SAJFUTDINOW Emil Damirowicz
Rosja


Urodzony 26 października 1989 w Saławacie. Domy ma jednak w Bydgoszczy i Sankt Petersburgu, gdzie podoba mu się najbardziej, bowiem w tym mieście ma wszystko, tor motocrossowy, siłownię i prywatnego trenera. Często jednak odwiedza rodzinny dom w Saławacie.

Prywatnie spokojny, uśmiechnięty, optymistycznie nastawiony do życia rosyjski żużlowiec pochodzenia tatarskiego, posiada również polskie obywatelstwo. Jego hobby to motocross, na którym spędza sporo czasu w przerwie między żużlowymi sezonami. Egzamin na licencję żużlową zdał w 2005 roku. Jednak na początku sportowej kariery bardziej pochłaniał go wspomniany motocross. Kiedy miał dwa lata, sam kierował już crossówką, a z tyłu siedział jego tato. Jednak pewnego razu trafił na zawody żużlowe w Saławacie i zapragnął mieć motocykl żużlowy, tak jak jego brat Denis. Już w pierwszym starcie mały Emil pojechał wyśmienicie, a później było już tylko lepiej i tak w wieku dziesięciu lat zaczął jeździć na żużlu.

Tatarska rodzina niemal w całości poświęciła się żużlowi, bowiem prócz Emila również jego starszy brat Denis ścigał się na owalnych torach, a także miał okazję reprezentować Rosję w Drużynowym Pucharze Świata w roku 2002 i w eliminacjach dwa lata później. Obecnie Denis zaprzestał ścigania i jako menadżer prowadzi klub w mieście Saławat w swoim rodzinnym kraju. Oto jak sam zawodnik w jednym z wywiadów wspomina tamten czas: Nieustannie byliśmy w ruchu i cały czas wymyślaliśmy nowe zajęcia i turnieje. Nigdy normalnie się nie bawiliśmy, zawsze rywalizowaliśmy, organizowaliśmy zawody i mecze żużlowe na rowerach. Bo ja byłem skazany na speedway. Ojciec żartował, że urodziłem się w beczce benzyny. Coś w tym jest, bo nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, bym mógł robić w życiu coś innego.
Warto w tym miejscu dodać, że dla Emila rodzina jest czymś najważniejszym. W wielu wywiadach podkreśla swoje przywiązanie do rodziców i ojczyzny. To właśnie Tata Damir, oddał się bez reszty sportom motorowym, bowiem prowadził klub w Saławacie, a także kształtował karierę synów. Niestety w roku 2013 senior rodu przegrał z ciężką chorobą i zmarł. Zdarzenie to bardzo wpłynęło na Emila, który bardzo przeżywał stratę ojca i wszystkie zwycięstwa podporządkował i dedykował swojemu Tacie.
 

W Polsce żużlowiec z Baszkirii wzorujący się na Tony Rickardssonie, pojawił się w roku 2006, kiedy to trafił do bydgoskiej Polonii, z którą podpisał kontrakt zawodowy, a jego menedżerem został wówczas Bogdan Sawarski (były prezes BTŻ Polonia, obecnie niezwiązany z władzami bydgoskiego żużla), a sprzętem zajął się Tomasz Suskiewicz (były mechanik m.in. Tony Rickardssona). To właśnie ta dwójka dżentelmenów miała i ma niebagatelny wpływ na kształtowanie kariery Rosjanina. To oni zorganizowali profesjonalny team, pozyskali pierwszych i kolejnych sponsorów. Od roku 2008 Sawarski ograniczył się do roli sponsora, a wszelkie obowiązki menadżerskie w teamie Emil Racing przejął "Susi", który do dziś organizuje i przygotowuje cały zespół od strony technicznej, logistycznej, a także pośredniczy w negocjacjach kontraktowych z klubami w których zawodnik startuje.
Już w pierwszym roku startów na Polskich torach, mimo młodego wieku Rosjanin stał się ulubieńcem publiczności nie tylko w Bydgoszczy, gdzie miał być zawodnikiem, który zastąpi wieloletniego lidera i najlepszego polskiego zawodnika Tomasza Golloba.  ro
Niestety po angażu w Polsce zawodnik nie mógł porozumieć się z macierzystą Mega-Łada Togliatti. Przełożyło się to na jego absencję w rozgrywkach międzynarodowych, a także brakiem możliwości obrony tytułu indywidualnego mistrza Rosji juniorów. Nieporozumienia zostały jednak wyjaśnione i do rosyjskiej ligi zawodnik powrócił po rocznej przerwie.

W roku 2007 w dniu 9 września, Rosjanin na torze w Ostrowie Wielkopolskim odniósł pierwszy wielki sukces w karierze, bowiem zdobył tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów, bijąc w trakcie zawodów dwukrotnie rekord ostrowskiego toru (64,18 s) i pozostawiając w pokonanym polu późniejszego mistrza świata seniorów Chrisa Holdera. Wyczyn ten powtórzył rok później 5 października na torze w Pardubicach, ponownie ogrywając Holdera i jako pierwszy zawodnik w historii obronił tytuł Indywidualnego Mistrza Świata Juniorów.
Sukcesy zawodnika dostrzegli i docenili żużlowi działacze na świecie i Emil otrzymał stałą "dziką kartę" w prestiżowym cyklu Grand Prix, który wyłaniał indywidualnego mistrza świata. Już od pierwszego turnieju (25 kwietnia 2009 roku) najmłodszy stały uczestnik (19 lat i 181 dni) cyklu był na ustach wszystkich, bowiem w debiucie na torze w Pradze, wygrał rundę GP, zostając po Tomaszu Gollobie drugim w historii żużlowcem, któremu ta sztuka się udała. Ostatecznie w końcowej klasyfikacji na szyi zawodnika zawisł brązowy medal IMŚ. Trudno jednak się dziwić, skoro rywalizacji o mistrzowski krążek w kategorii seniorów zawodnik podporządkował wszystko. Zrezygnował nawet ze startów w IMŚJ, a w całym cyklu GP pokazał, że mimo młodego wieku nie będzie darzył bardziej utytułowanych rywali respektem, ale podejmie walkę, jak równy z równym. Niestety po medalowym sukcesie Emilowi co roku brakuje szczęścia, aby wspinać się na kolejne szczeble w hierarchii żużlowego championatu, a na drodze do sportowego spełnienia stają zawsze kontuzje. Jednak ambitny zawodnik nie poddaje się i z każdym rokiem podejmuje walkę o najwyższe cele.

W międzyczasie z uwagi na coraz większą liczbę startów zaczęły narastać problemy z poruszaniem się po świecie i różne inne przeszkody w uzyskiwaniu rosyjskich wiz na pobyt w krajach Europy, w których odbywały się żużlowe zawody. Taki stan rzeczy spowodował, że wraz z działaczami bydgoskimi zawodnik wystąpił do Prezydenta RP o nadanie mu polskiego obywatelstwa. O polski paszport Sajfutdinow starał się trzy lata. Po drodze pojawiały się..... a jakże inaczej, przeszkody. Przy składaniu pierwszego wniosku, Emil nie był jeszcze pełnoletni, więc zgodę na przyznanie obywatelstwa musieli wyrazić jego rodzice, którzy na tę okoliczność składali stosowne oświadczenia w Moskwie. Wiek nie był jednak jedyna przeszkodą na drodze do przyznaniu mu polskiego obywatelstwa. Działacze z miasta nad Brdą nie poddawali się i pisali kolejne wnioski do prezydenta. Podawano argumenty o przywiązaniu Emila do Polski, co nietrudno było udowodnić, bowiem Sajfutdinow mieszkał w Bydgoszczy, był w stanie sam się utrzymać i płynnie posługiwał się językiem polskim. W sierpniu 2008 roku Kancelaria Prezydenta RP przysłała zaświadczenie: zgodę na nadanie żużlowcowi polskiego obywatelstwa. Ale pod warunkiem, że zawodnik zrzeknie się obywatelstwa rosyjskiego. Związany jednak również, ze swoim rodzinnym krajem zawodnik tego nie chciał robić, bowiem jak twierdził w Rosji się urodził i ma rodzinę. W tej sytuacji kolejne pismo z prośbą o zwolnienie Sajfutdinowa z tego warunku trafiło do Warszawy. I wreszcie się udało trzy lata starań o polski paszport przyniosły efekt i w marcu 2009 prezydent Lech Kaczyński wyraził zgodę na nadanie obywatelstwa kraju nad Wisłą indywidualnemu mistrzowi świata juniorów. Rok później zawodnik zdobył również polską licencje żużlową.

Do roku 2012 zawodnik lojalnie reprezentował barwy klubu, który jako pierwszy zatrudnił go w Polsce i pomógł w wielu sytuacjach życiowych. Jednak kłopoty organizacyjno-finansowe Polonii Bydgoszcz spowodowały, że przed sezonem AD 2013 postanowił zmienić klimat i po 7 latach reprezentowania drużyny z Bydgoszczy podpisał roczny kontakt z Włókniarzem Częstochowa. Wraz z Grigorijem Łagutą stał się z miejsca liderem częstochowskiej drużyny prowadząc ją do ligowych zwycięstw, które zapewniły "Lwom" miejsce w fazie play-off. Niestety z powodu odniesionej kontuzji w Toruniu 31 sierpnia 2013 roku w półfinale Enea Ekstraligi, kiedy to uszkodził ścięgna w lewym łokciu i prawym kolanie oraz miał zwichnięty staw łokciowy, zakończył sezon, a drużyna spod Jasnej Góry w Drużynowych Mistrzostwach Polski pozostała bez medalu. Na pocieszenie Emilowi została wysoka lokata wśród zawodników Ekstraligi, bowiem ze średnia biegową 2,260 został sklasyfikowany na piątym miejscu wśród ekstraligowych jeźdźców.
Po zmianie barw klubowych piątka również towarzyszyła Emilowi w cyklu GP, bowiem jako stały uczestnik z takim numerem na plastronie reprezentował Rosję. Rosjanin przez długi czas zajmował fotel lidera IMŚ, jednak po GP Łotwy stracił pierwszą pozycję na rzecz Taia Woffindena, niestety wspomniana kontuzja nie pozwoliła mu walczyć z Anglikiem o miano najlepszego żużlowego jeźdźca na świecie. Na szczęście dzięki wcześniej zdobytym punktom zawodnik zdołał utrzymać się w cyklu Grand Prix i zajmując 6 miejsce w generalnej klasyfikacji, będzie miał okazję ponownie walczyć o tytuł IMŚ.
W sezonie 2012 Emil otrzymał również zaproszenie do rywalizacji w zmienionej formule wyłaniającej Indywidualnego Mistrza Europy. W momencie odniesienia kontuzji był liderem klasyfikacji generalnej, dzięki wygranym turniejom w Gdańsku i Togliatti. Jednak jak nie trudno się domyśleć z powodu kontuzji nie wystąpił w pozostałych dwóch rundach cyklu i ostatecznie zajął dziewiąte miejsce.

Po sezonie zawodnik za pośrednictwem swojego menadżera Tomasza Suskiewicza, zasiadł do rozmów z działaczami z Częstochowy. Niestety przeszkodą w przedłużeniu kontraktu okazały się zaległości względem zawodnika. Emil nie chciał jednak działaczom spod Jasnej Góry utrudniać procesu licencyjnego i podpisał porozumienie w którym zgodził się poczekać na zaległe wynagrodzenie, ale zastrzegł sobie prawo do zmiany klubu za symboliczną złotówkę. Niestety dla działaczy spod Jasnej Góry ukłon zawodnika w kierunku klub okazał się nic nie znaczącym frazesem i zaległe wynagrodzenie nie zostało wypłacone w terminie, a wręcz przeciwnie zaczęto szukać przysłowiowych "haków" jak tego wynagrodzenia nie zapłacić.
Na szczęście dla zawodnika, jego klasa sportowa w żużlowym światku była znana i nie brakowało zainteresowania usługami polskiego Baszkira, a największą aktywność wykazywali Unibax Toruń oraz Unia Leszno. Ostatecznie Rosjanin wybrał drużynę z miasta Kopernika, gdzie działacze po nieudanych negocjacjach z Patrykiem Dudkiem, który wybrał ofertę swojego macierzystego klubu, skupili zintensyfikowali swoje starania w pozyskaniu perspektywicznego Rosjanina.
Swoją decyzję zawodnik i toruński klub ogłosili na konferencji prasowej: Dużo nad tym myślałem. Do końca października czekałem na propozycję od Częstochowy i na pieniądze, które powinni zapłacić. Niestety nie doszliśmy do porozumienia. Tak naprawdę jest to moje drugie podejście do Unibaksu. Rozmowy były udane i zgodziłem się podpisać kontrakt. Pierwsze rozmowy z Toruniem były już w 2011 roku. Lubię ten tor, lubię stadion, więc się dogadaliśmy. Bardzo się cieszę, że tu jestem. Ze zdrowiem wszystko w porzadku, nie ma żadnych problemów. Zacząłem już treningi, może nie na motorze, ale na siłowni. Znam wszystkich zawodników Unibaksu, wszyscy są w porządku. Myślę, że będzie w drużynie fajna atmosfera, a to jest najważniejsze, żeby wszyscy się trzymali razem i sobie pomagali. Sezon będzie długi, poznamy się jeszcze lepiej.
Toruńscy działacze zaś tak mówili o podpisanym kontrakcie z Rosjaninem: Wybraliśmy Emila, dlatego, że mentalnie pasuje najlepiej do koncepcji naszego zespołu. Jest młodym zawodnikiem i ma za sobą bardzo dobry sezon w barwach Włókniarza Częstochowa. Wbrew temu co pisała prasa, Sajfutdinow był od początku naszym numerem jeden, jeśli chodzi o transfery na przyszły sezon.

Po toruńskiej konferencji prasowej jednak żużlowa polska została zadziwiona przez częstochowskich decydentów. Oto bowiem serial komediowy pt. "wypożyczenie Emila" trwał nadal. Mimo deklaracji zawodnika oraz działaczy z Częstochowy, Toruń nie otrzymał zgody na podstawie której klub mógłby zgłosić Emila jako zawodnika Unibaxu, a co ciekawe działacze częstochowscy zarzucili toruńczykom bezprawne wykorzystywanie wizerunku zawodnika. Zdesperowany zawodnik w zaistniałej sytuacji skierował pismo do Prezydenta i Radnych Częstochowy i wyraził swoje wątpliwości co poczynań włodarzy Włókniarza. Rozsierdziło to klubowe władze, które wszczęły postępowanie dyscyplinarne względem zawodnika i blokowały jego odejście do innego klubu. Na domiar "śmieszności" częstochowianie w wyniku wspomnianego postępowania dyscyplinarnego postanowili nałożyć na Rosjanina karę w wysokości 200 tys. złotych! I o ile karę można by uznać za wewnętrzną sprawę między klubem, a zawodnikiem, o tyle jej uzasadnienie budziło kontrowersje. Otóż działacze z Częstochowy opierali swoją decyzję o Zbiór Zasad Regulujących Stosunki Pomiędzy Zawodnikiem a Klubem, nakładając po 50 tys. złotych kary za: niestawienie się żużlowca podczas meczów Włókniarz - Unia Leszno i Unibax Toruń - Włókniarz (w sumie to 100 tys. złotych), a także za ujawnienie informacji dotyczących realizacji kontraktu oraz naruszenie dobrego imienia i wizerunku klubu. Szczególnie zadziwiające jest nałożenie kar za nieobecność podczas wspomnianych spotkań ligowych, gdyż właśnie wtedy Sajfutdinow borykał się z problemami rodzinnymi, czuwał przy boku umierającego ojca i był obecny podczas jego pogrzebu. Po śmierci seniora rodu Sajfutdinow, częstochowianie słali listy kondolencyjne do zawodnika, a w mediach wypowiadali się, że sytuacja jest wyjątkowa i nieobecność Rosjanina jest uzasadniona i wykazywali pełne zrozumienie dla zaistniałej sytuacji. No ale jak się okazało po kilku miesiącach również tamte słowa były nic znaczącymi hasłami, tak jak dokumenty zgodnie z którymi klub zalegał zawodnikowi ponad 1 milion złotych.
Co ciekawe "częstochowski karomierz" nie ominął również menedżera rosyjskiego żużlowca - Tomasza Suskiewicza - za słowa w których godził w dobre imię częstochowskiego klubu.

Gdy wydawało się, że orzeczenie Trybunału Polskiego Związku Motorowego jest tylko formalnością i zawodnik zostanie "oczyszczony" z wszelkich zarzutów okazało się, że Trybunał PZM dopatrzył się jednak przewinienia Rosjanina i uznał, że zawodnik złamał regulamin i podtrzymał zasadność kary finansowej, jednocześnie zmniejszając jej wysokość do 100.000 zł. Żużlowiec miał też otrzymać zaległe pieniądze, a do 12 marca częstochowski klub powinien sfinalizować umowę wypożyczenia do toruńskiego klubu. Decyzje te wydawały się jasne dla wszystkich, jednak nie dla działaczy z Częstochowy. Przesłali oni bowiem do toruńskiego klubu projekt umowy wypożyczenia Emila Sajfutdinowa, w którym znajdował się zapis, mówiący o tym, że zawodnik nie może jechać w meczach przeciwko częstochowianom. Jeśli jednak toruńczycy zdecydowaliby się na wystawienie w ligowym składzie przeciwko Lwom ich niedawnego lidera winni zapłacić klubowi częstochowskiemu karę w wysokości 400.000 zł. Dodatkowo prezes Włókniarza udowadniał wszem i wobec, że jego klub miał wypożyczyć Sajfutdinowa do Torunia po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia decyzji trybunału, jednak nie podano konkretnego terminu, który dokładnie precyzował datę, kiedy rzeczywiście powinno dojść do załatwienia wszystkich formalności. Te nieczyste zagrywki rozsierdziły władze ekstraligi i Trybunał PZM, które wydały kolejne orzeczenie, w którym uznano, że Sajfutdinow jest wolnym zawodnikiem. W praktyce oznacza to, że dla ważności umowy pomiędzy żużlowcem a Unibaxem, nie będzie potrzebna umowa wypożyczenia z częstochowskiego klubu. I w ten sposób Emil Sajfutdinow stał się oficjalnie zawodnikiem toruńskim, a działacze z Częstochowy przekonali się, że prowadzenie klubu żużlowego to nie zabawa w kotka i myszkę, ale poważne przedsięwzięcie, za którym stoi sport, zawodnicy, kibice i sponsorzy.

W cieniu kontraktowych przepychanek Emil przeżywał swoje prywatne rozterki. Zaległości finansowe częstochowskiego klubu, brak wsparcia ze strony rosyjskich sponsorów, decyzje FIM w sprawie zakazu startów zawodników z GP w mistrzostwach Europy spowodowały, że zawodnik podjął bardzo trudną, ale wydaje się że słuszną decyzję o rezygnacji z rywalizacji o tytuł IMŚ. W ciągu pięciu lat startów w SGP Emil Sajfutdinow wystartował w 47 turniejach, z których 6 wygrał, a kolejnych 9 awansował do finału. Spośród 279 wyścigów wygrał w stu. W swoim debiutanckim sezonie 2009 wywalczył tytuł drugiego wicemistrza świata.
O swojej decyzji Rosjanin poinformował w stosownym oświadczeniu:
"Z wielką przykrością informuję kibiców, że nie wystartuję w Grand Prix w sezonie 2014. Decyzja ta spowodowana jest ogromnymi problemami finansowymi, brakiem większego wsparcia rosyjskich sponsorów, brakiem kontraktu w lidze rosyjskiej i brakiem zainteresowania macierzystej federacji. Niestety, po poprzednim sezonie pozostało mi bardzo dużo długów. Mając w głowie nierozliczone sprawy finansowe w Polsce, nie jestem w stanie odpowiednio przygotować się do jazdy w Grand Prix i rywalizować na poziomie, jaki by mnie satysfakcjonował. W ostatnim okresie działo się wiele złych rzeczy wokół mojej osoby, co też niewątpliwie miało wpływ na moje przygotowania do rywalizacji o indywidualne mistrzostwo świata. W tym momencie mojej kariery potrzebuję przerwy, aby wszystko odbudować, by wszystko wróciło na właściwe tory. Podkreślam, że nie mam do nikogo pretensji, że musiałem podjąć taką decyzję. Czasami w życiu trzeba zrobić krok w tył, aby później zrobić dwa do przodu. Z ostateczną decyzją czekałem tak długo, bo miałem nadzieję, że większość spraw potoczy się inaczej. Dziękuję BSI i FIM, że nie wyciągnęli wobec mnie konsekwencji. Startowałem w cyklu Grand Prix przez 5 lat. Dziękuję za dotychczasowe wsparcie. Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi zaistnieć w cyklu GP oraz tym, którzy wspierają mnie teraz w tej trudnej dla mnie chwili. Tytuł indywidualnego mistrza świata jest nadal moim wielkim marzeniem, ale nie jestem w stanie przystąpić do rywalizacji w tym roku. Nie mówię "żegnajcie", mówię "do zobaczenia".

Wielu zadawało sobie pytanie czy rezygnacja z IMŚ GP, zmiana otoczenia, powrót po kontuzji pozwoli Rosjaninowi być równie skutecznym w ligowych rozgrywkach jak w poprzednich sezonach? Obawy były bezpodstawne, bowiem o ile przed sezonem działacze z Torunia rozważali zatrudnienie Emila lub Nickiego Pedersena. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że transfer Rosjanina był zdecydowanie lepszym wyborem. Gdyby nie Sajfutdinow toruńska drużyna miałaby spore problemy z walką o play-off i zapewne walczyłaby o baraże z Gdańskiem i Częstochową. Jednak doskonała postawa Emila zwłaszcza w drugiej części sezonu pozwoliła realnie mieć nadzieję na to, że Anioły wjadą do play-off. Pojedyncze wpadki zawodnika z początku sezonu, na tle kliku bezbarwnych toruńskich żużlowców, którzy mieli stanowić o sile Unibaxu wydają się być bez znaczenia. Tym bardziej, że należało pamiętać, iż Baszkir wchodził w sezon po ubiegłorocznej kontuzji i musiał złapać sportowy rytm w jeździe i pewność na torze. Ponadto przez cały sezon zawodnik walczył z poprzednim nieuczciwym polskim pracodawcą o uczciwie zarobione na torze pieniądze, a to nie stwarzało atmosfery do ścigania na najwyższym poziomie. Nie przeszkodziło mu to jednak wspólnie z Darcy Wardem liderować toruńskim Aniołom, a indywidualnie wywalczyć pierwszy tytuł IMME.

Po tak doskonałej postawie w sezonie 2014 dla toruńskich kibiców ważne było to, że nowy właściciel drużyny "Aniołów" - Przemysław Termiński widział nadal Emila w mieście Kopernika i właśnie wokół tego zawodnika miała być budowana kadra zespołu na rok 2015. Niestety Emil wybrał ofertę Unii Leszno, z którą wywalczył swój pierwszy tytuł DMP. Po przeciętnym początku sezonu w jego połowie Rosjanin złapał właściwy rytm i wspólnie z Nicki Pedersenem i braćmi Pawlickimi gromił kolejne zespoły w lidze. Również indywidualnie zawodnik, spisywał się znakomicie. Choć nie startował w batalii o tytuł mistrza świata, w Europie udowodnił swój prymat i po raz drugi zgarnął po raz drugi z rzędu złoty medal IME. Niestety nie powtórzył tego sukcesu w IMME, gdzie z rywalizacji o złoto wykluczył go jego krajan Grisza Łaguta.
Nic więc dziwnego, że tuż po tak udanym sezonie zawodnik szybko podpisał kolejny kontrakt w lidze polskiej w i 2016 roku nadal szarżował z bykiem na plastronie. Sezon nie ułożył się jednak po myśli Baszkira, a wszystko z powodu upadku, jaki zanotował podczas Speedway Best Pairs. Po zawodach nie stwierdzono u zawodnika poważniejszego urazu, ale Rosjanin nie czuł się jednak najlepiej i po wstępnych badaniach poleciał do Barcelony, gdzie przeszedł szczegółowe testy i stwierdzono nawykowe zwichnięcie barku, a to oznaczało operację i dłuższą przerwę. Operacja przebiegła pomyślnie w klinice Teknon w Barcelonie Emil i przeprowadził ją Doktor Vidal wraz ze współpracownikami. Zadowolony z przebiegu leczenia zawodnik zdecydował się pozostać na rehabilitację w Hiszpanii u tych samych osób, które doprowadziły go do sprawności po wypadku w Toruniu w 2013 roku. Decyzja okazała się słuszna bowiem jeździec szybko wracał do pełnej sprawności, ale na to powrócił dopiero w drugiej połowie czerwca. Zatem uciekły mu wszelkiego rodzaju eliminacje i turnieje które pozwoliły światowej czołówce wejść spokojnie w sezon. Emil szybko jednak nadrobił stracony czas i niemal z miejsca stał się ponownie liderem Unii Leszno. Niestety jego doskonała postawa to było zbyt mało, aby byki walczyły o medale i ostatecznie skończyły sezon na siódmy miejscu, które wiązało się z barażami o utrzymanie statusu ekstraligowca. Żużlowe władze zrezygnowały jednak z barażowej rywalizacji i uniści uratowali swój byt w najwyższej lidze, a Rosjanin jako jeden z pierwszych parafował kontrakt na trzeci rok startów w barwach Unii z Leszna.
Warto podkreślić, że po sezonie który zaczął się dość późno dla Rosjanina, wielu dostrzegło zmianę w jeździe zawodnika, który był innym jeźdźcem niż ten sprzed kilku lat, kiedy jeździł niezwykle ostro i brawurowo. Siedział rywalom na kole, to co robił było totalną ofensywą. Tego Emila już nie było, bo z wiekiem stał się bardziej doświadczonym zawodnikiem. To nie świadczy łoo większym leku, ale też o dobrej kalkulacji. Baszkir dojrzał i zmądrzał, wiedział bowiem, że bieg nie kończy się na pierwszym łuku, czy pierwszym okrążeniu. Wielu mówiło, że zawodnik się "skończył" i sportowo popadł w polską ligową szarzyznę. Jednak nic bardziej mylnego, bowiem warto pamiętać, że na to w jakim miejscu był zawodnik wpłynęły przede wszystkim: roczna niezbyt miła finansowa przygoda z Włókniarzem Częstochowa, kiedy to podupadła baza sprzętowa zawodnika oraz upadki i długotrwałe i trudne w leczeniu kontuzje. Pełną świadomość problemów, które były już za Emilem mieli działacze Grad Prix, bowiem ku zaskoczeniu wszystkich, zaprosili go do startów w roku 2017. Wzburzyło to innych jeźdźców którzy liczyli na stałą dziką kartę m.in. Kennetha Bierre, ale to Rosjanin przygotowywał się do startów w cyklu i liczył na powrót na mistrzowskie podium. A owo podium było bardzo blisko, bowiem w ostatniej rundzie GP w Melbourne, Rosjanin miał szansę na brązowy medal, ale ostatecznie zajął szóste miejsce. To co nie udało się indywidualnie zawodnik zrekompensował sobie w drużynie, bowiem najlepsi zawodnicy Rosyjscy w końcu postanowili wystartować w Drużynowym Pucharze Świata nie zważając na wsparcie własnej federacji. Drużyna Sbornej wzmocniona Emilem i Grigorijem Łagutą, awansowała do finałowej rozgrywki w Lesznie. Niestety przed finałem na stosowaniu środków dopingujących przyłapany został Łaguta i został zdyskwalifikowany. Przy takim osłabieniu kadrowym nikt nie dawał żużlowcom zza wschodniej granicy zbyt wielu szans na równorzędną walkę z Polską i Szwecją, ale Anglia była ciągle w zasięgu Rosjan. I szansa ta została wykorzystana, bowiem Emil i jego drużyna wywalczyli brązowy medal, a rewelacją DPŚ okazał się Gleb Czugunow.
Jeszcze lepiej wypadła drużyna Unii Leszno z Emilem w składzie w rozgrywkach polskiej ligi. Byki po zajęciu czwartego miejsca premiowanego awansem do play-off, najpierw odprawili z kwitkiem doskonałą i faworyzowaną Spartę Wrocław, a później uporali się DMP 2016 Stalą Gorzów i w sezonie 2017 Emil Sajfutdinow mógł cieszyć się z pierwszego złota w Drużynowych Mistrzostwach Polski. Sam zawodnik w najskuteczniejszym zawodnikiem Unii i jedynym przedstawicielem Byków w TOP 10 Ekstraligi, pod względem średniej biegowej. Wystąpił we wszystkich 18 meczach i nie zawiódł oczekiwań. Jeździł jednak w kratkę, często był zaskakująco słaby w ważnych momentach. Można to wytłumaczyć jedynie przesiadką z silników Ryszarda Kowalskiego na te od Petera Johnsa i Jana Anderssona. W play-off wykręcił trzecią średnią i tylko jedną zdobycz dwucyfrową. Na szczęście dla Unii stało się to w najważniejszym meczu sezonu.
Leszczyński klub był jednak zainteresowany kontynuowaniem współpracy w kolejnych dwóch latach. Był bowiem świadom, że takiego skarbu nie należy wypuszczać z rąk. Tym bardziej, że Emil uchodzi za zawodnika, który jest pożyteczny dla drużyny i ... "nie robi bałaganu w szatni".

Czy kolejny rok będzie bardziej łaskawy dla ciągle głodnego sukcesów i jazdy w Grand Prix zawodnika? Czas pokaże!

Poza startami w Polsce, zawodnik bronił barw klubów:
Masarna Avesta (2007-2008), Piraterna Motala (2009-2011), Elit Vetlanda (2012), Indianerna Kumla (2013), Elit Vetlanda (2013)
    Mega-Łada Togliatti (2005-2008), Turbina Bałakowo (2009-2012), SK Saławat (2013)
        Coventry Bees (2011)
           
AK Slany (2012-2013)

W swoim ojczystym kraju Emil święcił tryumfy zdobywając tytuły Drużynowych Mistrzów Rosji: Mega-Łada Togliatti (2005, 2007), Turbina Bałakowo (2010, 2012). W mistrzostwa Rosji Par z Mega-Ładą sięgnął po złoto w roku 2005 i brąz w roku 2003. Ponadto w indywidualnym championacie młodych Rosjan w 2005 roku uzyskał tytuł młodzieżowego mistrza Rosji, a w 2007 tytuł wicemistrza. W indywidualnej rywalizacji seniorów w 2009 roku sięgnął po brązowy krążek.

Również w Polsce wygrał wiele prestiżowych turniejów, jak choćby turniej o Koronę Bolesława Chrobrego w 2011 roku czy Memoriał Alfreda Smoczka w roku 2012

Osiągnięcia

DMP

2006/3; 2015/1; ; 2017/1;
IMME 2014/1; 2015/5; 2017/7
IMŚ GP 2009/3; 2010/15; 2011/6; 2012/5; 2013/6; 2017/6
IMŚJ 2007/1; 2008/1
DMŚJ 2007/8
DPŚ 2009/4; 2012/3; 2017/3
IME-SEC 2013/9; 2014/1; 2015/1; 2016/7
IMEJ 2005/awansował do finału, ale został wykluczony z uwagi na zbyt młody wiek
KPE 2007/3(rep. M-Ł Togliatti), 2008/3(rep. M-Ł Togliatti), 2011/4(rep.Turbina Bałakowo)

Kluby w lidze polskiej
2006-
-2012
2013 2014 2015-
-2018

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2014 14 61 127 12 2,279 6
po rundzie zasadniczej

Fotografia Jarosław Pabijan

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt