KOŚCIECHA Robert (kostek)


Urodzony w 22 listopada 1977 roku w Grudziądzu.

Pierwszy kontakt z motocyklem miał dzięki ojcu Romanowi, który również z powodzeniem wiele lat bronił barw Stali Toruń. Jednak pierwszym trenerem klubowym zawodnika był Bogdan Kowalski, a potem Jerzy Kniaź.
Licencję żużlową "Kostek" uzyskał w barwach Apatora Toruń w roku 1995. Przez sześć kolejnych sezonów bronił żółto-biało-niebieskich barw, ale po mistrzowskim sezonie zabrakło porozumienia na linii zawodnik- działacze i Robert został odstawiony na boczny tor. Tym samym trafił do Piły, która przeżywała sportowy kryzys i po roku startów przenosi się do Wybrzeża Gdańsk, gdzie startował przez trzy sezony.
Nadmorscy działacze postawili w ciemno na zawodnika, bowiem słabe wyniki sezonu 2002 nie napawały optymizmem. Jednak "Kostek" jak sam podkreślał związał się z Gdańskiem, dlatego aby odbudować się sportowo. Pomóc w tym miała również niższa klasa rozgrywek. Jak się później okazało bliskość morza zadziałała budująco na formę zawodnika i w roku 2003 stał się jednym z liderów zespołu. W kolejnym sezonie postanawia nie zmieniać klimatu i dalej ściga się na pierwszoligowych torach uzyskując trzecią średnią biegową w tej klasie rozgrywkowej. Po tak udanym sezonie o zawodnika zaczęły upominać się kluby ekstraligowe, a najbardziej rodzimy Apator. Zawodnik jednak postanowił zostać w Gdańsku, bo jak twierdził, działacze Wybrzeża podali mu pomocną dłoń na zakręcie jego kariery i ma dług, który chce spłacić skuteczną jazdą w kolejnym sezonie, już na torach ekstraligowych.
Miłość do Gdańska skończyła się dla zawodnika w roku 2006, kiedy to na skutek problemów z uzyskaniem licencji przez gdański klub na starty w ekstralidze, powraca na Pomorze, ale zasila odwiecznego rywala toruńczyków, bydgoską Polonię. Jednak już w kolejnym roku powraca do macierzy i od sezonu 2007 przywdziewa plastron z Aniołem.
Niestety po powrocie do Torunia "Kostek" zaliczył najbardziej pechowy sezon w karierze. Żużlowiec od początku rozgrywek imponował wysoką formą i był jednym z kluczowych zawodników w ekipie Unibaxu. Ale tylko wtedy, gdy akurat nie leczył kontuzji. Pierwszego urazu nabawił się już na początku rozgrywek w lidze szwedzkiej. Wrócił na tor i kilka tygodni później złamał nogę na Węgrzech. Po leczeniu i szybkiej rehabilitacji ponownie zaczął startować i to ze znakomitym skutkiem. Niezbyt długo się jednak cieszył: ponownie w Szwecji został sfaulowany i złamał po raz drugi ramię. Pech był tym większy, że każda z kontuzji została odniesiona nie z winy samego zawodnika, a bezmyślności rywali.
Kontuzje nie przeszkodziły "Kostkowi" w przygotowaniach do kolejnego sezonu i w roku 2008 ponownie skutecznie zdobywa punkty dla miasta słynącego z pierników i astronomów, a uwieńczeniem ciężkiej pracy stał się tytuł DMP i  MPPK w roku 2008.

Rok 2009 miał być przełomowy w ligowej rywalizacji. Jak podkreślał sam zawodnik, do sezonu przygotował się jak nigdy dotąd. Niestety sezonu Robert Kościecha nie zaliczy do udanych. Na początku sezonu wiodło mu się różne. Niestety, później wpisane już chyba w każdy sezon Kostka kontuzje, wybiły go z rytmu. Do tego wszystkiego doszła śmierć ojca. Można chyba powiedzieć, że był to najgorszy rok w karierze tego sympatycznego zawodnika. Sport przez duże "S" ma jednak to do siebie, że nie akceptuje przeciętności i po sezonie Kostek musiał poszukać sobie nowego pracodawcy.
Wybór padł ponownie na bydgoską Polonię, która przy niewielkim budżecie szukała zawodnika tzw. "drugiej linii", który stanowiłby uzupełnienie pary dla Andreasa Jonssona czy Emila Saifutdinowa. Kostek z powierzonej mu roli się wywiązał i choć Polonia, na skutek kontuzji liderów opuściła szeregi ekstraligowe, to w kilku spotkaniach toruński wychowanek pokazał, że wie na czym polega jazda po żużlowym owalu i był wyróżniającą się postacią.
Po sezonie zawodnik mocno rozważał pozostanie w Bydgoszczy, a jego dylematy nie wynikały z tego, że Polonia miała jeździć w niższej klasie rozgrywek, ale były efektem odejścia liderów zespołu, co skazywało bydgoszczan w kolejnych latach na pierwszoligową banicję. Ostatecznie zawodnik pozostał nad Brdą i jeszcze przed zakończeniem sezonu 2011, świętował awans drużyny z Gryfem na plastronie w ekstraligowe szeregi i w kolejnym roku ponownie ściga się na ekstraligowych torach. Jest silnym punktem bydgoskiego teamu, jednak pech w postaci kontuzji ponownie daje znać o sobie oto bowiem w meczu ligi czeskiej pomiędzy AMK ZP Pardubice i AK JAZ Servis Slany doszło do upadku Roberta, po którym został odwieziony do szpitala. Mechanik "Kostka", Tomasz Sulikowski tak opisywał to zdarzenie: Robert jechał na podwójnym prowadzeniu w parze z Adrianem Miedzińskim. Na wyjściu z drugiego łuku Lukas Dryml wszedł pod Kostka, doszło między nimi do kontaktu, wskutek czego Robert uderzył w bandę okalającą tor. Było to około dwóch metrów za zakończeniem dmuchanej bandy. Po przyjeździe przeszedł badania, które wykazały złamanie kości udowej lewej nogi w dwóch miejscach. Po kontakcie z lekarzem Roberta w Polsce podjęto decyzję o operacji w Czechach. Rehabilitacja zawodnika trwała blisko trzy miesiące, ale nie było komplikacji. Z końcem sezonu toruński wychowanek podtrzymał wcześniejsze deklaracje, że sezon 2013 również chce spędzić w bydgoskiej Polonii. Mam stały kontakt z Andrzejem Polkowskim, więc wiem, co dzieje się w klubie. Na konkretne rozmowy w sprawie nowego kontraktu trzeba jednak poczekać. Przede wszystkim nie jest znany regulamin rozgrywek ekstraligi. Tak nie powinno być w połowie października. Kluby i zawodnicy nie mogą czekać tak długo, by poznać zasady gry. W Bydgoszczy czuję się bardzo dobrze, mam blisko do domu, więc nie mam powodów, by szukać innej drużyny. Polonia będzie miała pierwszeństwo w kontraktowych rozmowach. Oczywiście, jeśli będę widziany w składzie zespołu na przyszły sezon. Niestety sezon zakończył się dla Polonii totalną klapą przede wszystkim finanowo-organizacyjną. Zadłużenie klubu znad Brdy spowodowało, że działacze musieli uciekać się do kredytów poręczanych przez miasto. Również sportowa dyspozycja Roberta pozostawiała wiele do życzenia i w tej sytuacji zawodnik zaczął ponownie rozglądać się za pracodawcą na sezon AD 2014. Pozostał jednak w Bydgoszczy i mimo całkiem niezłej postawy Kostka (27 średnia w pierwszej lidze - 1,736 pkt na bieg), Polonia z uwagi na problemy organizacyjne nie nawiązała do swoich dawnych sukcesów. Nie inaczej było w kolejnym sezonie. Kostek ponownie ścigał się nad Brdą, ale jego zespół choć awansował do fazy play-off zakończył sezon nie odgrywając większej roli w towarzystwie zespołów walczących o awans do ekstraligi.
Na finiszu rozgrywek dla Gryfów zatliła się iskierka nadziei. Oto bowiem borykający się z problemami organizacyjnymi i finansowymi klub został kupiony przez Władysława Golloba. Na tę decyzję żużlowe środowisko w Bydgoszczy, ale nie tylko, czekało od dłuższego czasu. Miasto Bydgoszcz dwa razy próbowało sprzedać akcje ŻKS Polonia Bydgoszcz SA, ale dopiero trzecia próba okazała się mieć pozytywne zakończenie. Nowy właściciel z miejsca przystąpił do rozmów z zawodnikami. Niestety "Kostek" nie należał do zawodników z którym nowy właściciel wiązał nadzieje na przyszłość i senior klanu Gollobów odstawił toruńskiego wychowanka od transferowego stołu jeszcze przed rozpoczęciem rozpoczęciem rozmów o kontraktach i Robert musiał szukać nowego pracodawcy.

Nikt nie był zdziwiony, że trzydziestoośmiolatek szybko znalazł nowego pracodawcę, ale wszyscy byli zaskoczeni, że ..... Kostek 21 grudnia 2015 roku zakończył karierę i został trenerem. O fakcie tym toruńscy fani oraz sympatycy zawodnika zostali poinformowani podczas konferencji prasowej na której oprócz nowego trenera zaprezentowano nowych zawodników KS GetWell Toruń na sezon 2016. Do obowiązków Roberta w Toruniu miało należeć prowadzenie młodzieży, ale były już zawodnik miał również pomagać menedżerowi Jackowi Gajewskiemu przy prowadzeniu pierwszego zespołu, jednak wszelkie decyzje w ustalaniu składu i w trakcie zawodów spoczywały na toruńskim menago.
Tak więc po dwudziestu latach kariery żużlowca Robert Kościecha rozpoczął nowy etap w swoim ukochanym sporcie. Oto co powiedział podczas wspomnianej konferencji prasowej: "Dwadzieścia lat zdecydowanie wystarczy. Już w ostatnich latach miałem ciężko. Po bardzo trudnej kontuzji uda trzy lata temu, ale po namowach jeszcze spróbowałem. Z roku na rok coraz bardziej się z tym męczyłem i gdzieś się wypaliłem sportowo. Sytuacja coraz bardziej mnie przerastała, a po tym wypadku Darcy'ego Warda, którego znam od młodych lat, uświadomiłem sobie, że trzeba w końcu zejść ze sceny. Sportowo osiągnąłem to, co miałem osiągnąć. Mam rodzinę i muszę szanować swoje zdrowie. Przede mną nowy rozdział. Jestem bardzo szczęśliwy, że dostałem tak dobrą propozycję, aby trenować toruńską młodzież i mogę pozostać przy żużlu w nieco innej roli. Chciałbym, aby nasza współpraca potrwała dłużej niż rok".
Przed ogłoszeniem nowej funkcji spekulowano, że Kościecha może zostać jeżdżącym trenerem, który wspierałby drużynę w przypadku ewentualnych kontuzji czy czerwonych kartek, ale sam zainteresowany oraz właściciel klubu zdementowali te pogłoski "Nie ma takiej opcji. Motocykle są już sprzedane, zostało mi jeszcze kilka silników do sprzedania, bus także jest wystawiony na sprzedaż. Bycie jeżdżącym trenerem nie miałoby sensu. Pozostali zawodnicy po dwóch miesiącach startów nie daliby mi żadnych szans. Ewentualny występ skończyłby się tym, że zostałbym wygwizdany. Aby uniknąć kompromitacji musiałbym ostro trenować, a to bardzo trudno byłoby pogodzić z równoczesnym trenowaniem juniorów. Poza tym jakby to miało wyglądać? Co tydzień miałbym się denerwować czemu nie jestem w składzie? Nie da rady w ten sposób".
W pierwszym roku pracy, "Kostka" czekało spore wyzwanie, bowiem toruńska szkółka żużlowa poza Pawłem Przedpełskim w ostatnich sezonach nie mogła doczekać się własnych wychowanków i efekty delikatnie mówiąc poprzedników Kościechy były przeciętne. Nowy trener zdawał sobie z tego sprawę i komentował: "Na pewno jest trochę nowych rzeczy, które "siedzą" mi w głowie. Przez dwadzieścia lat sporo się nauczyłem i widziałem różnych trenerów w różnych sytuacjach. Mam nadzieję, że kilka moich pomysłów zostanie wdrożonych i ci młodzi chłopcy będą zadowoleni z naszej współpracy. Pierwszego zespołu się nie tykam, ewentualnie będę mógł dawać swoje sugestie i pomagać w treningach. Jest sporo rzeczy do wprowadzenia, których nie widziałem jeszcze w parku maszyn".
Klub nie zamierzał jednak czekać na efekty nowo zatrudnionego trenera dlatego na sezon 2016 zakontraktował obiecującego Norberta Krakowiaka z Ostrowa, który podobnie jak toruńska szkółka miał być prowadzony przez Roberta.

Nowego szkoleniowca toruńskich juniorów komplementowała legenda klubu z Torunia Wojciech Żabiałowicz, który w jednym z wywiadów stwierdził, że u "Kostka" widać "błysk w oku". I słowa z ust ikony toruńskiego żużla dodawały byłemu juz zawodnikowi otuchy i oddał się pracy z jeszcze większym zapałem. Po roku pracy byłego zawodnika można powiedzieć, że Robert sprawdził się w nowej roli. Toruńscy młodzieżowcy poczynili wyraźne postępy, a Igor Kopeć-Sobczyński wprost wprawiał w zachwyt toruńskich fanów, a trener tak wypowiadał sie o swoich podopiecznych: "Cieszę się, że chłopaki z którymi trenuję chcą pracować, chcą się uczyć i być coraz lepsi. Mamy dobry kontakt. Mam nadzieję, że to się nie zepsuję i że będę miał szanse i czas na to żeby im pomóc. Teraz przyszedł do nas z Leszna Daniel Kaczmarek, chłopak, który jest indywidualnym mistrzem Polski. Poznaliśmy się jeszcze przed rokiem na zapleczu kadry. Wiem, że mam jego zaufanie na 100%, to ważne. Po każdych zawodach przychodzi, rozmawiamy i tak jest w każdym innym przypadku. Norbert Krakowiak z Gniezna, dwóch chłopaków z Torunia. Każdy z nich ma równe szanse i pewnie bym chciał żeby rodowitym torunianom szło najlepiej, ale wszystko zależy od nich i o tego jak mocno będą zmotywowani i jaką ciężką pracę wykonają żeby wywalczyć sobie dobrą pozycję w tym sporcie".

Z początkiem roku 2017 mimo, że zawodnik z toru zjechał prawie dwa lata wstecz, zdołał spełnić swoje ostatnie zawodnicze marzenie, a mianowicie wspólnie z klubem zorganizował swój pożegnalny benefis, którym oficjalnie pożegnał się z kibicami: "Karierę żużlową zakończyłem definitywnie jesienią 2015 roku. Dla mnie to decyzja nieodwracalna. To co miałem zrobić w tym sporcie to już zrobiłem. Zacząłem zupełnie nowy etap, w którym skupiam się przede wszystkim na pracy szkoleniowca. I żeby było jasne nie zakładałem, że tak właśnie będzie, bo wcześniej obiecałem sobie, że po zakończeniu kariery przynajmniej przez dwa lata będę odpoczywał od żużla. Telefon od Jacka Gajewskiego to zmienił. Znowu wszedłem do tego sportu, ale już w innej roli i odpowiada mi to. Jeśli będzie to możliwe chcę to robić tak długo jak się da i chcę to robić w Toruniu.
Moim marzeniem było też zorganizować pożegnanie z torem właśnie w Toruniu. Przed rokiem skoncentrowaliśmy się głównie na turnieju dla Darcego Warda. Nie było czasu, żeby zorganizować jeszcze dodatkowo takie wydarzenie. W tym roku też już prawie nie zdecydowałem się na to ale za namową Jacka Gajewskiego, ale też po rozmowie z Prezes Iloną Termińską i Przemysławem Termińskim doszliśmy do wniosku, że zorganizujemy takie pożegnanie właśnie teraz. Połączymy je z memoriałem Mariana Rose’go . Dla mnie to świetna okazja do pożegnania z kibicami, podziękowania im za wsparcie przez tych 20 lat na torze. To również szansa na podziękowania dla moich sponsorów i przyjaciół".
Po sezonie 2017 namacalnymi efektami pracy Kostka to dwójka licencjonowanych zawodników w osobach Mateusza Adamczewskiego i Aleksa Rydlewskiego. Należało jednak pamiętać, że pod jego czujnym okiem znaczne postępy poczynili zarówno Igor Kopeć-Sobczyński jak i Marcin Kościelski. Młodzieżowy trener doskonale rozumiał się młodymi zawodnikami, bowiem jeszcze niedawno był czynnym zawodnikiem i należał do młodego pokolenia trenerów. W przeszłości jako zawodnik Robert miał okazję podpatrywać pracę niejednego trenera czy menadżera, można było jednak odnieść wrażenie, że współpraca z Jackiem Gajewskim męczyła nie tylko zawodników, ale też otoczenie, w tym Kościechę, który mógł się czuć nieco zniewolony w decyzyjności. Nic więc dziwnego, że po objęciu pierwszego zespołu przez Jacka Frątczaka również z natury wesołego "Kostka" tchnęło nową jakość. W przyszłości współpraca z doświadczonym menadżerem o nieco podobnym usposobieniu może tylko pozytywnie wpłynąć na Roberta i oby w przyszłości to on podjął wyzwanie prowadzenia pierwszej drużyny Aniołów.

Prywatnie dla Roberta najważniejsza jest rodzina. Swoją dziewczynę Gosie poznał w szkole średniej, jednak wówczas nie zapadli sobie w pamięci. Kilka lat później los jednak zetknął ich ponownie i od wspólnych spotkań przy kawie i długich rozmów, stara znajomość przerodziła się w coś więcej  i jak oboje podkreślają ich związek jest tym na co czekali całe życie. Poza żużlem Kostka interesują wszystkie sporty. Lubi oglądać Redbull X - Fighters, wyścigi Moto GP, Formułę 1 oraz piłkę nożną na światowym poziomie. W przyszłości chciałby skoczyć ze spadochronem, jednak jak przyznaje trochę się boi i musi być przygotowany mentalnie do tego wyczynu. 
Kostka można było też oglądać na szklanym ekranie, kiedy to na zaproszenie wielu stacji telewizyjnych z elokwencją i charakterystycznym dla siebie żartem komentował zawody żużlowe w których startowali jego koledzy z toru.

Obok ligi polskiej, "Kostek" z powodzeniem bronił barw teamów:
    Rospiggarna, Piraterna
   
Kronjylland, Brovst
    AK Slany

Osiągnięcia

DMP

1995/2; 1996/2; 2001/1; 2006/3; 2007/2; 2008/1; 2009/2

MDMP

1998/4
DPP 1997/1; 1998/1; 1999/2
IMP 2000/8; 2003/16; 2004/4; 2005/7, 2008/8; 2010/8
MIMP 1998/7
MPPK 2000/4; 2004/3; 2006/2, 2007/4; 2008/1; 2010/3; 2011/5
MMPPK 1995/3; 1996/6
BK 1995/10
SK 1997/7; 1998/9
ZK 2001/12; 2004/11; 2006/5
IMŚJ 1998/11
IME 2006/13
MEP 2004/3; 2005/1
KPE 2009/2

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
1995 4 9 6 1 0,778 -
1996 3 5 4 0 0,800 -
1997 21 79 83 12 1,202 55
1998 18 80 107 20 1,588 42
1999 13 56 84 13 1,732 33
2000 20 95 135 19 1,621 28
2001 15 68 93 21 1,676 26
2007 8 40 65 5 1,750 nklas (1)
2008 18 83 122 32 1,855 20
2009 17 71 74 15 1,254 42




   



   

Zdjęcia kolorowe zostały nabyte
na stadionowym stoisku z pamiątkami
Zdjęcia czarno białe
pochodzą z internetowego wydania toruńskich  'Nowości"

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt