
W tym czasie drużyna Apatora odnosiła liczne sukcesy i kiedy na torze w Toruniu w dniu 31 sierpnia 2001 roku zdał egzamin i uzyskał licencję żużlową, startował u boku ówczesnego mistrza świata Tony Rickardssona, który do dziś jest dla niego sportowym autorytetem, który starał się podpatrywać i naśladować. Po uzyskaniu licencji po raz pierwszy pojawił się pod taśmą w Pomorskiej Lidze Młodzieżowej we wrześniu 2001r, ale debiut w rozgrywkach ligowych miał miejsce dopiero w roku następnym, kiedy to Apator Adriana podejmował rywala zza miedzy - Polonię Bydgoszcz. Miedziński wystąpił w jednym biegu, w którym to zdobył jeden punkt pokonując Michała Robackiego. Sam zawodnik po latch gdy wspomina swój debiut nie pamięta wyniku i ile zdobył punktów, jednak w jego pamięci najbardziej utkwiła rozmowa podczas prezentacji z Tomaszem Gollobem. Adrian wówczas nie wiedział jeszcze, ze za kilka lat przyjdzie mu reprezentować u boku polskiego Mistrza barwy narodowe na arenach światowych.
Można powiedzieć, że od tego meczu zaczęła się doskonała passa tego utalentowanego zawodnika. Już w roku swojego debiutu okazał się rewelacją rozgrywek ligowych. Następny rok to już można rzec uwertura do kariery w wykonaniu "Miedziaka". Staje się podstawowym juniorem w teamie z Aniołem na plastronie, a także awansuje do wszystkich indywidualnych finałów młodzieżowych w kraju, a także do finału MEJ. I choć zdobył tylko wicemistrzowski tytuł w MIMP, to w plebiscycie Tygodnika Żużlowego został uznany objawieniem sezonu.
Rok 2004 w Polsce w kategorii młodzieżowej należał do Adriana. Wicemistrzostwo w speedway na lodzie rozpoczęło medalową passę w trzecim ligowym sezonie zawodnika. Medale w MDMP, SK, MMPPK, MPPK czy awans do MIMP, budziły szacunek dla "miedziaka" wśród kibiców i kolegów z toru. Należy podkreślić, że zaledwie w trzy lata po uzyskaniu licencji zawodnik awansował do finału IMŚJ i gdyby turniej rozgrywano wg schematu dwudziestobiegowego zostałby mistrzem świata. Niestety zmiana sposobu wyłaniania mistrza świata (20 biegów, po których ośmiu zawodników startowało w półfinałach, a czterech najlepszych w finale) spowodowała, że najlepszy po serii zasadniczej "Miedziak" spóźnił swój start w półfinale i nie dane mu było walczyć o medale. Jednak jak życie pokaże, medal mistrzostw świata zawiśnie na piersi toruńczyka w kolejnych sezonach.
Sezon 2005 choć uwieńczony medalem MIMP był nieco słabszy dla Adriana, głównie za sprawą sprzętu. Ale ostatni rok w kategorii młodzieżowej miał być już sezonem należącym do toruńczyka. Niestety kontuzja w finale MIMP, w którym zawodnik mimo bólu zajął drugie miejsce, wyeliminowała go z uprawiania żużla bezpośrednio przez finałem IMŚJ. W zawodach tych Adrian zajął dopiero szóste miejsce, co zostało przez zawodnika jak i jego team odebrane jako porażka, a przecie niejeden zawodnik marzy tylko o samym występie w finale. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i miejmy nadzieję, że medalowe niepowodzenia w kategorii juniorów Adrian odbije sobie w gronie seniorskim.
Rok 2007 była dla "Miedziaka" bardzo ważny. Oto po raz pierwszy nie miał taryfy ulgowej bowiem zakończył wiek juniora. Start w żużlową "dorosłość" z początkiem sezonu nie był imponujący. Kibice i zapewne sam zawodnik oczekiwali znacznie więcej. Jednak po uporaniu się z problemami sprzętowymi Adrian stał się pewnym punktem drużyny i w połowie rozgrywek startując najczęściej z uczestnikiem GP Matejem Zagarem, to właśnie Miedziak był zawodnikiem prowadzącym parę. Niestety również pech w postaci kontuzji dał znać o sobie i dwa spotkania ligowe "Anioły" musiały odjechać bez "Miedziaka". Jednak ostatecznie sezon zakończył się optymistycznie i Adrian bardzo szybko doszedł do porozumienia z działaczami i związał się umową z toruńskim klubem na kolejne dwa lata stając się po raz kolejny solidnym wsparciem dla drużyny.
Miedziak przed każdym sezonem był niedocenionym ogniwem zespołu, jednak w trakcie rozgrywek w roku 2009 pokazał, że jest ważnym zawodnikiem w drużynie, a jego sportowy rozwój zmierza we właściwym kierunku i w przyszłości to właśnie Adrian może przejąć rolę lidera w zespole. W trakcie ekstraligowej rywalizacji Adi pokazał, że na jego punkty w ligowych potyczkach można liczyć. Co prawda przydarzyły się Miedziakowi wpadki, jednak nie wpływają one na pozytywną ocenę za całokształt pozytywnych dokonań w sezonie. U progu sezonu doskonałą formę Adriana dostrzegł trener kadry narodowej Marek Cieślak i powołał go do walki o DMP, które na torze w Lesznie stało się po raz trzeci własnością polskiego teamu. Doskonały występ w DPŚ docenili również działacze bydgoskiej Polonii, PZM oraz BSI i przyznali zawodnikowi prawo do startu w GP Polski na torze w Bydgoszczy. Debiut Adriana wypadł nie najgorzej, a gdyby nie trema i chęć pokazania występ byłby zapewne bardziej okazały. Ważny jednak dla zawodnika był start w gronie najlepszych zawodników świata, a sam Miedziak zapewne będzie dążył w kolejnych sezonach do uzyskania stałej przepustki do rywalizacji o Indywidualne Mistrzostwo Świata w cyklu Grand Prix.

W kolejnych latach Miedziak miał zdobywać około dziesięciu punktów w meczu i z zadania tego wywiązał się znakomicie. Jego równa dyspozycja gwarantowała w założeniach taktycznych pewne zdobycze punktowe. Adrian potrafił wygrywać z najlepszymi zawodnikami w lidze, jednak uznanie kibiców zyskał po tym jak w roku 2011 podczas rundy play-off upadł na nieregulaminowo przygotowanym leszczyńskim torze i złamał obojczyk. Absencja Miedziaka minimalizowała do zera możliwości odrobienia i tak sporych strat w meczu rewanżowym na Motoarenie. Zawodnik jednak poddał się operacji laserowego zespolenia kości i nie dość, że wystartował już po siedmiu dniach w meczu rewanżowym, to okazał się jednym z najskuteczniejszych zawodników spotkania.
Adrian najczęściej startował w parze z Holderem z którym doskonale się rozumiał na torze i często stanowili najsilniejszą "anielską" siłę uderzeniową. Kibice dostrzegali coraz większą sportową dojrzałość zawodnika i w kolejnych sezonach liczyli na to, że Adrian podobnie jak niegdyś Wiesław Jaguś stanie się niekwestionowaną ikoną toruńskich Aniołów. Sam zawodnik również żywił takie przekonanie, bowiem mimo intratnych ofert z innych klubów, po sezonie 2011 podpisał trzyletnią umowę z Unibaxem. Sezon 2012 był jednak w wykonaniu Adriana przeciętny, dlatego z nadziejami wchodził w kolejny rok. Nadzieje te okazały się nie bezpodstawne, bowiem w pierwszej części sezonu 2013 jeździł rewelacyjnie. Był niekwestionowanym "królem" Motoareny w Enea Ekstralidze. Fantastycznie pojechał w nieoficjalnych mistrzostwach świata par i był murowanym kandydatem do kadry Polski na DPŚ. Wszystko przerwał wypadek w Pradze podczas testmeczu Czechy - Polska. Sam zawodnik tak podsumował w jednym z wywiadów ten okres: Do czasu tego karambolu w Pradze wszystko układało się po mojej myśli. Niestety, ta kontuzja mocno odbiła się na mojej formie i samopoczuciu. Co prawda po dwóch tygodniach wróciłem na tor i ścigałem się, ale to nie było to. Tak naprawdę dwa miesiące czułem się źle. Potrzebowałem czasu, by wrócić do formy. Powoli dochodziłem do siebie i nie mogłem odnaleźć dyspozycji sprzed wypadku. Cieszę się, że w końcówce sezonu wreszcie znów czułem się znakomicie, co potwierdziłem zwycięstwem w Grand Prix w Toruniu.
I faktycznie finałowe Grand Prix Polski w Toruniu w wykonaniu "Miedziaka" było genialny. Przedarł się z trzeciej pozycji na prowadzenie i wygrał ku ogromnej radości polskich i toruńskich kibiców. "Miedziak" spłacił tym samym kredyt zaufania jakim obdarzyły go żużlowe władze i jako pierwszy toruński wychowanek stanął w pojedynczej rundzie na najwyższym stopniu podium cyklu wyłaniającego żużlowych championów.
Warto również dodać że jeszcze przed kontuzją Adrian Miedziński wraz z Tomaszem Gollobem wygrał nieoficjalne mistrzostwa świata par Eurosport Speedway Best Pairs.

W sezonie AD 2014 wszyscy liczyli na spektakularne sukcesy Adriana niestety nie był to łaskawy rok dla toruńskiego wychowanka. Miedziak ponownie nie zdołał awansować do upragnionego cyklu Grand Prix, a ligowe występy pozostawiały wiele do życzenia. Ponadto po sezonie wielu kibiców miało wrażenie, że tak nieobliczalnego i nieprzewidywalnego zawodnika próżno było szukać w całej lidze. Gołym okiem było widać, że w teamie Miedziaka wszystko jest poukładane w jak najlepszym porządku, poza nim samym. Zawodnik miotał się po ligowych torach i nie mógł znaleźć recepty na ustabilizowanie formy. Zawodnik bardziej chciał niż mógł i właśnie nadmierna ambicja samego zawodnika była jego największym rywalem i jeśli wyniki nie układały się po myśli Adriana, zawodnik spalał się psychicznie i nie miał pomysłu na jazdę.
Miedziński z całą pewnością mógłby zostać krajowym liderem Aniołów, jednak ciągle nie mógł zaakceptować faktu, że nie zawsze zdobycz punktowa, a postawa na torze i poza nim decyduje o tym jak jest się postrzeganym w drużynie, wśród kibiców i działaczy. Adrian niestety na torze nie grzeszył "delikatnością" i potrafił niekiedy jechać jak jeździec bez głowy. Z kolei poza torem był nieco wycofany i choć był z drużyną, to widać go było niejako w drugim szeregu. A przecież miał duży kredyt zaufania i "mandat" od kibiców i działaczy do tego, aby być ważnym ogniwem zespołu nie tylko w sferze twardej zdobyczy punktowej, ale również w aspekcie budowania tzw. team spirit.
W przypadku ukształtowanego sportowo wychowanka przywiązanego do żółto-niebiesko-białych barw klubowych, kibice mieli nadzieję, że w kolejnym roku Miedziak udowodni swoją sportową wartość na torze i sportową wielkość poza nim. Pomóc mogłaby mu na pewno nominacja do funkcji kapitana drużyny, bo sam zawodnik w jednym z wywiadów mocno podkreślał swoje przywiązanie do Torunia: "Ja Toruń mam w sercu i jestem zżyty z rodzinnym miastem. Bywało tak, że miałem z innych klubów korzystniejsze oferty pod względem finansowym, ale zawsze udawało mi się wypracować kompromisowe rozwiązanie w Toruniu, więc nie musiałem szukać szczęścia gdzieś indziej. Pewnie, jak już się pójdzie w świat, to kolejny raz zdecydowanie łatwiej zmienia się kluby. Pierwsza decyzja o odejściu z macierzystego klubu jest najtrudniejsza. Nie ukrywam, że w przeszłości miałem dylemat, ale w Toruniu nie miałem prawa narzekać na klub. Jedyne problemy finansowe były w 2006 roku, kiedy walczyliśmy w barażach. Później było wszystko poukładane. Wychodzę z założenia, że czasami lepiej mieć mniej pieniędzy, ale mieć je pewne i jeździć w stabilnym finansowo klubie. Poza tym jak się pośpieszę na stadion mam pięć minut drogi samochodem. To tylko jedna z zalet startów w rodzinnym mieście, dlatego nie ma sensu zmiana otoczenia. Trudno mi powiedzieć, co będzie w przyszłości. Kontrakt podpisałem roczny i koncentruję się na tym, by jak najlepiej jeździć w sezonie 2015, a później zobaczymy. Pewnie, że można sobie gdybać, czy moja kariera potoczyłaby się lepiej czy gorzej, gdybym zmienił barwy klubowe. Na razie jestem w Toruniu i chcę dać sto procent dla tego klubu".

W roku 2015 sezon na toruńskiej MotoArenie rozpoczął się od widowiska związanego z Adrianem, bowiem zawodnik z okazji XV-lecia startów na żużlowym torze zorganizował swój jubileuszowy turniej. W zawodach zwyciężył Kryzsztof Buczkowski z Grudziądza, przez Grigorijem Łagutą i Piotrem Protasiewiczem. Adrian zdobył w zawodach 8 pkt. i kibice liczyli, że w lidze taka zdobycz punktowa u jubilata będzie minimalnym progiem uzyskiwanym przez doświadczonego jeźdźca z Aniołem na piersi. Niestety "Miedziaka" cały rok 2015 był pasmem bólu i cierpienia. Miał być liderem polskiej formacji, jednak kontuzja jakiej nabawił się w lidze angielskiej niemal nie zakończyła jego kariery. Brak regularnych startów u progu sezonu, wybił zawodnika z płynnego wejścia w sezon i "Adik" w piętnastym roku startów na żużlowych torach męczył się niesamowicie. Cierpiał na brak startów i choć podpisał kontrakt w Szwecji, to pojechał tylko w dwóch meczach i gdy akurat potrzebował jazdy po powrocie do zdrowia, zarówno Anglicy jak i Szwedzi nie byli zainteresowani jego usługami. Kilka razy udało mu się wystartować w Czechach, ale to wszystko było za mało, aby złapać właściwą formę i sezon ponownie zakończył się niedosytem u kibiców, ale i u samego zawodnika.

Adrian tuż po zakończeniu rozgrywek zadeklarował, że zostaje w Toruniu w roku 2016, jednak będzie musiał nabrać większej wiary w siebie i wrócić do pełnej sprawności. W utrzymaniu wysokiej formy miały pomóc mu kontrakty ligowe w czterech ligach: Polska: KS Get Well Toruń, Szwecja: Masarna Avesta, Niemcy: Brokstedt Wikinger, Czechy: AK 3ton Slany. Priorytetem miały jednak dwie pierwsze, gdzie Adi był ważnym ogniwem i od jego dyspozycji zależał wynik całego zespołu. Mimo podpisania umów w czterech krajach zawodnik miał sporo czasu na odpoczynek, bowiem starty w dwóch najważniejszych ligach były tak logistycznie rozwiązane, że turnieje w Niemczech oraz Czechach były niejako po drodze ze Szwecji do Polski i odwrotnie.

Sezon pokazał, że toruński wychowanek spokorniał i nabył większego opanowania emocji w trakcie biegu, ale co najważniejsze odjechał sezon bez kontuzji. Taki stan rzeczy przełożył się na dość solidne punktowanie w lidze, choć zdarzały się jeszcze poważne wpadki. Miedziak jednak startował w parze z Chrisem Holderem i trudno było oczekiwać, że będzie zdobywał 10 czy więcej punktów. Wszyscy oczekiwali zdobyczy na poziomie siedem - osiem, ale niestety tylko w niektórych meczach Adrianowi udało się osiągać satysfakcjonujący poziom. Zastanawiające był jednak to, że "Adi" miał średnią z meczów u siebie podobną do wyjazdowej. Zazwyczaj była to różnica trzech - czterech dziesiętnych na korzyść toru "domowego". Było to o tyle dziwne, że toruński wychowanek znał MotoArenę od początku jej istnienia i nie powinna mieć przed nim żadnych tajemnic. Przyszłość jednak pozwalała sądzić, że przepracowany sportowo, a nie rehabilitacyjne sezon zimowy może spowodować, że Adrian nawiąże do swoich dawnych lat świetności. A że tak może się stać zawodnik pokazał choćby w meczu półfinałowym, kiedy to spotkanie rozpoczęło się dla niego nie najlepiej, ale menadżer zaufał mu i mimo zdziwienia komentatorów telewizyjnych nie wprowadzał za niego rezerw taktycznych. To był jednak bardzo przemyślany ruch. Adrian złapał właściwy rytm i drużyna dostała ważne ogniwo, które kąsało niemiłosiernie zielonogórzan na ich własnym torze. Wielu kibiców widziało w "Miedziaku" ojca zwycięstwa, który po zmianie motocykla w drugiej fazie był niesamowicie waleczny, a w czternastym biegu to jego trójka zdobyta po starcie z pola wewnętrznego dała Toruniowi finał. Dlatego sezon w wykonaniu Adriana można opisać przysłowiem, "nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy". A końcówka była taka, że zawodnik jeszcze przed otwarciem okienka transferowego podpisał kontrakt na rok 2017.

Czy w kolejnym roku zawodnik "wykręci" swoją średnią w okolicach 2 pkt. na bieg. Wszyscy fani speedway w Toruniu nie mieliby nic przeciwko temu

Zawodnik oprócz startów w lidze polskiej startował także w:
    Eastbourne Eagles, gdzie debiutował w roku 2004, Swindon Robins
        Rospiggarna Halstavik, Piraterna Motala, Masarna Avesta
        Brokstedt Wikinger
            Turbina Bałakowo
                Slagerup, Brovst
                AK Slany

Adrian cały swój wolny czas poświęca wyłącznie na sport. Lubi gry zespołowe i dlatego jeśli jest tylko w Toruniu, co piątek z grupą znajomych gra w piłkę nożną. Oprócz tego próbuje swoich sił grając w tenisa i squash. Zimą z grupą znajomych wybiera się na narty do Austrii lub Włoch. Poza tym poza sezonem lubi poszaleć na crosie, co w sezonie jest niemożliwe, bo taka jazda za bardzo obciąża kręgosłup, a po takim treningu Miedziak potrzebuje kilku dni na odpoczynek i odnowę biologiczną. Jednak jak wielokrotnie podkreślał jazda na motocyklu crosowym to doskonałe przygotowanie do sezonu.
Poza sportem Adrian nie ma konkretniej pasji i jak sam przyznaje jest otwarty na wszystko co jest ciekawe i co spodoba mu się w danej chwili. Funkcjonuje jak normalny człowiek, chodzi do kina, czyta gazety i chodzi ze znajomymi na imprezy, ale zawsze wie gdzie jest umiar i dobry smak zabawy.

Osiągnięcia

DMP

2003/2; 2007/2; 2008/1; 2009/2; 2010/3; 2012/3; 2013/2; 2016/2

MDMP

2004/1; 2005/1
IMP 2009/7; 2010/4; 2012/9
MIMP 2003/2; 2005/1; 2006/2
MPPK 2004/1R; 2008/1R; 2010/1
MMPPK 2004/3; 2005/4
BK 2002/8; 2003/6; 2004/1
SK 2003/17; 2004/1; 2005/6
ZK 2006/13; 2008/3; 2009/5; 2010/2; 2011/1; 2013/2; 2014/6
IMME 2014/12; 2015/27R
IMŚ GP 2009/20DK; 2010/21DK; 2013/18DK; 2014/19DK
DPŚ 2009/1; 2010/1
IMŚJ 2004/7; 2005/14; 2006/6
DMŚJ 2006/1
IMEJ 2003/14; 2004/12
IME - SEC 2006/6; 2008/11; 2014/11
MEP 2014/2
KPE 2009/2

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2002 14 44 39 12 1,159 46
2003 18 62 57 12 1,113 46
2004 20 100 106 23 1,290 40
2005 18 93 123 11 1,441 31
2006 20 80 138 11 1,863 19
2007 18 83 118 23 1,699 24
2008 17 79 125 26 1,911 17
2009 20 104 172 21 1,856 19
2010 20 95 156 17 1,821 16
2011 19 91 164 17 1,989 12
2012 22 113 184 22 1,823 30
2013 20 110 206 23 2,082 12
2014 14 66 102 15 1,773 25
po rundzie zasadniczej
2015 15 62 83 12 1,532 32
2016 18 80 111 16 1,588 32

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt