RICKARDSSON Tony Jan Soren
Szwecja www.rickardssonracing.com


Urodzony 17 sierpnia 1970 roku w szwedzkim Grytnas.

Najlepiej żużlową karierę wieloletniego kapitana klubu Masarna z niewielkiej szwedzkiej Avesty obrazują statystyki. Chłodne wyliczenia sukcesów w turniejach indywidualnych, pojedynczych biegach czy zawodach drużynowych. Po prostu nie ma w matematycznych podsumowaniach ostatnich żużlowych dekad rozgrywek, w których Rickardsson nie odcisnąłby swojego mistrzowskiego piętna. Życie na torze szwedzkiej legendy wydawać się może pełne wyrachowania, dystansu, tymczasem było w niej wiele kolorytu i spontanicznych zachowań tego zawodnika.

Od dziecka interesował się sportem. Gdy skończył cztery lata ojciec podarował mu pierwszy motocykl i tak zaczęła się wielka kariera Szweda. Od dwunastego roku życia regularnie startował na minitorze, ale trenował również inne dyscypliny sportu w których święcił swoje małe sukcesy. Nie obca dziś jest mu gra w tenisa ziemnego, o czym świadczy zwycięstwo nastoletniego Tonego w turnieju tenisowym w rodzinnej miejscowości Avesta Z czasem przyszedł czas na ważny sport w życiu wszystkich Szwedów, a mianowicie hokej. I w tej dyscyplinie Rickardsson udowodnił swój talent do sportu, bowiem została powołany do młodzieżowej kadry Szwedów.
W 1988 Tony ostatecznie postanowił związać się tylko ze speedwayem. Nie zerwał jednak z hokejem traktując do dnia dzisiejszego zmagania na tafli jako element przygotowań do żużlowego sezonu. Po raz pierwszy na torze zadebiutował w Getingarnie, stając u boku Pera Jonssona, Jimmy Nilsena czy Erika Stenlunda. "Ricky" szybko pokazał że speedway będzie tą dyscypliną z którą zwiąże się na długo, a sukcesy jakie odniesie będą zapisane w annałach światowego żużla jako rekordy wszechczasów.
Na początek przyszedł sukces młodzieżowy (1989), przegrywając z Henrikiem Gustafssonem, Rickardsson został srebrnym medalistą mistrzostw Szwecji w kategorii juniorów. Rok później wystąpił już w finale mistrzostw Świata juniorów. Na torze we Lwowie poza zasięgiem rywali byli Anglik Chris Louis oraz przedstawiciel gospodarzy Rene Aas, ale Rickardsson zgromadził 11 punktów, dokładnie tyle samo co Jarosław Olszewski i po barażu o trzecie miejsce Szwed zdobył pierwszy medal w mistrzostwach Świata.
Rok 1991 to dla zawodnika nie mały problem do rozwiązania - startować w gronie juniorów, gdzie szanse na złoty medal były niemal stuprocentowe, czy stanąć pod taśmą z seniorami i walczyć o start w finale IMŚ w Goeteborgu. Ricky postawił na dorosłe ściganie i niespodziewanie dotarł do finału, a tam sprawił kolejną niespodziankę, bowiem faworytem był Per Jonsson, który bronił złotego medalu, ale tego dnia to Rickardsson był w wyśmienitej formie. Sięgnął po srebrny medal, przegrywając jedynie z Janem Osvaldem Pedersenem. Jak się później miało okazać nie był to przypadek i Tony zdobył cały "worek" medali mistrzostw świata. Jednak na sukcesy trzeba było poczekać.
Pierwsze złoto przyszło 20 sierpnia 1994 roku. W Duńskim Vojens rozegrano ostatni jednodniowym finał IMŚ. Trzech zawodników zgromadziło po 12 punktów - Hans Nielsen, Craig Boyce i Tony Rickardsson. O tytule mistrza musiał rozstrzygnąć bieg barażowy. Rickardsson wylosował czwarty tor. Nic zatem dziwnego, że start wygrał "Profesor" Nielsen, ale Szwed atakiem po wewnętrznej odbił pierwszą pozycję i zdobył złoty medal. Rok później  wprowadzono nową formułę wyłaniania mistrza świata - cykl Grand Prix. Przez trzy lata "Ricky" był pretendentem do złota, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie (zazwyczaj kontuzje i pech). Jednak czwarta edycja IMŚ GP i zwycięstwo w GP Czech, Niemiec i Szwecji wystarczyły, by Rickardsson zdobył drugi złoty medal IMŚ. Potem przyszły kolejne medale w indywidualnym championacie, ale ten pierwszy (ostatni finał jednodniowy) i ten drugi (pierwszy w cyklu GP) zasługują na największą uwagę. Godny podkreślenia jest również fakt, że od roku 1991 Szwed nieprzerwanie do roku 2006 startował w finałach IMŚ.

Obok światowych rozgrywek indywidualnych Rickardsson stanowi podporę drużyny narodowej w kadrze której jest nieprzerwanie od roku 1991. Co prawda DPŚ w roku 2003 odbyły się bez udziału Szweda (kontuzja) to jednak w turniejach, które odjechał stanowił silny punkt narodowego teamu Szwedów.

W polskiej lidze Rickardsson starty rozpoczął od Polonii Bydgoszcz, a było to w roku 1991. Zawodnik był sporadycznie zapraszany na mecze ligowe, a przy tym ówczesny działacz bydgoski Władysław Gollob stwierdził, że z Rickardsona nie będzie zawodnika światowego formatu. To skłoniło Tonego do poszukania innego pracodawcy. Trafił do drugoligowej Iskry Ostrów, ale ten poziom rozgrywek nie zadowolił Szweda i w kolejnym roku ścigał się dla Morawskiego Zielona Góra. Rok 1994 to kolejny klub nad Wisłą w karierze zawodnika. Unia Tarnów, bo tu właśnie podpisał kontrakt wreszcie spełniła oczekiwania Rickardssna. Startował regularnie i był niekwestionowanym liderem zespołu. W roku 1996 uniści z Tarnowa opuścili szeregi najlepszych drużyn w Polsce, dlatego po trzech latach Rickardsson postanawia zmienić klimat na gorzowski i w latach 1997-1998 punktuje dla Pergo Gorzów. Kłopoty finansowe gorzowian sprawiły, że zawodnik trafił nad polski Bałtyk, do Wybrzeża Gdańsk, gdzie spędza tradycyjnie dwa sezony (1999-2000), by w roku 2001 trafić do Apatora Toruń. W pierwszym roku swoich startów w grodzie Kopernika jest najlepszym zawodnikiem zespołu i w znaczący sposób przyczynia się do zdobycia trzeciego złota przez "anielski team". W kolejnym roku drużynie z Aniołem na piersi nie udało się  obronić złota, dlatego działacze chcąc powrócić na żużlowy tron w roku 2003 do znakomitego Wiesława Jagusia i odbudowanego sportowo Tomasza Bajerskiego (awans do GP) dodatkowo kontraktują Australijczyka Jasona Crumpa i Piotra Protasiewicza z Polonii Bydgoszcz. Wielu kibiców i działaczy uznało zespół z Torunia za "dream team". Jednak życie zweryfikowało plany i toruńska drużyna zajęła raptem drugie miejsce w tabeli, potwierdzając tym samym że zbyt dużo gwiazd w zespole nie gwarantuje sukcesu. Po sezonie 2003 działacze długo nie mogli się zdecydować na którego straniero postawić. Ostatecznie Rickardsson nie chcąc zbyt długo czekać na decyzję działaczy podpisał kontrakt w doskonale mu znanym Tarnowie, gdzie od razu sięgnął ponownie po złoty krążek w DMP. Tarnowscy włodarze nie mieli wątpliwości, że w sezonie 2005 drużyna musi być budowana w oparciu o Szweda, stąd przedłożyli Rickardsonowi konktrakt z propozycją startów na kolejny rok.
Jednak rok 2006 nie był już tak udany dla sześciokrotnego medalisty mistrzostw świata. Ricky zaczął się "oszczędzać", co było zupełnie zrozumiałe w kontekście przedsezonowych zapowiedzi o zakończeniu kariery wraz z końcem zmagań żużlowych w roku 2006. Niestety w trakcie sezonu przytrafiła się Szwedowi kontuzja, która przyspieszyła decyzję o wcześniejszym zjechaniu z toru i 1 sierpnia, na specjalnej konferencji prasowej w Sztokholmie, gigant szwedzkiego żużla ogłosił, że kończy definitywnie ze ściganiem na motocyklu, natomiast pozostanie w wyścigach samochodowych. Aby uwieńczyć swoją przebogatą karierę zawodnik zorganizował cykl turniejów pożegnalnych w Anglii, Szwecji i Polsce w których wystartowali jego przyjaciele i koledzy z żużlowych torów. Ostatecznie piękna kariera Tony Rickardssona zakończyła się definitywnie 3 października 2006 roku w Aveście podczas meczu Masarna – Reszta Świata. Szwed wygrał swój ostatni wyścig i na dobre zjechał z granitowego toru. Jednak chęć rywalizacji i dziecięce marzenia o sukcesie w rajdach samochodowych skłoniły go do startów w Porsche Carrera Cup. Starty w sezonach 2007 i 2008, mimo szerokiego zaplecza w postaci swojego teamu, nie dały osiągnięć na miarę czarnego sportu i pomimo wygranych dwóch wyścigów w kwietniu 2008 na otwarcie sezonu na torze Knustrop ostatecznie również wycofał się z wyścigów samochodowych twierdząc: "Rajdy to chyba nie jest moja przyszłość. Nie ma jak żużel!". Powraca wówczas na chwilę do żużla jako menadżer Antonio Lindbacka oraz służy cennymi radami dla Emila Saifutdiuonowa w którego w teamie był Tomasz Suskiewicz przez lata związany z teamem Szweda.

Karierę i team do wyścigów wspierał wierny sponsor "Rickiego" czyli firma Swedish Match. Producent niezwykle popularnych w Skandynawii snusów. Czyli tytoniu do żucia lub do ssania, umieszczanego w jamie ustnej pomiędzy górną wargą i zębami. Rickardsson jako wielbiciel tej używki stał się już wiele lat wcześniej rozpoznawalną twarzą tego rynkowego trendu. Na starych zdjęciach i archiwalnych materiałach wideo widać charakterystycznie wypchane zgrubienie między jego nosem, a ustami. Brało się to z tego, że Tony wszystko co robił w życiu, robił z ogromnym zaangażowaniem. Również ilości snusa, jakie zażywał były dosłownie końskie. I nie był to produkt dla miękkich, czyli tytoń w jednorazowych torebeczkach, tylko najmocniejszy sort, pakowany luzem, z którego do użycia trzeba sobie utoczyć kulkę. Lub plaster w zależności od aktualnego widzimisię. Porcje Rickiego były zawsze dla tych najtwardszych, ekstra mocne, włącznie z drobinami pokruszonego szkła w brunatnej masie, które w związku ze zwyczajowym zrogowaceniem błony śluzowej u nałogowych zażywających, pomagały we wchłanianiu nikotyny do organizmu.

Mając na koncie trzy mistrzowskie tytuły oraz niesamowitą naturalną cechę zjednywania sobie ludzi, Rickardsson poznał się z szefami mającej siedzibę w Sztokholmie firmy Swedisch Match. Od sezonu 2001 na jego kewlarach i motocyklach gros miejsc zajmowały loga właśnie tej firmy oraz ich zapalniczkowej marki Cricket. W zadzierzgnięciu czegoś więcej niż stosunków służbowych na zasadzie sponsor - gwiazda, pomagały przypadki. Jak chociażby użyczenie samochodu. Wychuchanej 800-konnej Supry. Ale, że takim autem trzeba umieć jeździć, szybko uległo ono skutecznemu zniszczeniu. Tony dostał w zamian inne auto, takie, jakie sobie zażyczył i nie żywił urazy. Wiedział, że na Hakana i jego ludzi będzie mógł w przyszłości liczyć.

Tony jest również świetnym tancerzem. Dlatego szukając kolejnych wyzwań, zgodził się w końcu na udział w programie "Let’s dance" czyli szwedzkim odpowiedniku "Tańca z gwiazdami". Na parkiecie, tak jak na torze walczył ostro, doszedł oczywiście do wielkiego finału zajmując ostatecznie ze swoją partnerką Aniką Sjöö drugie miejsce. To był rok 2008 i kolejny ważny krok na ścieżce życia i na rosnącej skali popularności Rickardssona.

Rozpoznawalny i uwielbiany był zawsze. Dbał o to nieustannie m.in. Robert Gustavsson. Popularny szwedzki aktor i komik, angażowany często przy okazji gal dla najlepszych sportowców kraju Trzech Koron, zawsze miał szczególny stosunek do Tony’ego. Zawsze go zaczepiał, podszczypywał, parodiował ku uciesze samego zainteresowanego, jak i licznej rzeszy sympatyków sportu w kraju po drugiej stronie Bałtyku. Co było w Rickardssonie atrakcyjnego poza jego sportowymi dokonaniami? To, że od zawsze był rozpoznawalny dla przeciętnego Szweda. Prawdopodobnie był wtedy i zawsze kimś więcej, niż Tomasz Gollob nad Wisłą. Gustavsson w swej kabaretowej twórczości uczynił walor z pochodzenia, a raczej charakterystycznego dialektu używanego w Aveście, skąd pochodzi Tony i całym regionie Dalarna. Jest on bardzo specyficzny i doskonale rozpoznawalny na każdej szerokości geograficznej państwa żółtego krzyża na fladze narodowej. Głównymi propagatorami był nasz bohater oraz wieloletni, legendarny, nie żyjący już spiker ze stadionu Masarny, taki ichniejszy Krzysztof Hołyński. Kwintesencją wysublimowanego "darcia łacha" z Rickardssona była gala Idrottsgalan ze stycznia 2006. Wtedy po latach bycia w plebiscycie wiecznie drugim, czyli po wyrównaniu rekordu Maugera, Gustavsson przeszedł samego siebie. Przebrany w oryginalny kevlar Tony’ego doprowadził jego samego i całą Szwecję do łez. Sparafrazował wiele legendarnych, charakterystycznych, ciętych, humorystycznych stwierdzeń, ripost używanych przez "Ricki’ego" ale tylko w języku szwedzkim. Choć zawsze się starał, po angielsku nigdy nie wychodziło to tak idealnie, jak w ojczystej, regionalnej mowie. Być może wcześniej, ale raczej po tym spektakularnym show, wiele powiedzonek Rickardssona weszło do kanonu szwedzkiej popkultury.

Będąc rozpoznawalnym, wręcz ubóstwianym, Rickardsson stanął któregoś pięknego szwedzkiego dnia przed dylematem, co ma dalej w życiu robić. W sukurs pospieszyli przyjaciele ze Swedish Matcha. Tony trafił tam, być może na próbę lub na praktyki, ale został doradcą dyrektora sprzedaży na Europę wschodnią. Jego biznesowy przewodnik niedługo potem odszedł na emeryturę i tak "Ricki" trafił na dyrektorski stołek i zaczął odpowiadać za wyniki sprzedaży. Szybko dostał też inne poważne biznesowe zadania. Rozszerzenie strefy wpływów o Bliski Wschód to jedno z jego osiągnięć. Odtąd poza Rosją, Filipinami, Bułgarią i Holandią zaczął bywać częstym gościem w Dubaju i okolicach. Pomimo, że skala jego działań, jak i odpowiedzialność jest ogromna, dalej potrafi być normalnym, ludzkim panem. W fabryce zapalniczek pod Assen nikogo nie dziwi, że przybywa pan dyrektor, przebiera się w kombinezon i z leciwymi Holenderkami produkuje pół dnia zapalniczki. One to uwielbiają, a on integrując się z załogą, poza wiedzą o bieżącym funkcjonowaniu podległego mu sektora, ogarnia przy okazji kilka ważnych zagadnień takich jak motywacja i team spirit chociażby. A, że jest co ogarniać, niech posłużą te dające do myślenia cyfry – rocznie sprzedaje się 450 milionów zapalniczek w 140 krajach.
Panuje powszechna opinia, że poza tym, że był wspaniałym sportowcem, a obecnie jest odnoszącym sukcesy biznesmanem, jest jeszcze człowiekiem niezwykle rodzinnym, oraz wzorowym ojcem.
Rozwodząc się z pierwszą żoną Anną postanowił zostawić jej dom, zaś sam kupił drugi kilkadziesiąt metrów dalej. Po to, żeby nie tracić kontaktu z córkami. Najstarsza Michelle równie utalentowana i zdeterminowana, jak tata, jako absolwentka szkoły fotografii w Sztokholmie, ma koncie kilka poważnych sesji i projektów. Młodsza Natalie jako licealistka mieszka z rodzicami. Dumny tata nie szczędził uczucia córkom, ale swoje szczęście odnalazł w ramionach drugiej żony Christiny, z którą doczekał się córki Viktorii Julii i syna Williama. Christina podobnie jak Tony świetnie tańczy i również przejawia talenty fotograficzne. Natomiast William… No cóż. Ma za sobą już debiut na motocyklu, nawet na stadionie, na którym tata się wychował. W wieku 4 lat wsiadł, odpalił, przejechał ile trzeba i zagadał mniej więcej tak: - Ale to za słaby jest ten motor. Tata, kupimy nowy, prawda? Wiemy czym to pachnie. Ojciec też tak miał. Kiedy przyjeżdżał pierwszy raz startować w polskiej lidze, jeździli z jego tatą lekko zdezelowanym dostawczym fiatem. Części zamienne, jakie znajdowały się na pace wyszukiwało się na wyczucie, bowiem plątanina wszystkiego co tam się znajdowało przypominała sytuację, jak na tureckim bazarze. Aczkolwiek mimo tego artystycznego nieładu talent i potencjał zawsze tam był. Jeszcze za juniora był blisko złota na swojej ziemi. Na Ullevi w 1991 roku zakończyło się na srebrze i szczerej młodzieńczej breakdance’owej ewolucji na plecach. Uporządkowanie wielu spraw, upór i konsekwencja dały pierwszy tytuł w wieku 24 lat, kiedy przed duńską publicznością pognębił Hansa Nielsena w Vojens. Na dodatek zrobił to w biegu dodatkowym, wyprzedzając Profesora na dystansie. Był to moment tak samo ważny dla rozwoju jego kariery, jak kolejne trzy sezony Grand Prix, gdzie na 18 turniejów, nie potrafił wygrać żadnego! W pierwszym roku GP był jeszcze drugi za Wielkim Hansem, ale czwarte miejsca zajmowane w 1996 i 97 wzmogły agresję i wilczy apetyt na wygrywanie. Skok, jakiego dokonał zimą 97/98 dał mu kolejny złoty medal i pokazał wielką przewagę mentalną i technologiczną. Ricki miażdżył rywali wygrywając połowę czyli trzy rundy ówczesnego cyklu. Rok później dominować zaczął Tomasz Gollob i to jego słynna wrocławska kontuzja ułatwiła zgarnięcie trzeciego złota Szwedowi. Choć on sam twierdzi, że był w stanie wygrać złoto, nawet gdyby Tomek był zdrów jak ryba. Za zwycięstwo dostawało się wtedy 25 punktów, za drugie 20. Przewaga Golloba przed ostatnią rundą w Vojens wynosiła 4 oczka.
Tony wspominał, że ich wzajemna rywalizacja strasznie go nakręcała. – Ja byłem w Polsce tym złym, a Tomek odwrotnie, był złym chłopcem u nas, w Szwecji. Nasza rywalizacja elektryzowała kibiców, była dobra dla telewizji, mediów, sponsorów. No i nas samych.
Rickardsson ciągle rywalizował z Gollobem, ale na horyzoncie pojawiali się coraz to nowi pretendenci do najwyższych zaszczytów. Mistrzowski tron zajął Rickiemu najpierw Anglik Mark Loram, a później coraz wyżej głowę podnosili Nicki Pedersen i Jason Crump. To walcząc z nimi o kolejne korony Szwed zasłużył sobie na miano wizjonera, kreatora, wielkiego twórcy. Zabrał do siebie najlepszych polskich mechaników, a przewagi technologicznej szukał u największych w motosporcie. Już od 2001 roku korzystał z amortyzatorów Ohlinsa. Najpierw adaptował części używane przez Team Arrowsa z Formuły 1, a potem dochrapał się amortyzatora zaprojektowanego i wykonanego specjalnie dla niego. Specjalnie dla niego Regina zrobiła nowatorski 62-ogniwkowy łańcuch. Kilkanaście kilo różnych gratów kupił od odchodzącego Rickardssona Rafał Dobrucki. – Zębatki Talona, wyglądały, jak zwykłe, ale były lepsze. Nie do zniszczenia. Sprężyny do sprzęgieł wyglądały zwyczajnie, ale były bardziej długowieczne. On dbał o detale, wszystko miał lepsze. Najlepsze!
Cały czas coś zmieniał, nadawał kierunki rozwoju tego sportu, a napędzało go to, że chciał być zawsze krok przed rywalami. Największym hitem, w końcowej fazie startów Rickardssona było jednak pozyskanie do współpracy Penske. Inżynierowie tej firmy odnoszącej wówczas zawrotne sukcesy m.in. w podwoziach do Indy Carów, najpierw się śmiali, ale po kilku przymiarkach zrobili w końcu rewolucyjną ramę do motocykla żużlowego. Specjalny system regulacji przedniej części, oraz elastyczność i sprężystość tylnej dawała Rickardssonowi w 2005 roku taką przewagę, że szóste złoto wygrał w cuglach o czym było już we wstępie. Rama Penske kosztowała 10 razy więcej niż standardowa jawowska używana przez większość konkurentów. Ale dla Szweda miała wartość zdecydowanie większą. Nikt inny nie miał po prostu takiego cacka. Zarówno wtedy, jak i po zakończeniu kariery przez Tony’ego nikt jej sekretów nie zgłębił. Wszystkie ramy trafiły z powrotem do angielskiej fabryki i tyle je widzieli. Chociażby na tym przykładzie widać, jak ekskluzywnym klientem był wielki Ricki.

Dziś Rickardssona ciężko spotkać na motocyklu. Ostatni spektakularny event to wspólne przedsięwzięcie z roku 2013 z Gunde Svanem. Siedmiokrotny mistrz świata w biegach narciarskich został gospodarzem programu "W umyśle Gunde Svana". Zapraszał do programu znanych szwedzkich sportowców i próbował się z nimi w ich dyscyplinach. Na jednego z bohaterów został wybrany Ricki. Nauczył jeździć szwedzkiego medalistę olimpijskiego na motocyklu, choć nie obyło się bez upadków, których telewizja oczywiście nie pokazała. W dniu wielkiej próby Svan miał przejechać startując spod taśmy cztery okrążenia szybciej niż Tony pięć kółek. Świadkami nagrania programu późnym latem było mnóstwo kibiców z Avesty, a że na żużlu się znają szybko skonstatowali, że gdyby Tony solidnie przed programem nie potrenował, o zwycięstwo mogło by być ciężko. Wdrożony do żużla Gunde jechał średnio stylowo, ale jednak raźno posuwał się do przodu. Ricki frunął, jak za swych najlepszych lat i ostatecznie wygrał w przewagą trzech sekund. Nie mogło być inaczej. Tony wszystko co robi, chce wykonywać perfekcyjnie. Gdyby w wieku 16 lat będąc w szwedzkiej młodzieżowej reprezentacji hokejowej, nie przerzucił się na speedway, miałby pewnie, tak jak Svan, medal zimowej olimpiady. Że o zdobyciu Pucharu Stanleya nie wspomnę.
Ostatnio oficjalnie "Rickardsson na motocyklu pokazał się we wrześniu 2017 roku, na pożegnalnym turnieju Magnusa Zetterstroma w Eskilstunie. Ostatecznie nie dotarł na jego polskie pożegnanie rozgrywane wiosną tego roku. Dlaczego taka błahostka w zestawieniu z tyloma doniosłościami. Ano dlatego, że nie jest to błahostka. Obaj Szwedzi są zakochani w Gdańsku. Ricki kiedy tylko ma chwilę wolnego zabiera żonę i dzieciaki i przylatuje do swojego gniazdka w dzielnicy Kowale. Tak mu się u nas podoba. W kraju, któremu zawdzięcza w dużej mierze, to co udało mu się osiągnąć. Bo to, że papiery na mistrza świata miał zawsze, nie ulega wątpliwości. Ale, że aż sześć razy…?

Obok ligi szwedzkiej i polskiej Tony skutecznie rywalizował w lidze angielskiej. Pierwszy kontakt z Wyspami miał miejsce po pierwszym sukcesie w IMŚ. Ówczesny menadżer brytyjskiego zespołu Ipswich, John Louis nakłonił Rickardssona do startu w barwach "Wiedźm". Szwed wykorzystał daną mu szansę na Wyspach, ale w mistrzostwach świata coś przeszkadzało Szwedowi w zdobywaniu najcenniejszych medali. Ciągle był w czołówce, ale wygrywał kto inny. Ta sytuacja spowodowała, że w 1994 roku zrezygnowała ze startów w Anglii. W 1998 roku powraca do Anglii do zespołu "Czarownic". Oprócz zespołu Ipswich zawodnik ścigał się dla piratów z Pool.

W własnym kraju wielokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium w indywidualnej rywalizacji Szwedów, a było to w latach 1990, 1994, 1997, 1998, 1999, ...., ....., 2005. Faktem jest że zawodnik często rezygnował ze startów w mistrzostwach własnego kraju wybierając rozgrywki w formacie światowym, stąd kolekcja medali mogła by być znacznie większa.

Zawodnik zasłynął w świecie żużlowym jako ten który mieszkał w domu na kółkach. Firmy Volvo i Mercedes konstruowały dla Szweda specjalne autobusy, które służyły Mistrzowi za dom, warsztat i środek lokomocji.

Większość kibiców wspomina Rickardssona jako niedostępnego mistrza, którego nic nie mogło wytrącić z równowagi. Faceta, chłodno kalkulującego, nie odczuwającego emocji. Tymczasem zagadnięty o to przy okazji w parkingu, z uśmiechem odpowiedział, że po prostu umie się "wyłączyć" i w parku maszyn myśli tylko o jednym - zwycięstwie. Był perfekcjonistą i tytanem pracy, choć w towarzystwie potrafił błysnąć niekonwencjonalnymi zagraniami. Gdy startował w barwach gorzowskiego "Pergo" w klubowym ogródku potrafił na zaimprowizowanej drewnianej scenie zatańczyć break dance’a, innym razem jak wytrawny aktor odegrał pantonimę. Podczas rozstania ze swoim długoletnim mechanikiem, wraz z ówczesnym prezesem klubu, odśpiewał mu w podzięce przy wszystkich zaproszonych gościach "Sto lat" w trzech językach. Wielbiciel golfa i maniak żucia liści tytoniu jak nikt inny inwestował w sprzęt. Jako jeden z pierwszych przesiadł się na silniki o poziomej konstrukcji, wprowadził modę na osłony motocykla sięgające, aż do połowy tylnego koła. Rozbudował swój team do rozmiarów potężnej firmy przemieszczającej się po Europie wielkim vanem, w którym ta miała warsztat i mieszkanie do swojej dyspozycji. Sam często podróżował drogą powietrzną, czasami przebierając się w kombinezon żużlowy w lecącym już helikopterze. Motocykle dla rozróżnienia nazywał imionami, choć w przeciwieństwie do wymyślnie pomalowanych kasków, które zachował sobie na pamiątkę, maszyny często sprzedawał. Podczas treningów nierzadko pod jego motocyklami można było zauważyć rozłożone małe prześcieradła chroniące by jakakolwiek śrubka nie spadła czasami na beton lub piach. Jako sześciokrotny IMŚ, do dnia dzisiejszego nie ma prawa jazdy uprawniającego go do wojaży na motocyklu po drogach publicznych. Prywatnie uwielbia jeździć sportowym Lotusem i jeść spaghetti bolognese, obowiązkowo z dużą porcja sosu tabasco. Rickardsson nigdy nie tracił mistrzowskiej klasy. W Lesznie po upadku podczas pomeczowej jazdy na jednym kole w pozycji jaskółki, uśmiechnął się i ukłonił rozbawionym kibicom. W 2000 roku podczas bydgoskiej rundy GP, gdy stało się jasne, że Mark Loram odebrał mu tytuł, w obronę którego Tony wierzył do ostatniej chwili jako pierwszy podszedł do Anglika i serdecznie go wyściskał.

Mi Tony w pamięci zostanie jako ten który tłumaczył w jednym z wywiadów swoją receptę na sukces: "jeśli chcesz odnieść sukces w tym sporcie, musisz jeść żużel i srać żużlem. Oddychać żużlem i śnić o żużlu. Poświęcić mu się w całości".

Opowieść o sześciokrotnym mistrzu świata, powinna zakończyć się happy endem.
Oto on. Pan Rickardsson zakłada, że w bliższej lub dalszej przyszłości przestanie być biznesmenem i przejdzie na zasłużoną emeryturę.
I wyprowadzi się ze Szwecji z całą rodziną.
Jak myślicie, dokąd?
Do zobaczenia Tony.

Osiągnięcia

DMP

1994/2; 1997/2; 1999/3; 2001/1; 2003/2; 2004/1; 2005/1
IMŚ 1991/2; 1992/15; 1993/14; 1994/1
IMŚ GP 1995/2; 1996/4; 1997/4; 1998/1; 1999/1; 2000/3; 2001/1; 2002/1; 2003/3; 2004/2; 2005/1; 2006/14(po 5 turniejach zakończył karierę)
IMŚJ 1990/2
DMŚ 1991/2; 1992/2; 1993/3; 1994/1; 1995/4; 1997/3; 1998/2; 2000/1
DPŚ 2001/3; 2002/3; 2004/1; 2005/2
MŚP 1992/3; 1993/1
IPE 1991/5

Kluby w lidze polskiej
1991 1992 1993 1994-
-1996
1997-
-1998
1999-
-2000
2001-
-2203
2004-
-2006

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
2001 19 98 218 13 2,357 5
2002 17 85 217 4 2,600 2
2003 18 86 199 10 2,430 3

W biografii zawodnika wykorzystano fragmenty artykułu
Piotra Olkowicza
jaki ukazał się w portalu www.sportowefakty.pl

 

 

Zdjęcia zostały nabyte
na stadionowym stoisku z pamiątkami

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt