CZUGUNOW Gleb
rosja


Urodził się 17 grudnia 1999 roku.

Wychował się w Saławacie, rodzinnym mieście Emila Sajfutdinowa, gdzie dorastał wspólnie z dwa lata młodszym bratem Aleksandrem i jedenaście lat młodszą siostrą Anną.

Żużlem zainteresował się dzięki swojemu tacie, który jako jeden z głównych sponsorów miejscowego klubu żużlowego zaraził swojego potomka sportami motorowymi. A żużlowa miłość nie była taka oczywista, bo brat Gleba skierował swoje kroki w kierunku hokeja na lodzie. Młody jeździec dał się poznać z jak najlepszej strony już jako uczeń piątej klasy szkoły podstawowej, gdy wywalczył tytuł mistrza republiki Baszkirii w motocrossie, a co ciekawe w owym czasie rywalizował również na motocrossowych torach w zawodach w Chełmnie, gdzie zajął 7 miejsce.
Oprócz motocrossu, Gleb u progu wielkiego żużla z sukcesami dosiadał motocykli wyposażonych w silniki o pojemności 80 i 250 centymetrów sześciennych ścigając się na pełnowymiarowych żużlowych owalach (w roku 2014 został IM Rosji) . Zdradzał przy tym nieprzeciętny talent na miarę swojego idola Emila Sajfutdinowa. Nic, więc dziwnego, że wielu trenerów komplementowało jego umiejętności podkreślając dużą sprawność i siłę młodziutkiego Rosjanina. A sam Emil Sajfutdinow tak mówił o swoim krajanie na początku jego żużlowej przygody: "To wielki talent. Ściga się na motocyklu od dziecka. Dużo jeździł już na maszynach 125 i 250 ccm. Teraz czas na prawdziwy speedway. Życzę mu wszystkiego najlepszego".

W wieku trzynastu lat przyjechał do Europy z dorosłymi opiekunami: Wieczesławem Wiktorowiczem (sędzia żużlowy) i Maratem Ganiejewem (mechanik i pracownik w firmie ojca Gleba). To swoiste tourne miało pokazać młodemu chłopakowi świat oraz na czym polega prawdziwy żużel. Młody Baszkir miał bowiem trenować na torze w Bydgoszczy wspólnie z Emilem Sajfutdinowem, a także poznać tory w Lonigo i Krsko. Celem Czagunowa była jednak Vetlanda, gdzie liczył na dobry występ w miniżużlowych mistrzostwach świata (popularne "osiemdziesiątki”). Rok 2014 zmienia motocykl na maszynę o trzy razy wyższą pojemności i święci pierwsze poważne sukcesy w "małym żużlu”, bowiem zasłużenie zwycięża w mistrzostwach Rosji młodzików w klasie 250ccm. Kolejny rok to tryumf w finale Indywidualnych Mistrzostw Rosji do lat dziewiętnastu. Choć piętnastoletni wówczas Gleb reprezentował barwy Mega-Łada Togliatti, nie zapomniał jak się jeździ na rodzimym torze w Saławacie i nie ustępował pola znacznie bardziej doświadczonym reprezentantom Mega-Łady Togliatti oraz Turbiny Bałakowo, a trzeba wiedzieć, że młodzieżowcy tych dwóch klubów w całości zdominowali pierwszą połowę końcowej klasyfikacji. Gleb złoty medal przypieczętował wygrywając bieg dodatkowy, a wspólnie z wychowankiem Salawatu miejsca na podium zajęli Władimir Morozow i Władimir Bogma.

Początek roku 2016 to kolejny sukces szesnastoletniego już zawodnika, bowiem obok kontraktu w Mega Lada Togliatti, znajduje on uznanie w oczach działaczy najsilniejszej i najlepszej żużlowej ligi na świecie i podpisuje kontrakt w Toruniu. Był to co prawda tzw. kontrakt warszawski, ale dawał zawodnikowi nadzieję na szybki debiut w polskiej lidze. Decyzja o zakontraktowaniu zawodnika poprzedzona była wcześniejszymi treningami na toruńskiej MotoArenie i Gleb był szóstym Rosjaninem, który podpisał kontrakt w Toruniu. Przed młodym Baszkirem uczynili to: Grisza Charczenko; Wiktor Kułakow; Grigorij Łaguta; Siergiej Łogaczew; Emil Sajfutdinow. Oto jak komentował ów angaż toruński trener Robert Kościecha: "Wiem, że właściciel klubu, Przemysław Termiński chce pomagać żużlowym talentom i normalną koleją rzeczy jest to, że podpisuje się z nimi kontrakty. Czugunow chce się dalej rozwijać i dla niego podpisanie kontraktu w Polsce jest na pewno dobrym rozwiązaniem. Jest jeszcze za młody, by myśleć o składzie w Toruniu, ale podpisany teraz kontrakt warszawski daje perspektywy na przyszłe lata. Nie można wykluczyć, że za dwa-trzy lata będziemy brać go poważnie pod uwagę".
Choć młody zawodnik nie "łapał" się do ligowego składu to posiadał ważny kontrakt z Get Well Toruń i pokazywał się w różnych rozgrywkach podnosząc swoje umiejętności. Jednym z takich turniejów był finał IMEJ, gdzie siedemnastoletni Gleb pełnił rolę rezerwowego, ale zawodnik startował też we własnym kraju i osiągnął tam swój największy sukces w dotychczasowej karierze, a mianowicie na torze w Oktiabrskim wywalczył tytuł młodzieżowego mistrza Rosji. Sukcesem tym młody Rosjanin zwrócił na siebie uwagę i przed rozstrzygającymi meczami na zapleczu ekstraligi znalazł uznanie w oczach działaczy z Opola, którzy porozumieli się z działaczami z Torunia i wypożyczyli zawodnika do końca pierwszoligowych rozgrywek.
W sezonie 2017 zawodnik musiał jednak poszukać nowego pracodawcy, bowiem w Toruniu ławka rezerwowych była zbyt długa i znalezienie miejsca w składzie dla młodego Rosjanina graniczyło z cudem. Zawodnik nie musiał jednak długo czekać na propozycje, bowiem chętnym na usługi Gleba okazał się łódzki Orzeł. Kontrakt w Łodzi miał być dla właściciela klubu Witolda Skrzydlewskiego zabezpieczeniem na wypadek ewentualnych kontuzji, ale trener łodzian Janusz Ślączka dostrzegał potencjał w młodym zawodniku i tak komentował ten kontrakt "
Prezes Skrzydlewski tak naprawdę doskonale zna się na żużlu. A w wyszukiwaniu takich perełek nie ma sobie równych. Od razu się ucieszyłem, że Gleb jest z nami, bo chciałem go już mieć w Rzeszowie, kiedy byłem trenerem Stali. Wtedy się nie udało, bo podpisał kontrakt w Toruniu. Chłopak jest bardzo pracowity. Wziął udział w naszych treningach punktowanych i nie odstawał od rywali. A nie jechaliśmy ze słabymi zespołami. W większości były to ekipy ekstraligowe. Poza tym, regularnie pojawiał się na naszych treningach. Chęci mu nie brakuje. Poza tym, jest bardzo grzeczny i ułożony". Właściciel klubu liczył jednak, że zawodnik będzie czynił stałe postępy i pod skrzydłami Orła rozwinie swoje sportowe umiejętności. A oczekiwania te były bardzo realne, bowiem z "Ziemi Obiecanej" wielu zawodników wjeżdżało na światowe żużlowe salony. Niestety "Orły spisywały się znakomicie w rozgrywkach pierwszej ligi, dlatego Gleb nie dostawał swojej szansy. Do czasu, gdy .... na skutek przyłapania jego krajana Grigorija Łaguty, na stosowaniu niedozwolonych środków dopingujących wskoczył do podstawowego składu na baraż w DPŚ. Młody Rosjanin pokazał prawdziwy żużlowy show i z dorobkiem 11 pkt walnie przyczynił się do awansu zespołu Rosji do finałowej batalii o Puchar Ove Fndina. Młody Rosjanin, który dla części kibiców był do tej pory kompletnie anonimową postacią. Za jego plecami linię mety mijali między innymi: Chris Holder, Jason Doyle, Andrzej Lebiediew, Troy Batchelor czy Maksim Bogdanow. Zawodnik nie był jednak zaskoczony swoją postawą, ale zdawał sobie doskonale sprawę, że dobry występ w DPŚ jest przepustką do wielkiej kariery i tak komentował całe zamieszanie wokół jego osoby: "Gdyby Grisza mógł jechać w tych zawodach, ja nawet nie wyjechałbym na tor. Dla mnie były to może najważniejsze zawody w kontekście przyszłości mojej kariery. Przecież dopiero zaczynam prawdziwe ściganie i dobry występ w tak prestiżowych zawodów dla mnie jest czymś wyjątkowym".
Swoje możliwości zawodnik potwierdził w mistrzostwach Rosji do lat 21, gdy okazał się bezkonkurencyjny dla rywali i jako zawodnik Mega Łady Togliatti zapisał na swoim koncie komplet punktów i zyskał tytuł młodzieżowego championa swego kraju oraz w IMEJ, gdzie uplasował się tuż za podium.

Po małych sukcesach zawodnik zwrócił natychmiast uwagę na swoją osobę i w okresie transferowym zaczęły zabiegać o jego podpis pod kontraktem różne kluby w tym również Get Well Toruń. Zanim jednak ruszyła transferowa giełda, mówiło się, że Gleb Czugunow nie chce wielkiej kasy za podpis. Miało mu zależeć na wysokiej stawce za punkt i gwarancji jak największej liczby startów. Warunki te zapewnił Rosjaninowi klub z Wrocławia i było to ciekawe uzupełnienie składu drużynowego wicemistrza Polski, który tak mocno stawiał na młodych żużlowców. Nic więc dziwnego, że Czugunow idealnie wpisywał się w politykę transferową Sparty, która od kilku lat brała do siebie zawodników na dorobku. We Wrocławiu nabierali sportowej ogłady i szlifowali swoje umiejętności po czym wypływali na szerokie wody. Czugunow, z racji wieku, mógł startować jako rezerwowy pod numerami 8 i 16, które były zarezerwowane dla zawodników do lat 23, jednak miejsce to musiał wywalczyć sobie kosztem Maxa Fricke, który był lepszym zawodnikiem i wielu zachodziło w głowę, jak Wrocław zagwarantował młodemu jeźdźcowi dużą liczbę startów. Był to jednak problem zawodnika i jego nowego klubu, bowiem kibice mieli dowiedzieć się wszystkiego w trakcie sezonu. A sezon pokazał, że nie tylko chęci i umiejętności decydują o sukcesie, ale również sportowe szczęście. A tego zabrakło Glebowi w roku 2018, po feralnym wypadku w wyniku którego nabawił się kontuzji nogi długo dochodził do pełni sprawności i jak wyznał po sezonie wracając na tor był sprawny tylko w 80%, ale wyjeżdżając do wyścigu nie myślał o bólu, tylko o tym, żeby wygrać. Dlatego nie żałuje, że ścigał się nie w pełni sprawny, bo był w stanie skutecznie rywalizować, ale nie tracił czasu na mało istotne zawody. Dodatkowo do walki nakręcały go pełne trybuny i jazda w najsilniejszej lidze świata.
Nic wiec dziwnego, że wrocławscy działacze z miejsca postanowili przedłużyć kontrakt z Rosjaninem na sezon 2019 i zawodnik nie krył zadowolenia z tego powodu i deklarował, że da z siebie wszystko by mieć przyjemność z jazdy, a sukcesy przyjdą z czasem. I po sezonie można powiedzieć, że Rosjanin dał z siebie naprawdę wszystko. Zaliczył skomplikowane wejście w sezon, ale później się rozjeździł. Choć niektórzy wyśmiewali jego decyzję o pozostaniu w Ekstralidze, to kilkukrotnie udowodnił, że potrafi być solidnym zawodnikiem drugiej linii. Bez wątpienia poczuł jednak sportową złość, gdy w finale z Unią Leszno szybko został odstawiony na boczny tor. Na przestrzeni całego sezonu można powiedzieć, że doskonale wywiązał się z roli rezerwowego w Sparcie i wchodząc do gry zazwyczaj w połowie meczu, gdy inni zawodnicy rozpoznali już warunki torowe, Gleb wygrywał biegi i przechylał szalę zwycięstwa na korzyść wrocławian. Co prawda 36 miejsce w ekstraligowym rankingu i średnia 1,361 na pierwszy rzut oka wrażenia nie robiły, ale należało pamiętać, że Rosjanin był ciągle młodym zawodnikiem i miał prawo również do słabszych biegów, bo i takie się zdarzały. Gleb jednak pokazał, że drzemią w nim spore możliwości, co potwierdził czwartym miejscem w IMŚJ oraz pierwszym w MŚP. Nic więc dziwnego, że ambicje zawodnika sięgały znacznie wyżej i nie chciał być w kolejnym roku ciągłym rezerwowym. i miał ambicje startować na zasadach pełnoprawnego zawodnika. Dlatego jego pozostanie na Dolnym Śląsku nie było takie oczywiste, bo wrocławscy działacze musieli wybrać pomiędzy Czugunowem, a Jamrogiem, którego Rosjanin w meczach ligowych najczęściej zastępował. Ostatecznie włodarze z Dolnego Śląska postawili na Rosjanina i podpisali z nim kontrakt na sezon 2020. Nie oznaczało to jednak, że po odejściu Jakuba Jamroga do Lublina, zawodnik miał mieć łatwiej w walce o skład. Wręcz przeciwnie mógł mieć jeszcze trudniej, bowiem w wiek seniora wkraczał Indywidualny Mistrz Świata Juniorów Maksym Drabik, a klub dodatkowo zakontraktował zdolnego Anglika, Daniela Bewleya.

Z czasem jednak okazało się, że Rosjanin miał skorzystać na braku rozwagi u Maksyma Drabika, który został przyłapany na przyjęciu zakazanych sposobów leczenia, które działały jak doping i wchodzący w wiek seniora jeździec miał zostać zawieszony. Sparta Wrocław po stracie jednego z liderów formacji seniorskiej nie zamierzała jednak poddać się w walce o medale i nie czekała bezczynnie na zakończenie niepotrzebnej, dopingowej sprawy Maksyma Drabika. Równolegle rozpoczęto procedurę o przyznanie polskiego obywatelstwa Glebowi Czugunowowi. Cała procedura została sprawnie przeprowadzona i Gleb miał wzmocnić Dolnośląską formację juniorską. Niestety sezon 2020 dla Czugunowa jak i dla wszystkich sportowców był niezwykle trudny, bowiem świat zaatakowała odmian grypy o nazwie Covid-19 i wszystkie imprezy sportowe zostały odwołane, a zawodnicy nie mogli trenować, bowiem dostęp do obiektów sportowych był niemożliwy. Również teoretyczna część egzaminu odbyła się w nietypowy sposób, o czym informował przedstawiciel PZM, Leszek Demski: "Egzamin odbył się w formie wideokonferencji. Żużlowiec miał zadawane pytania i na nie odpowiadał. Świadkiem był kierownik drużyny z Wrocławia. Egzamin składał się z 20 pytań. Czasowo nie było ograniczenia. Zawodnik z reguły albo od razu znał odpowiedzi na pytania, albo od razu przyznawał się, że jakiejś nie zna. Wymagane było minimum 75% poprawnych odpowiedzi i taki wynik zawodnik uzyskał. Nie ma już żadnych formalnych przeszkód by mógł startować w lidze jako Polak. Poszła już z naszej strony informacja do Biura Sportu PZM, że żużlowiec uzyskał pozytywny wynik i nie ma przeciwwskazań do wydania licencji". Zadowolenia po zdanym egzaminie nie krył sam zainteresowany: "Na tym egzaminie było 20 pytań. Był też pan Krzysztof Gałańdziuk, jako świadek. Były pytania o wagę motocykla, o gaźnik, o to czy można odjechać z pola startowego, gdy ktoś dotknął taśmy. Pytania nie były łatwe. W Rosji ogólnie nie musimy zdawać licencji tylko ją kupujemy. Jednak, żeby mi, jako 15-latkowi, pozwolili jechać w lidze, to musiałem bardzo dużo do tego egzaminu przeczytać. Z tamtego czasu pamiętam sporo odnośnie regulaminów. Chcę jeździć pod polską flagą. Długo myślałem nad tym. Moją decyzję ciężko przyjęła to babcia, a także dziadek i tata. To są ludzie wychowani w trochę innych czasach. Oni się wychowywali, gdy jeszcze był ZSRR. To jest śliski temat. Moim zdaniem ludzie, którzy byli wtedy wychowywani mieli w sobie założony taki niezdrowy, ślepy patriotyzm. Uważam, że trzeba kochać swój kraj, ale ma w tym być logika. Rosja jest moim domem, gdzie się urodziłem i wychowałem, ale od czasów, kiedy miałem 12-13 lat zacząłem przyjeżdżać do Polski i związałem się z tym krajem. Polska stała się drugim domem. Dziękuję bardzo za zrozumienie i widzimy się wkrótce na torze".

Polski paszport pomógł zawodnikowi w bowiem poprawił swoje wyniki w lidze polskiej. Mógł startować z pozycji juniora i już przed meczem znał trzy wyścigi, w których miał wystarować. Z kolei rok wcześniej często był wystawiony pod nr 8/16, co nie było łatwą sytuacją dla zawodnika. Nie licząc dwóch wyjazdowych meczów w fazie play-off, zawsze był gwarantem co najmniej 7-8 punktów. Najlepiej spisał się na inaugurację ligi, kiedy przeciwko Motorowi przywiózł 12 "oczek" i bonus. Nic więc dziwnego, że działacze wrocławscy wiązali z zawodnikiem spore nadzieje na przyszłość i liczyli, że po zmianie regulaminu Gleb będzie silnym punktem zespołu na pozycji zawodnika do lat 24.
Niestety polskie obywatelstwo przekreśliło możliwości startu zawodnika w zawodach międzynarodowych pod flagą rosyjską. Konsekwencją tego, była jego absencja w finale SON uważanych za MŚP, w których w dwóch poprzednich sezonach stawał na najwyższym stopniu podium. Gdy Rosja po raz trzeci z rzędu wygrała tę rywalizację, a federacja rosyjska chwaliła się tym sukcesem, mimo, że Emil Sajfutdinow i Artiom Łaguta, nie mieli jednolitych kevlarów, a ponadto startowali na własny koszt, nie otrzymując żadnego wsparcia, Czugunow ostro skrytykował to zachowanie: "Kolejna haniebna akcja MFR, a raczej brak akcji, bezczynność. Co roku na własny koszt przyjeżdżaliśmy na wszystkie mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata, eliminacje, półfinały, jeździliśmy do Danii, Szwecji czy Czech. Na jednym z tych półfinałów, reprezentując nasz kraj, złamałem nogę, której leczenie zajęło około 2 milionów rubli, oczywiście nie dostałem ani grosza od Federacji. I co rano, kulejąc do łazienki, nie rozumiem, dla kogo tam jechałem? Który kraj reprezentowałem?  Nie płacicie sportowcom ani za jedzenie, ani za dojazd, ani za hotel, ani za 4738 innych wydatków – w porządku. Nie macie marnych 150 tysięcy rubli, żeby sportowcy z Rosji wyglądali przyzwoicie. Trzeci rok z rzędu rosyjscy zawodnicy na własny koszt zdobywają złoty medal mistrzostw świata, potem chwalicie się tymi medalami i "swoimi" zawodnikami, ale nie macie pieprzonych pieniędzy na szycie kombinezonów? One są twarzą MFR, a MFR i jej działania są twarzą Rosji. Mam 20 lat, chcę żyć i cieszyć się tym, co kocham, a nie biegać za wujami i błagać ich o pieniądze. Jesteście bezwstydnymi, cynicznymi ludźmi bez godności. Nigdy nie będę reprezentował federacji kierowanej przez takich ludzi. Miłość do państwa powinna być wzajemna. Przez te wszystkie lata, kiedy występowałem na arenie międzynarodowej, reprezentowałem nie tylko rosyjską ziemię z jej jeziorami, górami, powietrzem, atmosferą, ludźmi i wszystkim, co kocham. Reprezentowałem też państwo, które mnie wykorzystywało. Więcej na to nie pozwolę, więc sp…
Słowa te spotkały się z mieszanymi komentarzami. Niektórzy odbierali je jako słuszny głos w sprawie inni twierdzili, że zawodnik zaszkodził sobie na arenie międzynarodowej. Jedno było jednak pewne, że żużlowiec chce walczyć o jak najwyższe cele i słowami tymi jednoznacznie określił pod jaką flaga chce te sukcesy odnosić. I sukcesy przyszły nie tylko w reprezentacji, ale też w lidze.
Gleb w sezonie 2021 był ważnym ogniwem w składzie mistrzowskiej Sparty Wrocław. Zawodnik zadebiutował w gronie seniorów, a polski paszport pozwalał sztabowi szkoleniowemu korzystać z żużlowca, zarówno jako z krajowego seniora, jak i tak samo z reprezentanta w kategorii do lat 23 i 24. Ostatecznie w ekipie z Dolnego Śląska wykręcił średnią 1,698 pkt. na wyścig i był to 24 wynik w całej w Ekstralidze. Z reprezentacją Polski z kolei sięgnął po złoty medal Drużynowych Mistrzostw Europy U23, choć sam występ w finale nie był dla niego szczęśliwy.
Nic więc dziwnego, że po sezonie Rosjanin który dobrze czuł się w żużlowej Sparcie, nie zamierzał zmieniać otoczenia. Ufa mu też zarząd mistrzów Polski, który parafował ze swoim krajowym zawodnikiem nową, dwuletnią umowę.

W przerwie pomiędzy sezonami Gleb ponownie zaskoczył swoich fanów. Zdążył on już co prada przyzwyczaić kibiców do tego, że potrafi zaskakiwać nie tylko na torze, ale również poza nim. Tym razem Rosjanin z polskim obywatelstwem wymyślił kuriozalny sposób, aby ukarać... samego siebie.  A jaka to kara? Czugunow w mediach społecznościowych napisał, że odpuścił sobie trening w ramach przygotowania do kolejnego sezonu. Nie chciał jednak przejść z tym do porządku dziennego. Postanowił więc wymierzyć sobie sankcję, za niesubordynację i brak samodyscypliny. Owa sankcja to nagroda 500 zł dla fana który jako pierwszy skomentuje jego zdjęcie na Instagramie. Odzew był natychmiastowy, a fanka, która jako pierwsza skomentowała w wymagany sposób wpis żużlowca, szybko otrzymała obiecany przelew. Reprezentant Polski opublikował odpowiednie zrzuty na dowód, że nie jest gołosłowny.

Gleb to nie tylko bardzo zdolny żużlowiec, ale także pasjonat muzyki, który w przerwach między sezonami tworzy własne utwory i w jednym z wywiadów tak mówił o swojej pozażużlowej pasji: "Niestety w sezonie mam czas tylko na tworzenie bitów. Mam specjalny program w laptopie i jak siedzę w hotelu, to montuje swoje kawałki. Mam nawet klientów. Niestety na razie nie jest ich zbyt dużo, ale miesięcznie muzykę u mnie kupują 3-4 osoby". Niestety pozasportowa pasja nie wszystkim przypadła do gustu i bardziej złośliwi komentatorzy oceniali nieco słabsze wyniki zawodnika przez pryzmat tego, że skupia się na muzyce zamiast na sporcie. Poirytowany żużlowiec wydał na tę okoliczność stosowne oświadczenie w którym można było przeczytać, że 90 proc. muzyki powstaje w okresie zimowym, czyli w przerwie pomiędzy sezonami. A za muzyczną reklamę odpowiedzialna jest rosyjska wytwórnia muzyczna "Darkside Records". Ponadto Gleb zaznaczył, że sport jest dla niego najważniejszy i to jemu poświęca najwięcej uwagi. Po czym zawodnik uciął temat znikając z mediów społecznościowych ze swoimi muzycznymi zainteresowaniami: "Żużel jest dla mnie najważniejszy ze wszystkiego co robię. Zdaję sobie sprawę, że z boku nie wyglądam na człowieka, który w pełni poświęca się sportowi, ale tak jest. Od dziecka mam wielkie marzenia odnośnie żużla, staram się robić progres jak najszybciej. Pracuję i inwestuję 80 proc. pieniędzy w swój team. Nigdy nie mówiłem, że mogę "nagrać coś nawet podczas treningów". Bo podczas treningów, jak przez większość czasu w sezonie, myślę o meczach, ustawieniach, swojej jeździe i planach na następny tydzień, bo nie mam żadnego menedżera. Jak każdy ambitny sportowiec lubię wygrywać i nienawidzę przegrywać. Robię wszystko, żeby wygrywać tak często jak to możliwe".

Poza Polską zawodnik startował w klubach:
Rospiggarna Hallstavik,

Osiągnięcia

DMP

2018/3; 2019/2; 2020/3; 2021/1
MPPK 2020/3
IMME 2020/16
ZK 2021/16
IMŚ GP 2020/DK19, 2021/DK19
MŚP - SON 2018/1; ; 2019/1
IMŚJ 2018/16; 2019/4
MŚP 2018/1; 2019/1
DPŚ 2017/3
IME - SEC 2016/RT24;
IMEJ 2016/Rns; 2017/4
DMEJ 2021/1

Kluby w lidze polskiej
     
2016 2016 2017 2018-
-aktualnie
     

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2016 - - - - - -

 

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt