RICKARDSSON Tony Jan Soren
Szwecja www.rickardssonracing.com


Urodzony 17 sierpnia 1970 roku w szwedzkim Grytnas.

Najlepiej żużlową karierę wieloletniego kapitana klubu Masarna z niewielkiej szwedzkiej Avesty obrazują statystyki. Chłodne wyliczenia sukcesów w turniejach indywidualnych, pojedynczych biegach czy zawodach drużynowych. Po prostu nie ma w matematycznych podsumowaniach ostatnich żużlowych dekad rozgrywek, w których Rickardsson nie odcisnąłby swojego mistrzowskiego piętna. Życie na torze szwedzkiej legendy wydawać się może pełne wyrachowania, dystansu, tymczasem było w niej wiele kolorytu i spontanicznych zachowań tego zawodnika.

5 września 1980 roku, stadion w Göteborgu. Po złoto Indywidualnych Mistrzostw Świata na żużlu sięga Brytyjczyk Michael Lee. Wśród kibiców na trybunach był dziesięcioletni chłopiec, który później zostaje jednym z najlepszych zawodników w historii żużla. Zostaje sześciokrotnym mistrzem świata. Można powiedzieć, że ten jeden akapit oddaje początek i koniec kariery i kim był Tony Rickardsson, który wcale nie musiał zostać żużlowcem.
Wspomniane zawody w stolicy Szwecji to najsilniejsze, sportowe wspomnienie z dzieciństwa Rickardssona, które po latach przytoczył w brytyjskiej prasie. Zanim jednak Tony został żużlowcem, interesował się wieloma dyscyplinami sportu. Oglądał rywalizację w golfie oraz wyścigach samochodowych, sam grał w tenisa oraz w hokeja na lodzie który był narodową specjalnością Szwedów, regularnie sięgających po medale mistrzostw świta oraz medale olimpijskie. Grając w tenisa Tony wygrał turniej w rodzinnej Aveście, a w hokeju zakwalifikował się do młodzieżowej reprezentacji kraju. Jednak ten sportowy indywidualista nie do końca pasował do gier zespołowych i postawił na wyścigi żużlowe.
Na motocyklu mały Ricki po raz pierwszy usiadł jako trzyletni letni chłopiec. Gdy skończył cztery lata ojciec podarował mu pierwszy motocykl i tak zaczęła się wielka kariera Szweda. W wieku 12 lat po raz pierwszy wystartował w zawodach na minitorze. Rywalizację zakończył z dorobkiem sześciu punktów. Wynik ten oczywiście go nie zadowalał i sumiennie przykładał się do treningów, by w wieku szesnastu lat odważnie postawić na speedway i rozpoczął profesjonalne ściganie w utytułowanym szwedzkim klubie Getingarna Sztokholm. Nie zerwał jednak z hokejem traktując do dnia dzisiejszego zmagania na tafli jako element przygotowań do żużlowego sezonu. W tamtym okresie barw Getingarny bronili również Per Jonsson, Jimmy Nilsen czy Erik Stenlund. Młody jeździec zaczął szybko równać do poziomu ówczesnych gwiazd szwedzkiego żużla, ale jego największym idolem był Bruce Penhall i to on dał Rickardssonowi motywację do tego, by w przyszłości sięgnąć po tytuły mistrza świata.

Zanim jednak do tego doszło Tony świecił sukcesy młodzieżowe.  Na krajowym podwórku wielkim rywalem przyszłego mistrza był Henrik Gustafsson, z którym dwukrotnie przegrał złoty medal mistrzostw Szwecji w kategorii juniorów. Młodzieżowe "medalowe straty" we własnym kraju wielokrotnie odrobił w indywidualnej rywalizacji szwedzkich seniorów, gdy było w latach 1990, 1994, 1997, 1998, 1999, ....,  2005 został najlepszym zawodnikiem kraju trzech koron. Medali tych byłoby pewnie więcej, gdyby nie to, że zawodnik często rezygnował ze startów w mistrzostwach własnego kraju wybierając rozgrywki w formacie światowym, stąd kolekcja medali mogła by być znacznie większa.
Wracając jednak do początków kariery zawodnika, w wieku dwudziestu lat wystąpił po raz pierwszy w finale mistrzostw świata, a był to finał juniorów. Na torze we Lwowie poza zasięgiem rywali byli Anglik Chris Louis oraz przedstawiciel gospodarzy Rene Aas, ale Rickardsson zgromadził 11 punktów, dokładnie tyle samo co Jarosław Olszewski i po barażu o trzecie miejsce Szwed zdobył pierwszy medal w mistrzostwach Świata. Rok 1991 to dla zawodnika nie mały problem do rozwiązania - startować w gronie juniorów, gdzie szanse na złoty medal były niemal stuprocentowe, czy stanąć pod taśmą z seniorami i walczyć o start w finale IMŚ w Goeteborgu. Ricky postawił na dorosłe ściganie i niespodziewanie dotarł do finału, a tam sprawił kolejną niespodziankę, bowiem faworytem był Per Jonsson, który bronił złotego medalu, ale tego dnia to Rickardsson był w wyśmienitej formie. Sięgnął po srebrny medal, przegrywając jedynie z Janem Osvaldem Pedersenem.

Pierwsze złoto w championacie światowym przyszło 20 sierpnia 1994 roku. W Duńskim Vojens rozegrano ostatni jednodniowym finał IMŚ. Trzech zawodników zgromadziło po 12 punktów - Hans Nielsen, Craig Boyce i Tony Rickardsson. O tytule mistrza musiał rozstrzygnąć bieg barażowy. Rickardsson wylosował czwarty tor. Nic zatem dziwnego, że start wygrał "Profesor" Nielsen, ale Szwed atakiem po wewnętrznej odbił pierwszą pozycję i zdobył złoty medal. Sukces otworzył młokosowi wiele drzwi. Rozpoczął starty w lidze brytyjskiej oraz polskiej, na stałe trafił również do reprezentacji kraju, w której u boku wielkich gwiazd zaczął gromadzić kolejne trofea. W latach 1991 – 1994 Szwedzi nie schodzili z podium Drużynowych Mistrzostw Świata. Najlepszy wynik osiągnęli w ostatnim roku, kiedy to w rywalizacji parowej najlepsza okazała się ekipa Rickardsson-Gustafsson. W tym samym roku wówczas 24-letni Tony dokonał rzeczy niemal niemożliwej i jak wyznał po latach niektórzy odradzali mu żużel z uwagi na brak talentu: "Jedna rozmowa w moim życiu mogła zmienić wszystko. Na bardzo wczesnym etapie kariery po jakimś zgrupowaniu zostałem poproszony przez śp. trenera Torbjorna Harryssona na rozmowę. Usłyszałem tyle, że talentu do żużla nie mam kompletnie. Trener powiedział, abyśmy nie tracili czasu. Miałem też się nie smucić, tylko wrócić do Avesty, sprzedać cały żużlowy ekwipunek i spróbować grać w hokeja. W tej dziedzinie szło mi ponoć lepiej. Ja do Avesty wróciłem, ale po to aby jeszcze bardziej zacisnąć zęby i mocniej trenować. Z Torbjornem byliśmy wiele lat przyjaciółmi i nie ukrywam, że lubiłem się nad nim “pastwić” i przypominać mu tę historię. W życiu można wiele. Grunt to praca i nie poddawanie się w dążeniu do celu. W Superstars zrobię wszystko, aby podołać wyzwaniom. Ja z beztalencia jak widać stałem się mistrzem".

Rok później wprowadzono nową formułę wyłaniania mistrza świata - cykl Grand Prix. Przez trzy lata "Ricky" był pretendentem do złota, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie (zazwyczaj kontuzje i pech). Jednak czwarta edycja IMŚ GP i zwycięstwo w GP Czech, Niemiec i Szwecji wystarczyły, by Rickardsson zdobył drugi złoty medal IMŚ. Potem przyszły kolejne medale w indywidualnym championacie, ale ten pierwszy (ostatni finał jednodniowy) i ten drugi (pierwszy w cyklu GP) zasługują na największą uwagę. Godny podkreślenia jest również fakt, że od roku 1991 Szwed nieprzerwanie do roku 2006 startował w finałach IMŚ.

Obok światowych rozgrywek indywidualnych Rickardsson stanowi podporę drużyny narodowej w kadrze której był nieprzerwanie od roku 1991. Co prawda DPŚ w roku 2003 odbyły się bez udziału Szweda (kontuzja) to jednak w turniejach, które odjechał stanowił silny punkt narodowego teamu Szwedów.

W polskiej lidze Rickardsson starty rozpoczął od Polonii Bydgoszcz, a było to w roku 1991. Startując nad Brdą, zawodnik był sporadycznie zapraszany na mecze ligowe, a przy tym ówczesny działacz bydgoski Władysław Gollob stwierdził, że z Rickardsona nie będzie zawodnika światowego formatu. To skłoniło Tonego do poszukania innego pracodawcy. Trafił do drugoligowej Iskry Ostrów, ale ten poziom rozgrywek nie zadowolił Szweda i w kolejnym roku ścigał się dla Morawskiego Zielona Góra. Rok 1994 to kolejny klub nad Wisłą w karierze zawodnika. Unia Tarnów, bo tu właśnie podpisał kontrakt wreszcie spełniła oczekiwania Rickardssna. Startował regularnie i był niekwestionowanym liderem zespołu. W roku 1996 uniści z Tarnowa opuścili szeregi najlepszych drużyn w Polsce, dlatego po trzech latach Rickardsson postanawia zmienić klimat na gorzowski i w latach 1997-1998 punktuje dla Pergo Gorzów. Kłopoty finansowe gorzowian sprawiły, że zawodnik trafił nad polski Bałtyk, do Wybrzeża Gdańsk, gdzie spędza tradycyjnie dwa sezony (1999-2000), by w roku 2001 trafić do Apatora Toruń. W pierwszym roku swoich startów w grodzie Kopernika jest najlepszym zawodnikiem zespołu i w znaczący sposób przyczynia się do zdobycia trzeciego złota przez "anielski team". W kolejnym roku drużynie z Aniołem na piersi nie udało się  obronić złota, dlatego działacze chcąc powrócić na żużlowy tron w roku 2003 do znakomitego Wiesława Jagusia i odbudowanego sportowo Tomasza Bajerskiego (awans do GP) dodatkowo kontraktują Australijczyka Jasona Crumpa i Piotra Protasiewicza z Polonii Bydgoszcz. Wielu kibiców i działaczy uznało zespół z Torunia za "dream team". Jednak życie zweryfikowało plany i toruńska drużyna zajęła raptem drugie miejsce w tabeli, potwierdzając tym samym że zbyt dużo gwiazd w zespole nie gwarantuje sukcesu. Po sezonie 2003 działacze długo nie mogli się zdecydować na którego straniero postawić. Ostatecznie Rickardsson nie chcąc zbyt długo czekać na decyzję działaczy podpisał kontrakt w doskonale mu znanym Tarnowie, gdzie od razu sięgnął ponownie po złoty krążek w DMP. Tarnowscy włodarze nie mieli wątpliwości, że w sezonie 2005 drużyna musi być budowana w oparciu o Szweda, stąd przedłożyli Rickardsonowi konktrakt z propozycją startów na kolejny rok.
Jednak rok 2006 nie był już tak udany dla sześciokrotnego medalisty mistrzostw świata. Ricky zaczął się "oszczędzać", co było zupełnie zrozumiałe w kontekście przedsezonowych zapowiedzi o zakończeniu kariery wraz z końcem zmagań żużlowych w roku 2006. Niestety w trakcie sezonu przytrafiła się Szwedowi kontuzja, która przyspieszyła decyzję o wcześniejszym zjechaniu z toru i 1 sierpnia, na specjalnej konferencji prasowej w Sztokholmie, gigant szwedzkiego żużla ogłosił, że kończy definitywnie ze ściganiem na motocyklu, natomiast pozostanie w wyścigach samochodowych. Aby uwieńczyć swoją przebogatą karierę zawodnik zorganizował cykl turniejów pożegnalnych w Anglii, Szwecji i Polsce w których wystartowali jego przyjaciele i koledzy z żużlowych torów. Ostatecznie piękna kariera Tony Rickardssona zakończyła się definitywnie 3 października 2006 roku w Aveście podczas meczu Masarna – Reszta Świata. Szwed wygrał swój ostatni wyścig i na dobre zjechał z granitowego toru. Jednak chęć rywalizacji i dziecięce marzenia o sukcesie w rajdach samochodowych skłoniły go do startów w Porsche Carrera Cup. Starty w sezonach 2007 i 2008, mimo szerokiego zaplecza w postaci swojego teamu, nie dały osiągnięć na miarę czarnego sportu i pomimo wygranych dwóch wyścigów w kwietniu 2008 na otwarcie sezonu na torze Knustrop ostatecznie również wycofał się z wyścigów samochodowych twierdząc: "Rajdy to chyba nie jest moja przyszłość. Nie ma jak żużel!". Powraca wówczas na chwilę do żużla jako menadżer Antonio Lindbacka oraz służy cennymi radami dla Emila Saifutdiuonowa w którego w teamie był Tomasz Suskiewicz przez lata związany z teamem Szweda.

Karierę i team do wyścigów wspierał wierny sponsor "Rickiego" czyli firma Swedish Match. Producent niezwykle popularnych w Skandynawii snusów. Czyli tytoniu do żucia lub do ssania, umieszczanego w jamie ustnej pomiędzy górną wargą i zębami. Rickardsson jako wielbiciel tej używki stał się już wiele lat wcześniej rozpoznawalną twarzą tego rynkowego trendu. Na starych zdjęciach i archiwalnych materiałach wideo widać charakterystycznie wypchane zgrubienie między jego nosem, a ustami. Brało się to z tego, że Tony wszystko co robił w życiu, robił z ogromnym zaangażowaniem. Również ilości snusa, jakie zażywał były dosłownie końskie. I nie był to produkt dla miękkich, czyli tytoń w jednorazowych torebeczkach, tylko najmocniejszy sort, pakowany luzem, z którego do użycia trzeba sobie utoczyć kulkę. Lub plaster w zależności od aktualnego widzimisię. Porcje Rickiego były zawsze dla tych najtwardszych, ekstra mocne, włącznie z drobinami pokruszonego szkła w brunatnej masie, które w związku ze zwyczajowym zrogowaceniem błony śluzowej u nałogowych zażywających, pomagały we wchłanianiu nikotyny do organizmu.

Mając na koncie trzy mistrzowskie tytuły oraz niesamowitą naturalną cechę zjednywania sobie ludzi, Rickardsson poznał się z szefami mającej siedzibę w Sztokholmie firmy Swedisch Match. Od sezonu 2001 na jego kewlarach i motocyklach gros miejsc zajmowały loga właśnie tej firmy oraz ich zapalniczkowej marki Cricket. W zadzierzgnięciu czegoś więcej niż stosunków służbowych na zasadzie sponsor - gwiazda, pomagały przypadki. Jak chociażby użyczenie samochodu. Wychuchanej 800-konnej Supry. Ale, że takim autem trzeba umieć jeździć, szybko uległo ono skutecznemu zniszczeniu. Tony dostał w zamian inne auto, takie, jakie sobie zażyczył i nie żywił urazy. Wiedział, że na Hakana i jego ludzi będzie mógł w przyszłości liczyć.

Tony jest również świetnym tancerzem. Dlatego szukając kolejnych wyzwań, zgodził się w końcu na udział w programie "Let’s dance" czyli szwedzkim odpowiedniku "Tańca z gwiazdami". Na parkiecie, tak jak na torze walczył ostro, doszedł oczywiście do wielkiego finału zajmując ostatecznie ze swoją partnerką Aniką Sjöö drugie miejsce. To był rok 2008 i kolejny ważny krok na ścieżce życia i na rosnącej skali popularności Rickardssona.

Rozpoznawalny i uwielbiany był zawsze. Dbał o to nieustannie m.in. Robert Gustavsson. Popularny szwedzki aktor i komik, angażowany często przy okazji gal dla najlepszych sportowców kraju Trzech Koron, zawsze miał szczególny stosunek do Tony’ego. Zawsze go zaczepiał, podszczypywał, parodiował ku uciesze samego zainteresowanego, jak i licznej rzeszy sympatyków sportu w kraju po drugiej stronie Bałtyku. Co było w Rickardssonie atrakcyjnego poza jego sportowymi dokonaniami? To, że od zawsze był rozpoznawalny dla przeciętnego Szweda. Prawdopodobnie był wtedy i zawsze kimś więcej, niż Tomasz Gollob nad Wisłą. Gustavsson w swej kabaretowej twórczości uczynił walor z pochodzenia, a raczej charakterystycznego dialektu używanego w Aveście, skąd pochodzi Tony i całym regionie Dalarna. Jest on bardzo specyficzny i doskonale rozpoznawalny na każdej szerokości geograficznej państwa żółtego krzyża na fladze narodowej. Głównymi propagatorami był nasz bohater oraz wieloletni, legendarny, nie żyjący już spiker ze stadionu Masarny, taki ichniejszy Krzysztof Hołyński. Kwintesencją wysublimowanego "darcia łacha" z Rickardssona była gala Idrottsgalan ze stycznia 2006. Wtedy po latach bycia w plebiscycie wiecznie drugim, czyli po wyrównaniu rekordu Maugera, Gustavsson przeszedł samego siebie. Przebrany w oryginalny kevlar Tony’ego doprowadził jego samego i całą Szwecję do łez. Sparafrazował wiele legendarnych, charakterystycznych, ciętych, humorystycznych stwierdzeń, ripost używanych przez "Ricki’ego" ale tylko w języku szwedzkim. Choć zawsze się starał, po angielsku nigdy nie wychodziło to tak idealnie, jak w ojczystej, regionalnej mowie. Być może wcześniej, ale raczej po tym spektakularnym show, wiele powiedzonek Rickardssona weszło do kanonu szwedzkiej popkultury.

Będąc rozpoznawalnym, wręcz ubóstwianym, Rickardsson stanął któregoś pięknego szwedzkiego dnia przed dylematem, co ma dalej w życiu robić. W sukurs pospieszyli przyjaciele ze Swedish Matcha. Tony trafił tam, być może na próbę lub na praktyki, ale został doradcą dyrektora sprzedaży na Europę wschodnią. Jego biznesowy przewodnik niedługo potem odszedł na emeryturę i tak "Ricki" trafił na dyrektorski stołek i zaczął odpowiadać za wyniki sprzedaży. Szybko dostał też inne poważne biznesowe zadania. Rozszerzenie strefy wpływów o Bliski Wschód to jedno z jego osiągnięć. Odtąd poza Rosją, Filipinami, Bułgarią i Holandią zaczął bywać częstym gościem w Dubaju i okolicach. Pomimo, że skala jego działań, jak i odpowiedzialność jest ogromna, dalej potrafi być normalnym, ludzkim panem. W fabryce zapalniczek pod Assen nikogo nie dziwi, że przybywa pan dyrektor, przebiera się w kombinezon i z leciwymi Holenderkami produkuje pół dnia zapalniczki. One to uwielbiają, a on integrując się z załogą, poza wiedzą o bieżącym funkcjonowaniu podległego mu sektora, ogarnia przy okazji kilka ważnych zagadnień takich jak motywacja i team spirit chociażby. A, że jest co ogarniać, niech posłużą te dające do myślenia cyfry – rocznie sprzedaje się 450 milionów zapalniczek w 140 krajach.
Panuje powszechna opinia, że poza tym, że był wspaniałym sportowcem, a obecnie jest odnoszącym sukcesy biznesmanem, jest jeszcze człowiekiem niezwykle rodzinnym, oraz wzorowym ojcem.
Rozwodząc się z pierwszą żoną Anną postanowił zostawić jej dom, zaś sam kupił drugi kilkadziesiąt metrów dalej. Po to, żeby nie tracić kontaktu z córkami. Najstarsza Michelle równie utalentowana i zdeterminowana, jak tata, jako absolwentka szkoły fotografii w Sztokholmie, ma koncie kilka poważnych sesji i projektów. Młodsza Natalie jako licealistka mieszka z rodzicami. Dumny tata nie szczędził uczucia córkom, ale swoje szczęście odnalazł w ramionach drugiej żony Christiny, z którą doczekał się córki Viktorii Julii i syna Williama. Christina podobnie jak Tony świetnie tańczy i również przejawia talenty fotograficzne. Natomiast William… No cóż. Ma za sobą już debiut na motocyklu, nawet na stadionie, na którym tata się wychował. W wieku 4 lat wsiadł, odpalił, przejechał ile trzeba i zagadał mniej więcej tak: - Ale to za słaby jest ten motor. Tata, kupimy nowy, prawda? Wiemy czym to pachnie. Ojciec też tak miał. Kiedy przyjeżdżał pierwszy raz startować w polskiej lidze, jeździli z jego tatą lekko zdezelowanym dostawczym fiatem. Części zamienne, jakie znajdowały się na pace wyszukiwało się na wyczucie, bowiem plątanina wszystkiego co tam się znajdowało przypominała sytuację, jak na tureckim bazarze. Aczkolwiek mimo tego artystycznego nieładu talent i potencjał zawsze tam był. Jeszcze za juniora był blisko złota na swojej ziemi. Na Ullevi w 1991 roku zakończyło się na srebrze i szczerej młodzieńczej breakdance’owej ewolucji na plecach. Uporządkowanie wielu spraw, upór i konsekwencja dały pierwszy tytuł w wieku 24 lat, kiedy przed duńską publicznością pognębił Hansa Nielsena w Vojens. Na dodatek zrobił to w biegu dodatkowym, wyprzedzając Profesora na dystansie. Był to moment tak samo ważny dla rozwoju jego kariery, jak kolejne trzy sezony Grand Prix, gdzie na 18 turniejów, nie potrafił wygrać żadnego! W pierwszym roku GP był jeszcze drugi za Wielkim Hansem, ale czwarte miejsca zajmowane w 1996 i 97 wzmogły agresję i wilczy apetyt na wygrywanie. Skok, jakiego dokonał zimą 97/98 dał mu kolejny złoty medal i pokazał wielką przewagę mentalną i technologiczną. Ricki miażdżył rywali wygrywając połowę czyli trzy rundy ówczesnego cyklu. Rok później dominować zaczął Tomasz Gollob i to jego słynna wrocławska kontuzja ułatwiła zgarnięcie trzeciego złota Szwedowi. Choć on sam twierdzi, że był w stanie wygrać złoto, nawet gdyby Tomek był zdrów jak ryba. Za zwycięstwo dostawało się wtedy 25 punktów, za drugie 20. Przewaga Golloba przed ostatnią rundą w Vojens wynosiła 4 oczka.
Tony wspominał, że ich wzajemna rywalizacja strasznie go nakręcała. – Ja byłem w Polsce tym złym, a Tomek odwrotnie, był złym chłopcem u nas, w Szwecji. Nasza rywalizacja elektryzowała kibiców, była dobra dla telewizji, mediów, sponsorów. No i nas samych.
Rickardsson ciągle rywalizował z Gollobem, ale na horyzoncie pojawiali się coraz to nowi pretendenci do najwyższych zaszczytów. Mistrzowski tron zajął Rickiemu najpierw Anglik Mark Loram, a później coraz wyżej głowę podnosili Nicki Pedersen i Jason Crump. To walcząc z nimi o kolejne korony Szwed zasłużył sobie na miano wizjonera, kreatora, wielkiego twórcy. Zabrał do siebie najlepszych polskich mechaników, a przewagi technologicznej szukał u największych w motosporcie. Już od 2001 roku korzystał z amortyzatorów Ohlinsa. Najpierw adaptował części używane przez Team Arrowsa z Formuły 1, a potem dochrapał się amortyzatora zaprojektowanego i wykonanego specjalnie dla niego. Specjalnie dla niego Regina zrobiła nowatorski 62-ogniwkowy łańcuch. Kilkanaście kilo różnych gratów kupił od odchodzącego Rickardssona Rafał Dobrucki. – Zębatki Talona, wyglądały, jak zwykłe, ale były lepsze. Nie do zniszczenia. Sprężyny do sprzęgieł wyglądały zwyczajnie, ale były bardziej długowieczne. On dbał o detale, wszystko miał lepsze. Najlepsze!
Cały czas coś zmieniał, nadawał kierunki rozwoju tego sportu, a napędzało go to, że chciał być zawsze krok przed rywalami. Największym hitem, w końcowej fazie startów Rickardssona było jednak pozyskanie do współpracy Penske. Inżynierowie tej firmy odnoszącej wówczas zawrotne sukcesy m.in. w podwoziach do Indy Carów, najpierw się śmiali, ale po kilku przymiarkach zrobili w końcu rewolucyjną ramę do motocykla żużlowego. Specjalny system regulacji przedniej części, oraz elastyczność i sprężystość tylnej dawała Rickardssonowi w 2005 roku taką przewagę, że szóste złoto wygrał w cuglach o czym było już we wstępie. Rama Penske kosztowała 10 razy więcej niż standardowa jawowska używana przez większość konkurentów. Ale dla Szweda miała wartość zdecydowanie większą. Nikt inny nie miał po prostu takiego cacka. Zarówno wtedy, jak i po zakończeniu kariery przez Tony’ego nikt jej sekretów nie zgłębił. Wszystkie ramy trafiły z powrotem do angielskiej fabryki i tyle je widzieli. Chociażby na tym przykładzie widać, jak ekskluzywnym klientem był wielki Ricki.

Obok ligi szwedzkiej i polskiej Tony skutecznie rywalizował w lidze angielskiej. Pierwszy kontakt z Wyspami miał miejsce po pierwszym sukcesie w IMŚ. Ówczesny menadżer brytyjskiego zespołu Ipswich, John Louis nakłonił Rickardssona do startu w zespole  "Wiedźm", których barw bronił przez sześć sezonów. Sięgając po złoto mistrzostw kraju w 1998 roku „Wiedźmy” miały prawdziwy dream team. W drużynie obok Rickardssona startowali również: Scott Nicholls, Chris Louis oraz Tomasz Gollob. To właśnie późniejszy Mistrz z Polslki, stał się na lata wielkim rywalem Szweda. Pamiętny bój stoczyli w 1999 roku. Rickardsson miał wtedy na koncie już dwa złote medale IMŚ. Choć Szwed marzył o trzecim krążku z najcenniejszego koloru, to Tomasz Gollob zmierzał po mistrzowski tytuł. Pamiętna kontuzja, którą Polak odniósł we Wrocławiu, pokrzyżowała mu jednak plany. Ostatecznie Gollob na złoto musiał czekać jeszcze jedenaście lat, a z tytułu cieszył się Rickardsson. Oprócz zespołu Ipswich zawodnik ścigał się dla piratów z Pool.

Tony zasłynął w świecie żużlowym jako ten który mieszkał w domu na kółkach. Zanim jednak do tego doszło na mecze do Polski przyjeżdżał w towarzystwie swojego ojca starym, zniszczonym fiatem ducato. Dziennikarze i manedżerowie żużlowi wspominają, że rodzina wyglądała niczym cygański tabor. Brak lepszego środka transportu wynikał zapewne z braku odpowiednich środków finansowych. Zawodnik w 2006 roku w brytyjskiej prasie mówił, że do 1995 roku polegał głównie na sponsorach, nie mógł więc liczyć na większe dochody. W kolejnych latach mocno wspierała go firma Swedish Match, która swojego przedstawiciela nie mogła wybrać lepiej. Zawodnik uwielbiał bowiem żuć produkowany przez nią tytoń, zawsze miał robić dla siebie najmocniejsze porcje. Z czasem jednak sportowy status i wartość zawodnika zmieniła się i firmy Volvo czy Mercedes konstruowały dla Szweda specjalne autobusy, które służyły Mistrzowi za dom, warsztat i środek lokomocji.

Szwed karierę zakończył w 2006 roku. Jeszcze rok wcześniej sięgnął po swoje ostatnie złoto, które tak samo, jak pierwsze oraz młodzieżowe sukcesy świętował kręcąc bączki na torze. Jego celem była kolejna wygrana i zdystansowanie Ivana Maugera. Tymczasem „Ricki” sezon rozpoczął dość słabo, a w rozgrywkach dominował Australijczyk Jason Crump. Podczas Grand Prix w Kopenhadze Rickardsson upadł na tor. Dokończył zawody, następnego dnia wystartował w polskiej lidzie, jednak nie czuł się dobrze. Lekarze mieli zauważyć w jego mózgu niepokojące efekty wieloletnich kontuzji. Ich ostrzeżenia okazały się na tyle poważne, że Szwed zdecydował się zrezygnować z “czarnego sportu”. 1 sierpnia 2006 roku zakończył karierę. Kontynuował jednak starty w wyścigach samochodowych, w których nie odniósł aż tak dużych sukcesów. Szukający nowego zajęcia Rickardsson wykorzystywał również swoją medialną sławę oraz sporą charyzmę. Pojawił się nawet w szwedzkiej wersji „Tańca z Gwiazdami”, w której wywalczył drugie miejsce. Na parkiecie poznał również tancerkę Christinę, która została jego drugą żoną. Z pierwszą wcześniej rozstał się z klasą, zostawiając kobiecie dom, a sobie kupując drugi w okolicy, żeby utrzymać kontakt z dziećmi.
Większość kibiców wspomina Rickardssona jako niedostępnego mistrza, którego nic nie mogło wytrącić z równowagi. Faceta, chłodno kalkulującego, nie odczuwającego emocji. Tymczasem zagadnięty o to przy okazji w parkingu, z uśmiechem odpowiedział, że po prostu umie się "wyłączyć" i w parku maszyn myśli tylko o jednym - zwycięstwie. Był perfekcjonistą i tytanem pracy, choć w towarzystwie potrafił błysnąć niekonwencjonalnymi zagraniami. Gdy startował w barwach gorzowskiego "Pergo" w klubowym ogródku potrafił na zaimprowizowanej drewnianej scenie zatańczyć break dance’a, innym razem jak wytrawny aktor odegrał pantonimę. Podczas rozstania ze swoim długoletnim mechanikiem, wraz z ówczesnym prezesem klubu, odśpiewał mu w podzięce przy wszystkich zaproszonych gościach "Sto lat" w trzech językach. Wielbiciel golfa i maniak żucia liści tytoniu jak nikt inny inwestował w sprzęt. Jako jeden z pierwszych przesiadł się na silniki o poziomej konstrukcji, wprowadził modę na osłony motocykla sięgające, aż do połowy tylnego koła. Rozbudował swój team do rozmiarów potężnej firmy przemieszczającej się po Europie wielkim vanem, w którym ta miała warsztat i mieszkanie do swojej dyspozycji. Sam często podróżował drogą powietrzną, czasami przebierając się w kombinezon żużlowy w lecącym już helikopterze. Motocykle dla rozróżnienia nazywał imionami, choć w przeciwieństwie do wymyślnie pomalowanych kasków, które zachował sobie na pamiątkę, maszyny często sprzedawał. Podczas treningów nierzadko pod jego motocyklami można było zauważyć rozłożone małe prześcieradła chroniące by jakakolwiek śrubka nie spadła czasami na beton lub piach. Jako sześciokrotny IMŚ, do dnia dzisiejszego nie ma prawa jazdy uprawniającego go do wojaży na motocyklu po drogach publicznych. Prywatnie uwielbia jeździć sportowym Lotusem i jeść spaghetti bolognese, obowiązkowo z dużą porcja sosu tabasco. Rickardsson nigdy nie tracił mistrzowskiej klasy. W Lesznie po upadku podczas pomeczowej jazdy na jednym kole w pozycji jaskółki, uśmiechnął się i ukłonił rozbawionym kibicom. W 2000 roku podczas bydgoskiej rundy GP, gdy stało się jasne, że Mark Loram odebrał mu tytuł, w obronę którego Tony wierzył do ostatniej chwili jako pierwszy podszedł do Anglika i serdecznie go wyściskał.

Mi Tony w pamięci zostanie jako ten który tłumaczył w jednym z wywiadów swoją receptę na sukces: "jeśli chcesz odnieść sukces w tym sporcie, musisz jeść żużel i srać żużlem. Oddychać żużlem i śnić o żużlu. Poświęcić mu się w całości".

Mimo ogromnej pasji i miłości do żużla, a nawet faktycznych propozycji powrotu na tor, Szwed nigdy nie zdecydował się wrócić do profesjonalnej rywalizacji. Startował jednak w wyścigach pokazowych podczas turniejów pożegnalnych dawnych kolegów z żużlowego toru. Po występie w turnieju Leigh Adamsa tłumaczył, co zaskakujące, że na tor nie wróci, ponieważ motory stały się coraz szybsze i on zwyczajnie boi się jeździć. Podkreślał, że lepiej czuje się,oglądając rywalizację przed telewizorem. Obietnicę złamał w kolejnym z telewizyjnych programów, w którym spotkał się z legendą szwedzkich biegów narciarskich Gunde Svanem. Mistrzowi olimpijskiemu demonstrował, na czym polega żużel. Z pomocy Rickardssona korzystali również inni żużlowcy – doradzał on Antonio Linbaeckowi, kreowanemu nawet na jego następcę oraz Emilowi Sajfutdinowowi. Temu ostatniemu miał przyrządzić nawet swoje popisowe spaghetti, które uważać ma za potrawę mistrzów. Rickardsson znalazł również nowe dochodowe zajęcie, pracując w firmie swojego wieloletniego sponsora, czyli Swedish Match, gdzie podobnie jak w żużlu, szybko wspiął się po szczeblach kariery i został dyrektorem regionalnym na Europę Wschodnią.

Ostatnie zawody w których Rickardsson oficjalnie pokazał się na motocyklu miały miejsce we wrześniu 2017 roku, w czasie pożegnalnego turnieju Magnusa Zetterstroma w Eskilstunie. Ostatecznie mistrz świata nie dotarł na jego polskie pożegnanie rozgrywane wiosną tego samego roku, co było dla Wielkiego nieobecnego sporym rozczarowaniem, bowiem obaj Szwedzi są zakochani w Gdańsku. Ricki kiedy tylko ma chwilę wolnego zabiera żonę i dzieciaki i przylatuje do swojego gniazdka w dzielnicy Kowale i jak mówił w bliższej lub dalszej przyszłości, gdy przestanie być biznesmenem i przejdzie na zasłużoną emeryturę, wyprowadzi się ze Szwecji z całą rodziną. Jak myślicie, dokąd?

Po latach w jednym z wywiadów sześciokrotny mistrz świata zdradził receptę na swój sportowy sukces: "W uprawianiu żużla pomogła mi kombinacja wielu sportów z przeszłości. Kiedy dorastałem chwytałem się czego tylko mogłem. Graliśmy z kolegami w piłkę nożną, hokeja, tenisa stołowego czy klasycznego. Oczywiście trenowaliśmy te sporty amatorsko. W późniejszym czasie musiałem wybrać jeden ze sportów i stanęło na żużlu. Nie odniosłem wielu juniorskich sukcesów, ale uczyłem się żużla. Niekiedy próbowałem robić to, co obecnie stosują zawodnicy – ograniczyć liczbę startów i więcej trenować. W moim przypadku to jednak nie działało, bo na treningu nie dawałem z siebie stu procent. Kiedy jednak startowałem w wielu miejscach, w wielu ligach i turniejach indywidualnych, to procentowało. Jako młody zawodnik nie miałem wsparcia finansowego rodziców. Oczywiście dawali mi co tylko mogli, ale mój sprzęt nie był z najwyższej półki. Role się odwróciły, gdy zostałem profesjonalistą i zacząłem zarabiać. Wówczas inwestowałem w sprzęt i zacząłem wygrywać".

I niech te słowa pozostaną wskazówką dla młodych wschodzących gwiazd, które być może marzą o zdetronizowaniu Szweda w ilości zdobytych tytułów IMŚ.

 

 

 

 

 

Żuł końskie dawki tytoniu i wygrywał prawie wszystko. Po rozwodzie kupił dom tuż przy byłej żonie
MATEUSZ PUKA dzisiaj 11:45
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
FACEBOOK
TWITTER
E-MAIL
KOPIUJ LINK
Tony Rickardsson to jedna z największych legend światowego żużla, a na pewno zawodnik, który w historii tego sportu - obok Ivana Maugera - osiągnął najwięcej. Sześciokrotny mistrz świata obchodzi we wtorek 51. urodziny, a znając jego charakter, gdyby tylko chciał, do dziś mógłby odgrywać w światowym żużlu wiodącą rolę. Szwed w trakcie kariery wyróżniał się nie tylko talentem i umiejętnościami, ale przede wszystkim niesamowitym sprzętem, którym dystansował rywali.
Żużel: Tony Rickardsson przez lata był największym rywalem Tomasza GollobaFoto: FOTO LUKASZ GROCHALA / AGENCJA PRZEGLAD SPORTOWY / newspix.pl
Tony Rickardsson
‹ wróć
Przez lata kibice w Polsce pasjonowali się rywalizacją Tomasza Golloba i Tony'ego Rickardssona. Zwykle to Szwed był górą i do dziś jest jedną z dwóch największych legend tej dyscypliny
Sześciokrotny mistrz świata nie miał aż takiego talentu jak inni zawodnicy, ale do perfekcji potrafił opanować sprawy sprzętowe. A część jego wynalazków nie została odkryta do dziś
Żużlowiec skończył karierę w wieku 35 lat i zajął się biznesem. W firmie produkującej zapalniczki odpowiadał za roczny obrót wynoszący nawet 150 mln euro
Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl
Ściganie na żużlowych torach zakończył w 2006 r. w wieku zaledwie 35 lat. To ewenement, bo większość żużlowych mistrzów z sukcesami kontynuowała swoje kariery do 40. roku życia, a nawet dłużej.

Rickardssona całe życie interesowała jednak walka o zwycięstwo, ale nie za wszelką cenę. Już po niesamowitym dla niego 2005 r., kiedy to wygrał sześć z dziewięciu rund cyklu Grand Prix, pojawiła się pierwsza myśl o zakończeniu ścigania. Ostatecznie zdecydował się jednak kontynuować karierę, bo namówili go do tego działacze jego klubów, którzy poprosili o dodatkowy czas na znalezienie zastępstwa.

Odejście w środku zawodów
Szwed powoli godził się z odejściem z żużla, ale jednocześnie w ostatnim roku kariery łączył ją z regularną jazdą w skandynawskiej serii Porsche Carrera Cup, bo szybkie samochody od zawsze były drugą jego pasją. Zawodnik szybko się przekonał, że robienie równoległych karier i przedłużanie swojej obecności w żużlu nie jest dobrym pomysłem. W trakcie kolejnych rund Grand Prix dwukrotnie uczestniczył w bardzo niebezpiecznych upadkach, po których dowiedział się, że jego głowa może już nie wytrzymać kolejnego mocnego uderzenia.

PODOBNE ARTYKUŁY
Nietypowy atut Motoru Lublin. Mimo protestów nie opłaca im si...Stal Gorzów ma już gotowy skład na kolejny sezon? Będzie ciek...
To zdarzyło się już podczas kolejnego turnieju GP w Danii. Wtedy jednak znów Rickardsson na pierwszym miejscu postawił interes innych i kilkanaście godzin po wypadku zameldował się na meczu ligi polskiej we Wrocławiu. Nie pomógł jednak swojej Unii Tarnów, bo od pierwszego biegu prezentował się fatalnie, a jak się później okazało, wystartował w tym meczu mimo mocnych zawrotów głowy. Po porażce w drugim biegu wycofał się z zawodów i już nigdy nie wrócił do profesjonalnego uprawiania tej dyscypliny.

Tony RickardssonFoto: FOTO LUKASZ GROCHALA / AGENCJA PRZEGLAD SPORTOWY / newspix.pl
Tony Rickardsson
Kevlar ubierał jeszcze kilka razy podczas towarzyskich wydarzeń, ale mimo wielu kuszących ofert nigdy nie zdecydował się na powrót do rywalizacji w lidze czy Grand Prix. Co ciekawe, zamiłowanie do ryzyka wciąż mu pozostało, bo oprócz kontynuowania kariery w Porsche Carrera Cup (bez większych sukcesów) były żużlowiec regularnie jeździ na motocyklach motocrossowych i enduro, ale teraz coraz częściej zamiast motocykli wybiera partię w padla.

Zobacz: Od hali produkcyjnej do jazdy przed wielotysięczną publiką. Piękna historia duńskiego żużlowca
Pasja konstruktora
Talent do sportów motorowych odziedziczył po swoim ojcu, Stigu Rickardssonie, który jeszcze w latach 60. i 70. był czołowym żużlowcem Szwecji. Co ciekawe, w tym miejscu widać pewne podobieństwo do początków kariery Bartosza Zmarzlika, bo choć tata polskiego mistrza świata nigdy nie jeździł na żużlu, to jednak podobnie jak Stig od zawsze kochał majstrować przy motocyklach, a dzięki tej pasji konstruował sprzęt dla swojego syna i zarażał go swoją pasją. Być może właśnie z tego powodu obaj zawodnicy tak dużą rolę przykładali do sprzętu.

Kto wie jednak, czy już na początku XXI w. Tony Rickardsson nie jeździł na lepszym sprzęcie niż obecni zawodnicy. Może się to wydawać dziwne, ale Szwed od zawsze miał smykałkę do robienia interesów, a do zaangażowania w swoją karierę zachęcał największe fabryki na świecie. Co ciekawe, większość części była produkowana tylko dla niego, a po zakończeniu przez niego kariery już nikt nie miał okazji jeździć na takim sprzęcie.

Tak było choćby ze słynną ramą produkowaną specjalnie dla Rickardssona przez angielską fabrykę Penske, która w ówczesnym czasie odnosiła niesamowite sukcesy produkując podwozia do Indy Carów. Inżynierowie tej marki przyjęli wyzwanie szwedzkiego mistrza i skonstruowali mu ramę, o której nikt wcześniej i później nie mógł nawet marzyć. Rama była co prawda dziesięciokrotnie droższa od tych używanych przez rywali, ale dzięki systemowi regulacji przedniej części oraz elastyczności i sprężystości tylnej dawała Rickardssonowi niewiarygodną przewagę, co skończyło się w 2005 r. absolutną dominacją w cyklu GP i szóstym złotem. Po zakończeniu kariery przez Szweda rama wróciła do fabryki, a do tej pory już nikt nie korzystał z takiego wynalazku.

Formuła 1 w żużlu
Podobnych odkryć było jednak znacznie więcej, bo żużlowiec szukał przewagi technologicznej praktycznie w każdym elemencie żużlowego motocykla. Większości odkryć technologicznych nikt nigdy nie zgłębił, ale już choćby to, co udało się zgłębić, robi niesamowite wrażenie. Wiadomo choćby o tym, że od 2001 roku korzystał z amortyzatorów Ohlinsa. Najpierw przeprojektował części używane przez Team Arrowsa z Formuły 1, a potem doczekał się amortyzatora zaprojektowanego i wykonanego specjalnie dla niego. Inna z fabryk przygotowała mu zupełnie innowacyjny łańcuch. Kilka tajemnic Rickardssona odkrył Rafał Dobrucki, który po zakończeniu kariery przez legendarnego zawodnika zdołał odkupić od niego część osprzętu. – Jego zębatki wyglądały jak zwykłe, ale były lepsze. Nie do zniszczenia. Sprężyny do sprzęgieł wyglądały zwyczajnie, ale były bardziej długowieczne. On dbał o detale, wszystko miał lepsze. Najlepsze! – wspominał kilka lat temu obecny trener reprezentacji Polski.

Tony RickardssonFoto: FOTO LUKASZ GROCHALA / AGENCJA PRZEGLAD SPORTOWY / newspix.pl
Tony Rickardsson
Szwed imponował zresztą niesamowitymi maszynami nie tylko na torze, ale także w parku maszyn. W szczytowym momencie swojej kariery na kolejne turnieje podróżował wielkim kamperem, który rozmiarami bardziej przypominał samochód ciężarowy. Rickardsson miał tam przestrzeń do odpoczynku i normalnego życia, a mechanicy sporo przestrzeni do pracy z silnikami.

Szwed zanim jednak uzyskał w swoim kraju taką pozycję potrafił stworzyć coś z niczego. Do legendy przeszły już kulisy zdobycia przez niego w 1994 roku pierwszego tytułu indywidualnego mistrza świata. Tuż przed jednodniowym finałem zawodnik miał ogromne problemy ze sprzętem, ale zdecydował się posłuchać rady Henki Gustafssona i zwrócił się o pomoc do najlepszego ówcześnie tunera na świecie, Klausa Lauscha. Szanse na powodzenie tej akcji były minimalne, bo inżynier obsługiwał wtedy dwóch najlepszych zawodników, czyli Hansa Nielsena i Marka Lorama, a kolejny "podopieczny" nie był mu do niczego potrzebny. – Byłem sceptyczny, ale ostatecznie postanowiłem do niego zadzwonić. Klaus powiedział mi, że przyjedzie do Vojens z sześcioma silnikami. Po treningu Hans i Mark wybiorą sobie po dwa najlepsze a te, które zostaną, mogę zabrać. Tak zrobiłem. Wmontowałem je w ramę i dowiozły mnie do pierwszego tytułu indywidualnego mistrza świata – wspominał po latach Rickardsson w podcaście z Nigelem Pearsonem oraz Kelvinem Tatumem.

Eskorta policji na polski stadion
Później przez lata jego najgroźniejszym rywalem był Tomasz Gollob, a z Polakiem rywalizowali nie tylko na torze, ale także poza nim. Niedawno Rickardsson przyznał się, że robił wszystko, by wykupić najlepszych ludzi z otoczenia Polaka, a Gollob robił to samo z jego współpracownikami. Rywalizację podgrzewali kibice i media, a w pewnym momencie emocje były tak duże, że Szweda na polskie stadiony musiała eskortować policja. – Jak kiedyś wszedłem na tor w Bydgoszczy, to kibice rzucali we mnie butelki. W Polsce często na mnie gwizdano, ale nie miałem z tym problemu. Ja byłem czarnym charakterem w Polsce, a Tomek w Szwecji – wspominał sześciokrotny mistrz świata.

Rickardsson udowodnił, że sukcesy na torze dość łatwo można przełożyć na późniejsze sukcesy w biznesie. Jeszcze w trakcie kariery zaprzyjaźnił się z szefami szwedzkiej firmy Swedish Matches, a ich relacje były na tyle zażyłe, że Szwed wybaczył swoim sponsorom nawet to, że ci roztrzaskali jego Toyotę Suprę, która miała 800 koni mechanicznych. Trzeba jednak od razu dodać, że żużlowiec źle na tym nie wyszedł, bo nie dość, że sponsor dość szybko kupił mu kolejny ekskluzywny samochód, to dodatkowo jeszcze mocniej wspierał jego karierę, a później... zatrudnił go w roli dyrektora sprzedaży na Europę Wschodnią. Kto wie, czy w tej roli Rickardsson nie osiągał jeszcze większych sukcesów niż na torze, bo jak sam się chwalił, odpowiadał za obrót 150 mln euro rocznie. W sumie jego firma sprzedawała 450 milionów zapalniczek w 140 krajach na świecie.

Dom tuż obok byłej żony
Ostatecznie po kilku latach ciągłego podróżowania rzucił jednak tę pracę, ze względu na coraz mocniejsze naciski rodziny. Mimo intensywnego trybu życia, najbliżsi zawsze byli dla niego na pierwszym miejscu. Po rozwodzie z pierwszą żoną Anną zostawił jej dom, ale sam kupił sobie nowy kilkadziesiąt metrów dalej. Wszystko po to, by być jak najbliżej córek Michelle i Natalie.

Drugą żonę poznał podczas nagrywania szwedzkiej edycji "Tańca z Gwiazdami". Choć sam do dziś mówi, że nie lubi tańczyć, to jego popularność sprawiła, że prestiżowy konkurs nadawany co tydzień w szwedzkiej telewizji skończył na drugim miejscu. Z nową żoną ma dwójkę dzieci, a kto wie, czy najmłodszy 10-letni syn Wiliam już kręci kółka na żużlowym motocyklu.

Rickardsson od zawsze wszystko robił na maksa i to on wprowadził do żużla modę na snusa, która wciąż jest obecna wśród najlepszych zawodników. To właśnie małe torebeczki tytoniu umieszczone pod górną wargą przez lata były elementem charakterystycznym dla najlepszego żużlowca epoki. Uznaje się, że substancja wpływa na organizm pobudzająco i poprawia zachowanie na starcie. Rickardsson uzależnił się od niej tak mocno, że dość szybko z torebek przerzucił się na pakowane luzem liście tytoniu, a dla zwiększenia efektu dodawał do nich drobinki pokruszonego szkła.

Do dziś część zawodników wierzy, że korzystając z tej receptury będzie w stanie choćby zbliżyć się do jego poziomu. Na razie jednak nikomu się nie udało, a większość rekordów Rickardssona jeszcze długo będzie niezagrożonych.

 

 

 

 

 

 

 

Osiągnięcia

DMP

1994/2; 1997/2; 1999/3; 2001/1; 2003/2; 2004/1; 2005/1
IMŚ 1991/2; 1992/15; 1993/14; 1994/1
IMŚ GP 1995/2; 1996/4; 1997/4; 1998/1; 1999/1; 2000/3; 2001/1; 2002/1; 2003/3; 2004/2; 2005/1; 2006/14(po 5 turniejach zakończył karierę)
IMŚJ 1990/2
DMŚ 1991/2; 1992/2; 1993/3; 1994/1; 1995/4; 1997/3; 1998/2; 2000/1
DPŚ 2001/3; 2002/3; 2004/1; 2005/2
MŚP 1992/3; 1993/1
IPE 1991/5

Kluby w lidze polskiej
1991 1992 1993 1994-
-1996
1997-
-1998
1999-
-2000
2001-
-2203
2004-
-2006

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
2001 19 98 218 13 2,357 5
2002 17 85 217 4 2,600 2
2003 18 86 199 10 2,430 3

W biografii zawodnika wykorzystano fragmenty artykułu
Piotra Olkowicza
jaki ukazał się w portalu www.sportowefakty.pl

 

 

Zdjęcia zostały nabyte
na stadionowym stoisku z pamiątkami

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt