PROTASIEWICZ Piotr (PePe)


Urodził się 25 stycznia 1975 roku w Zielonej Górze.

Na żużlowym torze startuje od 1991 roku. Licencję nr 1190 zdobył 7 maja 1991 startując w barwach Morawskiego Zielona Góra. Pierwsze jazdy treningowe pokonywał pod okiem Jana Grabowskiego w szkółce Falubazu. Jednak zanim trafił do żużla uprawiał narciarstwo i karting, co zaowocowało między innymi startem w finale Spartakiady Młodzieży w Szczyrku w narciarstwie alpejskim oraz wieloletnią "przygodą" z wyścigami kartingowymi.
Jednak z upływem lat wyrósł z gokartów i został skazany na żużel. Ojciec Piotra, Paweł Protasiewicz, przez wiele lat występował na żużlowym torze w barwach miejscowych Zgrzeblarek i Falubazu nigdy nie zachęcał specjalnie syna do występów na żużlowym torze, powiedzieć nawet trzeba, że raczej temperował dążenia latorośli do spróbowania swych sił w jeździe na żużlowym motocyklu. Spotkał się jednak z niemałym uporem syna i uzależniając swoją zgodę od powodzenia na egzaminach wstępnych do szkoły średniej zmuszony był po raz pierwszy zamknąć bramę parkingu za wyjeżdżającym na tor Piotrem.
Decyzja o inwestycji w potencjał młodego adepta sportu żużlowego została podjęta po pierwszych treningach. W Zielonej Górze zaczęto mówić o utalentowanym chłopaku trenującym w szkółce żużlowej. Po zdaniu licencji pierwsze trzy lata spędził w macierzystym klubie co roku podnosząc swoje umiejętności. Jednak żużel należy do sportów urazowych i w 1994 roku Piotr odnosi groźną kontuzję w trakcie turnieju międzynarodowego na torze warszawskiej "Gwardii" na sześć miesięcy żegnając się ze sportowym życiem.
W 1995 roku na powracającego po kontuzji Protasiewicza postawił w ciemno wrocławski WTS  - ryzyko się opłaciło. Piotr pokazał, że wolą walki po tak ciężkiej kontuzji można zajść na żużlowy szczyt czego dowodem był spektakularny awans do finału IMŚJ w Tampere, finału MPPK, MIMP i wreszcie DMP dla Wrocławia.
Kolejny rok to kolejne sukcesy, które otworzyły drzwi do fenomenalnej kariery PePe, a wśród nich tryumf w w finale IMŚJ w Olching, kiedy to z kompletem punktów, zdobył upragniony tytuł mistrzowski w kategorii juniorów i
był pierwszym polskim mistrzem świata w tej kategorii. Po 20 latach zawodnik wspominał te wydarzenia w jednym z wywiadów: To był dla mnie niesamowity dzień. Pamiętam go bardzo dobrze, bo zdobyłem złoto, jako pierwszy Polak. Przygotowywałem się bardzo długo do tych zawodów. Kupiłem specjalnie na tę okazję nowy silnik, pojechałem też do Niemiec z potężnym teamem. W moim sztabie był Tommy Knudsen, prezes ówczesnego klubu, w którym startowałem, czyli Andrzej Rusko, mój tata, brat i jeszcze kilka osób, które mnie wspierały. Generalnie nie mogłem spać noc przed zawodami, były niesamowite nerwy. Silnik, który kupiłem włożyłem w ramę przed oficjalnym treningiem nie pasował i mechanik musiał go zabrać, by coś jeszcze z nim podziałać. W ogóle trzeba powiedzieć, że w tamtych czasach była ciągła walka o sprzęt, o nowe rzeczy. Silnik dostałem zaledwie godzinę przed zawodami. Nie miałem okazji nigdy na nim jechać, nie testowałem go. Po prostu wsiadłem na niego i pojechałem w turnieju. Pamiętam, że na stadionie było mnóstwo kibiców z Zielonej Góry i Wrocławia, gdzie wówczas startowałem. Przed pierwszym biegiem nawet nie myślałem o zwycięstwie. Chciałem się szybko spasować do toru i powalczyć w dalszej fazie. Na szczęście wszystko ułożyło się idealnie, komplet punktów to naprawdę był wówczas wielki wyczyn. Zwłaszcza, że rywali miałem przednich. Na pewno to był piękny moment, bo triumf otwierał mi furtkę do innego, żużlowego świata. Mistrz świata juniorów wchodził automatycznie do mistrzostw świata seniorów i dopiero wtedy widziało się przepaść pomiędzy zawodnikami zagranicznymi, a polskimi. Po zawodach jeszcze długo trwały negocjacje na temat zakupu tego silnika, wiele nerwów, ale ostatecznie był to bardzo udany dzień.

Indywidualny sukces młodzieżowy poparł kolejnym złotym medalem w DMŚ w Diedenbergen. A złoto w Olching otworzyło mu drogę do "dorosłego" żużlowego świata i cyklu turniejów Grand Prix w których mógł walczyć o tytuł IMŚ.

Sezon 1997 to trzeci w karierze Piotra klub Polonia - Jutrzenka Bydgoszcz. Startując w Bydgoszczy Piotr jest już utytułowanym zawodnikiem, przed którym stoją postawione przez klub zadania, z których wywiązuje się bez zarzutu. Z gryfem na piersi awansuje do finału IMP, w których startuje przez trzy lata z rzędu zdobywając w końcu za "trzecim podejściem" tytuł najlepszego żużlowca w kraju, ponadto zdobywa wraz z drużyną dwa tytuły DMP oraz cenne laury w finałach MPPK. Ponadto broni miejsca w Grand Prix zwyciężając w GP Challenge na torze w Wiener Neustadt, by w kolejnym roku znowu wystartować w cyklu.
Kolejne lata startów w bydgoskim klubie umacniają jego pozycję w żużlowych rankingach, mimo niepowodzenia w GP nie rezygnuje z walki o powrót do grona uczestników cyklu. Wszystkie plany związane z końcówką sezonu 1999 pokrzyżowane zostały po kraksie, w której uczestniczył wraz z Tomaszem Gollobem w finale Złotego Kasku we Wrocławiu. Złamany obojczyk postawił pod znakiem zapytania jakiekolwiek starty do końca sezonu, a start w Lonigo z nie wyleczoną do końca kontuzją nie miał prawa zakończyć się powodzeniem.
Zima 1999/2000 to okres rehabilitacji i sporego wyróżnienia jakie spotkało Piotra ze strony czytelników i wydawcy Tygodnika Żużlowego, którzy w tradycyjnym plebiscycie przyznali zawodnikowi Polonii nagrodę fair-play za gest odesłania ekipy lekarskiej do kontuzjowanego Tomasza Golloba w finale ZK.
Kolejne lata to pogłębiające się problemy finansowe bydgoskiej Polonii oraz nieustanna rywalizacja z Tomaszem Gollobem o sympatię bydgoskich kibiców. Czynniki te spowodowały, że w roku 2003 postanawia przenieść się do Apatora Toruń, gdzie mimo dość dużej konkurencji (Crump, Rickardsson, Jaguś, Bajerski) pozostał jednym z najskuteczniejszych zawodników toruńskiego teamu.
Po dwóch latach powraca jednak do Bydgoszczy, którą opuścił już Tomasz Gollob, a która wyszła z zapaści finansowej i od sezonu 2005 zdobywa ponownie ligowe punkty przywdziewając plastron z Gryfem. Jednak wystarczyły dwa lata, żeby PePe zapałał miłością do klubu zielonogórskiego, albo raczej do zielonogórskiej klubowej kasy, bo jak inaczej nazwać deklaracje zawodnika, który przy podpisaniu kontraktu, w każdym z klubów zapowiada, że zamierza startować w danym klubie do żużlowej emerytury. Jak się później miało okazać zielonogórskie konta bankowe były dość zasobne i PePe w kolejnych sezonach punktuje z plastronem Myszki Mickey na piersi, zdobywając w 2009 roku, po osiemnastu latach złoty krążek DMP dla Zielonej Góry. W złotym okresie dla Falubazu "Protas" pokazał się także na arenie międzynarodowej i wspólnie z kolegami wywalczył złoto w DPŚ, a indywidualnie został pierwszym rezerwowym w GP 2010. W sezonie 2011 wywalczył awans do GP na kolejny rok. Jednak polskie przepisy, w myśl których w rozgrywkach ligowych AD 2012 w polskiej lidze mógł startować tylko jeden zawodnik z cyklu GP spowodowały, że Protasiewicz ponownie udowodnił, że ważniejsza jest dla niego zasobna kieszeń, a nie sportowa rywalizacja i zrezygnował z walki o tytuł IMŚ na rzecz pozostania przy zielonogórskiej drużynie ligowej. Niestety przebudowana drużyna Falubazu nie wywalczyła medalu, a zmiany w polskich przepisach ligowych w kolejnych latach spowodowały, że musiał ponownie walczyć o miano stałego uczestnika na światowych torach. Szczęście nie sprzyjało jednak PePe w eliminacjach i awans do Grand Prix się nie powiódł. Zawodnik zdołał jednak odbić sobie to niepowodzenie w bardzo udanym sezonie ligowym, zwieńczonym wraz z zielonogórską drużyną tytułem DMP AD 2013. Niestety w kolejnym roku mimo, że forma zawodnika była na stabilnym wysokim poziomie samotnie nie był w stanie pomóc swojej drużynie w rundzie play-off, która była cieniem zespołu sprzed roku i choć Piotr starał się jak mógł po sezonie mógł czuć sportowy niedosyt. Do tego coraz głośniej mówiło się o problemach finansowych klubu z Zielonej Góry i wielu stawiało sobie pytanie czy zawodnik zbyt pochopnie nie zadeklarował startów w grodzie Bachusa do żużlowej emerytury. Działacze z grodu Bachusa uporali się jednak z finansami i zatrzymali swojego wychowana na rok 2015, który miał być inny od poprzedniego. Zatrzymano m.in. "PePe", a także cały trzon zespołu i drużyna miała walczyć ponownie o najwyższe cele. Niestety zespół z myszką Mickey na plastronie miał w tej walce sporo pecha z powodu kontuzji i tak jak przed rokiem udało jej się awansować kosztem Unibaxu Toruń do fazy play-off, tak w roku 2015 za sprawą Aniołów z rundy finałowej Zielona Góra odpadła. Oto bowiem podczas meczu w Toruniu na zażywaniu środków dopingujących przyłapany został Aleksandr Łoktajew i punkty z dobyte przez tego zawodnika zostały zweryfikowane, a Zielonogórzanom odebrano punkt bonusowy, co dało awans właśnie żużlowcom z grodu Kopernika. Protasiewicz jednak przez cały sezon spisywał się bardzo dobrze, był pewnym i stabilnym ogniwem zespołu, a zwierzchnicy zawodnika zawsze mogli liczyć na jego doświadczenie i ważne punkty. Warto podkreślić, że w roku 2015 po ponad 20 latach startów na żużlowych torach Piotr Protasiewicz zadebiutował w europejskim championacie i wystartował w cyklu turniejów o tytuł IME.

W kolejnych latach "PePe" mimo upływających lat pokazał, że stać go na spektakularne sukcesy. Jako kapitan drużyny był nie tylko liderem sportowym, ale przywódcą całego zespołu i sportowym autorytetem dla wielu zawodników. Ze względu na dorobek, swoje sportowe dokonania, miał bardzo silną pozycję w zespole. Potrafi stworzyć fantastyczną atmosferę, pokazując profesjonalizm w każdym calu. Aby jednak uprawić sport żużlowy niezbędne były finanse i Zielona Góra spełniała w tym aspekcie oczekiwania zawodnika, dlatego pod koniec sezonu 2016, postanowił on, że co najmniej do końca sezonu 2020 będzie reprezentował barwy Falubazu i przedłużył kontrakt z zielonogórskim klubem, a po parafowaniu nowej umowy tak skomentował tę decyzję: "Powrót do Falubazu to jedna z najlepszych decyzji w mojej karierze. W 2007 roku bardzo mocno walczyliśmy o utrzymanie, potem też walczyliśmy, ale już o medale. Znacie mnie i wiecie, że daję z siebie wszystko niezależnie od tego, czy to turniej indywidualny, parowy, czy drużynowy. Jestem ostatnią osobą, która odpuszcza, po pierwsze z racji tego, że taki mam charakter i po drugie, że jestem kapitanem. Patrzę już w przyszłość. Chcę jak najlepiej objechać ten sezon i już myślę o następnych. Na podsumowania przyjdzie czas, kiedy zawieszę kevlar na kołek. Na razie się na to nie zanosi ".

Poza polską startował w
   
King`s Lynn, Peterborough, Ipswitch, Oxford
       
Indianerna
            MC Guestrow

                   
SK Turbina Bałakowo

                        ???

Osiągnięcia

DMP

1995/1; 1997/1; 1998/1; 2000/1; 2001/3; 2002/1; 2003/2; 2005/2; 2006/3; 2008/3; 2009/1; 2011/1; 2013/1; 2016/3

MDMP

1992/4; 1993/4
DPP 1992/1; 1995/1; 1996/3
IMP 1997/6; 1998/7; 1999/1; 2000/14; 2001/13; 20026; 2003/10; 2004/10; 2005/4; 2006/7; 2007/10; 2008/7; 2009/8; 2010/9; 2011/3; 2012/5; 2013/7; 2014/9; 2015/12
MIMP 1993/12; 1996/5
MPPK 1993/2; 1995/2; 1997/1; 1998/2; 1999/1; 2000/1; 2001/2; 2002/1; 2003/3; 2004/1; 2005/2; 2006/2; 2011/2
MMPPK 1992/3; 1993/4; 1996/7
BK 1993/11
SK 1992/16; 1995/5; 1996/2
ZK 1996/9; 1997/6; 1998/6; 1999/15; 2000/7; 2001/1; 2002/3; 2003/8; 2004/4; 2006/3; 2007/5, 2008/11; 2009/2; 2010/3; 2011/2; 2012/5; 2014/12; 2015/5; 2016/10
IMME 2014/15; 2016/3
IMŚ GP 1997/13; 1998/19; 2001/19; 2002/24R; 2003/11; 2004/15; 2005/18wc; 2006/16; 2010/18(R)
IMŚJ 1993/5; 1995/7; 1996/1
DMŚ 1996/1; 1997/2
DPŚ 2001/2; 2002/4; 2003/4; 2005/1; 2009/1; 2011/1; 2014/2
IME- SEC 2015/12
KPE 1998/1(rep. klub z Bydgoszczy); 1999/1(rep. klub z Bydgoszczy); 2001/1(rep. klub z Bydgoszczy)
WSL 2014/3(Zielona Góra)

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
2003 20 95 187 12 2,095 12
2004 20 109 214 15 2,101 12

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt