GOMÓLSKI Kacper (ginger)


Urodzony 2 marca 1993 w Gnieźnie.

Pochodzi z żużlowej rodziny, w której, Ojciec Jacek, jako pierwszy otwierał żużlowe salony swoim debiutem w 1984 roku w wieku 16 lat. W ślady seniora rodu poszedł również Adrian, starszy o sześć lat brat Kacpra. Wszyscy trzej dżentelmeni swoje kariery rozpoczynali w pierwszej stolicy Polski w miejscowym Starcie.
Prywatnie Kacper to niezwykle sympatyczny i energiczny "Rudzielec" z imponującymi tatuażami. W szkole nie należał do łatwych dzieci, bowiem wszędzie było go pełno. Jednym z jego szkolnych osiągnięć była wspólnie z kolegą, jazda w trakcie lekcji rowerem po szkolnych korytarzach i klasach. Z czasem jednak młody chłopak okrzepł i zrozumiał, że życie to nie tylko zabawa, ale również poważne traktowanie swojej przyszłości, dlatego postanowił zainwestować kolejne lata w speedway.

Starty na żużlowym owalu rozpoczął pod okiem Taty, a swoją żużlową maturę złożył dnia 1 kwietnia 2008, kiedy to pomyślnie zdał egzamin na certyfikat żużlowy, a było to na torze w Częstochowie. Po zdaniu licencji, już po kilku miesiącach wystąpił w finale Brązowego Kasku w Gdańsku, gdzie zajął bardzo dobre ósme miejsce. Był wówczas najmłodszym uczestnikiem w rywalizacji o Brązowy Kask. Tym doskonałym występem pokazał, że w przyszłości może wyrosnąć z niego sporek klasy zawodnik
W kolejnym sezonie Ginger oprócz walki w Brązowym Kasku awansował do finału MIMP, ale zawody te kompletnie mu nie wyszły i w indywidualnym młodzieżowym debiucie w w Lesznie zajął odległe czternaste miejsce. Jednak już w następnym w Toruniu był bardzo bliski zdobycia do złotego medalu, ale przeszkodził mu upadek na prowadzeniu i musiał zadowolić się trzecim miejscem.
Indywidualne osiągnięcia Kacpra szybko zostały dostrzeżone przez menadżerów polskiej reprezentacji młodzieżowej, którzy powołali go do szerokiej kadry narodowej juniorów. Młody zawodnik szybko odwdzięczył się i w roku 2010 został drużynowym mistrzem Europy w kategorii juniorskiej do lat 19.

Chcąc rozwijać swoje umiejętności Ginger po sezonie 2011 opuścił macierzysty klub zamieniając Orła na Jaskółkę i przeniósł się do ekstraligowej Unii Tarnów, gdzie przez trzy sezony stanowił bardzo silne ogniowo formacji młodzieżowej. W roku 2012 wystąpił również w rozgrywkach niższej ligi przywdziewając, jako gość plastron Orła Łódź.
Po sezonie, 2014 w którym z Unią kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa, by ostatecznie zadowolić się najniższym stopniem podium, zakończył wiek juniora i niestety nie mógł doczekać się na konkretną ofertę startów z jaskółką na plastronie w kolejnych latach. Dlatego postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i poszukać innego rozwiązania na kontynuowanie kariery. Tym sposobem trafił do Torunia, gdzie miał zastąpić na pozycji krajowego seniora polskiego multimedalistę Tomasza Golloba.
Kacper tak komentował swój angaż w toruńskim klubie: "będziemy mieli fajny zespół, ciekawe zestawienie. Jest to dużo ambitnych zawodników. Grisza Łaguta jest dla mnie jednym z najbardziej walczących żużlowców na świecie. Wątpię, żeby on kiedykolwiek odpuścił na torze. Dla mnie znaczenie z kim jeżdżę w drużynie. Poza tym z Gniezna do Torunia jest bardzo blisko, około 100 kilometrów. Na pewno będę tu częściej gościł, bo jednak te 500 kilometrów to było kawał drogi i dużo straconego czasu. A tu wystarczy godzinka i jestem na stadionie. Nie ukrywam, że był to rónież jeden z powodów, dla których wybrałem ofertę z Torunia. Te 1000 km w dwie strony do Tarnowa były nie tylko męczące. Jadąc samochodem myślałem sobie, ile tracę - w tym momencie mógłbym przecież trenować. A teraz, zwłaszcza przed sezonem, chciałbym często bywać na Motoarenie, żeby dopasować się do tego toru. Zamierzam naprawdę dużo jeździć, myślę, że u progu sezonu będę spędzał tu najwięcej czasu ze wszystkich zawodników. Muszę poznać każdy centymetr tego toru. Mam nadzieję, że podczas sezonu Motoarena będzie naszym atutem i rywale będą mieli problemy z tym, żeby optymalnie się dopasować".

W pierwszym roku seniorskiego ścigania Kacper, który osiągnął już wiele na krajowym podwórku młodzieżowym, a także pozostawił po sobie na płaszczyźnie młodzieżowej ślad w postaci medali w indywidualnych mistrzostw świata juniorów, miał kilka niezłych meczów, ale w niektórych meczach (zwłaszcza w Tarnowie) oczekiwano od niego znacznie więcej. Ze swoimi drużynami przeżywał istną huśtawkę nastrojów bowiem w Anglii wywalczył z Pool  mistrzostwo, a w Szwecji z Lejonen zajął ostatnie miejsce w lidze.
Zawodnik miał jednak już za sobą trudy przejścia na pozycję seniorską i w kolejnych sezonach mógł jechać tylko lepiej. Powinien jednak pomyśleć o przygotowaniu fizycznym i popracować nad swoją wagą, bowiem tendencja wśród najlepszych zawodników jest taka, że ten element przygotowania wpływa nie tylko na formę fizyczną, ale też psychiczną. Nie oznacza to, że Kacper był "grubasem", ale ma jak na żużlowca jego sylwetka, była nieco atletyczna. IMŚ AD 2015 Tai Woffinden stwierdził, że znacznie lepsze rezultaty zaczął osiągać w momencie, gdy zgubił kilka kilogramów. Dlatego również Kacper powinien zadbać o swoją masę, bowiem sylwetką przypomina gladiatora, a nie filigranowego żużlowca, który waży poniżej 70 kg.

Po sezonie "Ginger" szybko doszedł do porozumienia z toruńskimi działaczami i jako pierwszy podpisał kontrakt na sezon 2016 i tak komentował swoją decyzję: "Dziękuję zarządowi za zaufanie, bo miniony sezon nie był za dobry w moim wykonaniu. Jestem zmobilizowany, zrobiłem rachunek sumienia i zobowiązałem się do pewnych rzeczy zarządowi. Wierzę, że przyszły sezon będzie dla mnie lepszy. Będzie mi również łatwiej, ponieważ przez ten rok poznałem klub, kibiców i środowisko. Bardzo dziękuję za wszystkie pozytywne wiadomości od kibiców, którzy chcieli żebym został. Również podziękowania dla moich sponsorów i partnerów, którzy również chcieli, żebym nie ruszał się z Torunia. Wierzę, że przyszły rok będzie lepszy i po informacjach, kto ma dołączyć do zespołu cieszę się, że w teamie będą osoby, z którymi znam się z poprzednich klubów, bo atmosfera w drużynie to podstawa".
Zawodnik po wypowiedzianych słowach przeszedł do czynów i podporządkował wszystko temu, aby w kolejnym roku mocno zaznaczyć swoją pozycję w żużlowych protokołach. Zmieniona formuła treningowa, zebrane doświadczenie w pierwszym "seniorskim" sezonie oraz co najważniejsze towarzystwo doskonale znanych mu z tarnowskiej Unii zawodników w osobach Hancocka i Vaculika pozwalało mieć nadzieję, że Kacper ma wielkie szanse znaleźć się z pierwszej dwudziestce najskuteczniejszych jeźdźców ekstraligi. Dodatkowo dwudziestotrzylatek ograniczył liczbę startów w europie i oprócz Torunia związał się jeszcze kontraktem tylko ze szwedzką Dackarną Mailiia. Kluczowym jednak wydawał się okres przygotowawczy do nowego sezonu w którym Kacper dokonał krytycznej analizy i ustalił jakie popełnił błędy, co musi zrobić, żeby w sezonie 2016 być lepszym zawodnikiem. W analizie tej zawodnik sam stwierdził, że zbyt dużo waży i zimą schudł 8 kg. Pomogła mu w tym współpraca z Radosławem Smykiem - toruńskim kulturystą oraz zatrudnienie na wyłączność Łukasza Rolki, który pracował z triathlonistami. Niestety mimo tak wielu zmian w przygotowaniach do sezonu i widocznej poprawy sylwetki i motoryki na motocyklu, Kacper nie przełożył tych pozytywnych aspektów na wyniki i punkty w lidze polskiej. Kacper częściej zawodnił oczekiwania niż je spełniał. To powodowało, że GinGer strasznie przejmował się tym stanem rzeczy i spinał się na każdy bieg, chcąc za wszelką cenę udowodnić swoją wartość, a to nie było jego sprzymierzeńcem. Niestety przeciętne występy w rundzie zasadniczej stworzyły przekonanie w myśleniu toruńskiego menadżera, że zawodnik nawet jak prezentuje się dobrze na torze, należy go zmienić, bo kolejne biegi w wykonaniu Kacpra mogą być słabsze. Było to jednak błędne przekonanie, bowiem w fazie play-off zawodnik zainwestował w nowe rozwiązania sprzętowe, zdecydował się na jednego tunera i wydawało się, że mógł dać Aniołom coś więcej niż tylko dwa biegi w meczu.
W roku 2017 z uwagi na przejście do grona seniorów Pawła Przedpełskiego wiadomym było, że dla Kacpra zabraknie miejsca w drużynie Aniołów. Dlatego po sezonie gnieźnieński wychowanek musiał zastanowić się, co dalej. Był bowiem w takim momencie kariery, w którym mógł jeszcze wiele osiągnąć w sporcie żużlowym. A z całą pewnością stać go było na to, aby zostać solidną drugą linię w ekstralidze, a w pierwszej lidze mógłby aspirować do miana lidera zespołu. Ostatecznie GinGer zdecydował się przenieść do Wybrzeża Gdańsk. Stawiał bowiem na rozwój, który w jego ocenie jest możliwy w młodym, ambitnym zespole, który budował  się nad morzem. Sam zawodnik tak komentował swoją decyzję o startach na zapleczu ekstraligi: "Miałem trzy propozycje z Ekstraligi, a także z pierwszej ligi i oferty te były bardzo ciekawe pod względem finansowym. Po rozmowach z tatą i menadżerem, musiałem odpowiedzieć sobie jednak sam na wiele pytań. Żużel to przede wszystkim sport, a jest wiele przykładów, że zawodnicy patrzyli tylko na kwotę w kontrakcie. Ja chcę coś osiągnąć w tym sporcie i wierzę, że razem z Wybrzeżem to mi się uda. przeszedłem do Wybrzeża po to, by się odbudować jako sportowiec i wzmocnić swoją psychikę. Chcę być liderem zespołu. To jest moje założenie przed tym sezonem. Czuję, że Gdańsk to jest to miejsce. Ja tego potrzebuję. Wiem też jakie cele ma klub i uważam, że mogę mu pomóc".
I w słowach tych było sporo prawdy. Kacper z miejsca stał się krajowym liderem nadmorskiego teamu i wspólnie Oskarem Fajferem, doprowadzili gdański team do barażu o prawo startu w ekstralidze. Rywalem Wybrzeża był doskonale znany mu Get Well Toruń. To napędzało "GinGera" podwójnie i chciał udowodnić, że odstawienie go na boczny tor kosztem na innych zawodników było błędem. W pierwszym meczu na MotoArenie, zawodnik gromił swoich niedawnych kolegów z Torunia i walnie przyczynił się do zaledwie czteropunktowej porażki gdańszczan, co było nie  lada wyczynem po trzech ciężkich ciosach 1:5 w trzech pierwszych biegach. Nikła porażka przed rewanżem w Gdańsku w roli faworyta stawiała zespół pierwszoligowca pod wodzą Mirosława Kowalika. Niestety gdańszczanie zbyt szybko uwierzyli w sukces i przegrali również drugie spotkanie barażowe, ale Kacper stanął na wysokości zadania. Przegrany mecz w Gdańsku miał jednak swój dalszy ciąg, bowiem okazało się, że Kacprowi Gomólskiemu, jeden z sponsorów, który był jednocześnie związany z toruńskim klubem zaproponował mniej skuteczną jazdę, w zamian za kontrakt w toruńskim klubie i 100.000 zł. Gnieźnieński wychowanek nie przystał na propozycję korupcyjną i o wszystkim opowiedział gdańskiemu prezesowi, a ten złożył doniesienie do prokuratury, która wszczęła postępowanie i zatrzymała nieuczciwych sponsorów.
Sam zawodnik chcąc dowieść swej lojalności z miejsca rozpoczął negocjacje z gdańskim klubem na temat kontraktu na rok 2018, ale ostatecznie strony nie doszły do porozumienia i "Ginger" po kroku w tył, jakim były przenosiny do pierwszej ligi, chciał zrobić krok w przód i parafował umowę w ekstralidze, a wybrańcem okazał się zielonogórski Falubaz.
Niestety przenosiny do najwyższej klasy rozgrywkowej okazały się zbyt wysokim progiem dla GinGera, który odjechał bardzo nieudany sezon. Dwudziestopięciolatek wystąpił w zaledwie pięciu meczach, osiągając średnią biegopunktową na poziomie 1,111. Na nic zdawały się jego treningi na zielonogórskim obiekcie. Gomólski szukał, próbował wielu rozwiązań, ale nie był w stanie dorównać najlepszym. Słaby sezon wychowanka Startu Gniezno sprawił, że żaden z klubów Ekstraligi nie złożył mu oferty. Kacper zatem znów musiał zrobić krok w tył i zdecydował się na jazdę w niższej klasie rozgrywkowej i w sezonie 2019 powraca nad morze do gdańskiego Wybrzeża, gdzie miał zastąpić Oskara Fajfera. Początkowo wydawało się, że zawodnik wybierze ofertę macierzystego klubu z Gniezna, gdzie wspólnie ze wspomnianym Fajferem miał stanowić o sile polskiej formacji seniorów. Nic jednak z tych rozmów nie wyszło i z kontrakt wspólnie z Gomólskim parafował, prezes Zdunek. Było to trochę zaskakujące, bo po sezonie 2017 panowie rozstawali się w dość chłodnych relacjach, ale jak się okazało czas leczył nieporozumienia i nic nie stało na przeszkodzie, aby współpraca GinGer - Wybrzeże rozpoczęła się od nowa.
I była to współpraca całkiem owocna. Średnia 1,690 i dwudziesta piąta pozycja na liście najskuteczniejszych jeźdźców pierwszej ligi pozwalała sądzić, że zawodnik wraca na właściwe tory. Tym bardziej, że zawodnik oficjalnie mówił, że sezon w Falubazie Zielona Góra nadszarpnął jego finanse, a to odbiło się na wynikach w Gdańsku. Desperacja zawodnika w pozyskiwaniu środków na przygotowanie do sezonu była tak ogromna, że żużlowiec Zdunek Wybrzeża w grudniu założył na znanej platformie konto do zbierania środków na przegotowanie sprzętu. Pomysł dwudziestosześciolatka wywołał spore poruszenie w środowisku, ale zawodnik uzbierał ponad 13 tysięcy złotych i dzięki tej zbiórce miał zapas opon, tarczek sprzęgłowych i jeszcze kilka innych rzeczy, które przydały się na początku sezonu. Pieniądze otrzymane za kontrakt Kacper zainwestował w silniki, remonty i serwisy. To wszystko przełożyło się na wyniki i po sezonie GinGer nie krył, że w Gdańsku czuje się dobrze i długo nie zwlekał z podpisaniem kontraktu na rok 2020 i tak komentował swoją decyzję: "Tak naprawdę od długiego czasu wiedziałem, że zostaję w klubie. Dwa tygodnie po ostatnim meczu miałem spotkanie z prezesem i dogadałem się szybko. Klub chciał żebym został, ja podobnie, więc te kwestie mam już z głowy. Warunki, które otrzymałem są porównywalne do tegorocznych. Do tego mam w Gdańsku spore grono sponsorów, którzy pomogą mi w przygotowaniu do sezonu, więc teraz muszę odpowiednio rozplanować pieniądze, trafić z silnikami i na wiosnę trzymać gaz, by wszystko szło do przodu. Teraz mogę skupić się na przygotowaniach do sezonu. Wszystko trzeba na spokojnie rozplanować. Kwestie dotyczące jeżdżenia po klubach mam z głowy i teraz odpoczynek i spokojne przygotowania do nowego sezonu".

Niestety sezon 2020 dla GinGera podobnie jak dla wielu zawodników stanął pod znakiem zapytania. Powodem była pandemia wirusa Covid-19 powszechnie nazwanego koronawirusem, który na całym świecie zbierał śmiertelne żniwa. O tym jak poważna była sytuacja niech świadczy orędzie Premiera Mateusza Morawieckiego i wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego, który zaczął obowiązywać w nocy 14 na 15 marca i miał obowiązywać przez 10 dni, ale tak naprawdę obowiązywał do odwołania. Konsekwencją powyższej decyzji był komunikat, Głównej Komisji Sportu Żużlowego w którym poinformowano o zakazie organizacji zawodów treningowych (sparingów) oraz przeprowadzania zorganizowanych treningów na torach żużlowych początkowo do dnia 1 kwietnia 2020 r., a finalnie do odwołania. W tej sytuacji cały żużel zatrzymał się na 13 długich tygodni. W międzyczasie doszło do wielu nowych ustaleń regulaminowych, renegocjacji kontraktów. Ostatecznie sezon wystartował, ale nie był to dobry rok dla Kacpra. Wystąpił w 13 meczach swojej drużyny, 51 biegach, w których zdobył 80 pkt z bonusami i ze średnią 1,569 pkt/bieg był najsłabszym seniorem Wybrzeża, a w pierwszej lidze został sklasyfikowany na 31 pozycji. Po sezonie tak mówił o mijającym roku: " Ten rok był zwariowany, zerwane wiązadła krzyżowe w kolanie przed zimą, pandemia i opóźnienie sezonu. Następnie niepewność jak i czy wystartujemy. Mimo wszystko ruszyliśmy i za to chwała władzom ligi. Ja odjechałem beznadziejny sezon - nie będę ukrywał. Jechałem tragedię, byłem wolny, sam miałem problemu z wagą bo wiem, że ważyłem za dużo, na co miało wpływ wiele czynników m.in siłowe treningi w celu obudowania kolana mięśniami. Sprzętowo wiem, że byłem dobrze przygotowany. Jednak często byłem wolny, cholernie wolny. Ciągle nie wiem jak to się działo, że jeden bieg potrafię wygrać, dowieźć na 5:1, kolejny wystrzelić ze startu, a koledzy mijali mnie z trasy jak pachołek. Będę miał całą zimę na analizę przyczyn. Bardzo chciałbym podziękować Erykowi Jóźwiakowi, który pracował ze mną od dwóch lat. Przed meczem z Daugavpils Eryk poinformował mnie, że w przyszłym roku musi odpocząć od żużla i skupić się na innym zajęciu. Znając jego profesjonalizm wkładał całe serce i do ostatniego meczu robił wszystko, aby mój sprzęt miał odpowiednią prędkość i ustawienia, które pozwoliłyby zapunktować na odpowiednim poziomie. Za te dwa lata Eryk bardzo Ci dziękuję i życzę powodzenia w nowej branży, którą wybrałeś.  Dziękuję wszystkim moim sponsorom i kibicom, którzy byli ze mną w tym roku. Szkoda, że za tą wiarę i doping, nie mogłem odwdzięczyć się lepszymi wynikami
Wypowiadając te słowa Kacper jeszcze nie wiedział, że Eryk Jóźwiak nie rozstaje się z żużlem, a zostaje menadżerem Wybrzeża i nie widział w składzie miejsca dla Kacpra Gomólskiego na co zawodnik zareagował wpisem na portalu społeczeniościowym: "Przeczytałem właśnie, że nie będzie dla mnie miejsca w gdańskim klubie na sezon 2021. Decyzja zrozumiała, miniony sezon nie układał się po mojej myśli i zawiodłem przede wszystkim siebie, ale również działaczy. Mimo wszystko dziękuję za te trzy sezony w Wybrzeżu. Poznałem tu wielu przyjaciół i miło będę wspominał ten czas tutaj, zwłaszcza te dobre mecze i biegi. Szkoda, że nie mogłem dać więcej powodów do radości w sezonie 2020. Dziękuję kibicom, kolegom i mechanikom z drużyny, sponsorom i całemu klubowi. Życzę wam powodzenia w nadchodzącym sezonie i do zobaczenia!

Jak widać zawodnik zdawał sobie sprawę, że nie zachwycił i chciał na sezon 2021 zostać w pierwszej lidze. Problemem było jednak to, że żaden z klubów nie miał koncepcji drużyny z Kacprem Gomólskim w składzie. I gnieźnianin miał niemały problem, bo jedynym chętnym na jego usługi byli działacze Kolejarza Opole, ale Gomólski nie miał ochoty startować na trzecim szczeblu rozgrywek w Polsce i nosił się z zamiarem podpisania kontrakt warszawskiego w jakimś klubie, by walczyć o skład lub szukać swojej szansy na wiosnę. Sytuacja była jednak dynamiczna i pod koniec okresu transferowego Rybnik na konferencji ogłosił, że trenerem zespołu będzie Marek Cieślak, który u boku Rune Holty i Michaela Jepsena Jensena widział w drużynie miejsce dla Kacpra Gomólskiego. I tym sposobem gnieźnieński wychowanek po raz ósmy zmieniając barwy klubowe, został "Rekinem" i w wywiadzie dla "Sportowych Faktów" komentował: "Mimo beznadziejnego sezonu jakieś opcje miałem. Nie ma jednak co się oszukiwać, że nowe przepisy z zawodnikiem do lat 24 trochę utrudniły rynek zawodnikom. Pozostało mało pewnych miejsc, w wielu klubach trzeba by było podjąć rękawicę walki o skład, na co byłem gotowy. Tak naprawdę ja czekałem do samego końca na podpisanie kontraktu, bo nie wiedziałem, ku której opcji się skłaniać. Moim zdaniem było warto, bo sytuacja na rynku sprawiła, że trafiłem do Rybnika i bardzo się cieszę z tego powodu. Czasami cierpliwość popłaca, a ja jestem tego dobrym przykładem. Poza tym do zespołu przyciągnęła mnie osoba Marka Cieślaka. Myślę, że bardzo dobrze dogadywaliśmy się, gdy współpracowaliśmy w Tarnowie. Czuję, że trener ma na mnie dobry wpływ i to był główny powód podpisania kontraktu w Rybniku".

Niestety o ile początek miał bardzo dobry, to ile im bliżej było końca sezonu, tym jego forma była coraz gorsza. Czarę goryczy przelały mecze półfinałowe z Ostrovią Ostrów Wielkopolski. Dwudziestoośmiolatek w dwumeczu zdobył zaledwie cztery "oczka", ale w całym sezonie wykręcił jednak średnią 1,811 pkt/bieg co sklasyfikowało go na 27 pozycji i pozornie było to niezłym wynikiem, ale zarówno zawodnik jak i rybniccy działacze czuli niedosyt. Dlatego z perspektywy całego sezonu można powiedzieć, że zawodnik zrobił krok w tył w swojej karierze, bo po latach spędzonych w Ekstralidze i pierwszej lidze można było oczekiwać znacznie więcej. Kacper zdawał sobie z tego doskonale sprawę i choć miał oferty pierwszoligowe postanowił skorzystać w sezonie 2022 z propozycji PSŻ-u Poznań, który zbudował drużynę, mająca walczyć o awans do grona pierwszoligowców, a gnieźnieński wychowanek wespół z Aleksandrem Łoktajewem miał być liderem zespołu. W stolicy Wielkopolski, Gomólski chciał się odbudować i jak najszybciej wrócić do pierwszej ligi, ale w wyborze dużą rolę odegrały też kwestie logistyczne, bowiem GinGer ze stadionu w Poznaniu do swojego domu miał zaledwie 50 kilometrów: "Dziękuję trenerowi Cieślakowi za zaufanie i angaż w drużynie, starałem się spłacić, to najlepiej jak mogłem i na tyle ile mogłem się przygotować. W ciężkich chwilach, po odejściu taty było przy mnie wielu kibiców i przyjaciół, starałem się oddać jak najlepszy wynik i wiem, że moje punkty dały drużynie sporo. Szkoda, że był moment, w którym się pogubiłem i niestety zostałem z tym wszystkim trochę sam. Mimo wszystko będę ten czas wspominał dobrze, wykręciłem średnią ponad 1,8, co było najlepszym wynikiem od kilku sezonów i wiem, że dalej stać mnie na solidne punktowanie w 1 lidze. Szkoda i ja sam żałuję moich ostatnich meczów, bo bardzo chciałem pomóc Rybnikowi walczyć o coś więcej. Po sezonie wydawało mi się, że naturalną koleją rzeczy są rozmowy z klubem, w którym się jeździło. W przypadku prezesa Mrozka takich rozmów nie było, ale to jego problem. W Rybniku zbudowano praktycznie nowy zespół, ale to nie moja sprawa. Ja gdy Jakub Kozaczyk (sponsor i działacz PSŻ-u ) przedstawił mi kadrę PSŻ wiedziałem, że warto podpisać kontrakt w Poznaniu. Na papierze wygląda wszystko dobrze, ale będziemy musieli przelać to na tor. Tak naprawdę PSŻ ma takich zawodników, którzy mogą spokojnie się ścigać w pierwszej lidze i każdy chce do niej wrócić. Wiem, że oczekiwania w związku z tym będą spore, ale lubię jeździć pod presją. Najważniejszy będzie pierwszy bieg sezonu. Później wszystko "puszcza", a ja będę się starać robić dwucyfrówki. Chciałbym, aby moja jazda cieszyła kibiców, sponsorów, zarząd i na końcu mnie. Dodatkowo Do Poznania mam blisko i w każdej chwili będę mógł przyjechać na trening. Na miejscu jest toromistrz i mam zapewnienie, że jeśli tylko będę chciał trenować i sprawdzać sprzęt to będę mógł to robić. Będę chciał jeździć jak najwięcej, tak aby Poznań stał się moim domem".
Co ciekawe Kacper po podpisaniu kontraktu nie wiedział kto będzie trenerem zespołu. Dowiedział się o tym kilka dni później i okazało się, że jego trenerem będzie jego o 6 lat starszy brat – Adrian: "Trzeba rozgraniczyć życie zawodowe i prywatne. Mam nadzieję, że swoją postawą zapracuje sobie na miejsce w składzie i trener mnie doceni".

Czy zawodnik odbuduje swoją formę i będzie jednym z liderów PSŻ-u pod okiem brata trenera ? Czas pokaże! GinGer ma na pewno wszystkie atuty w swoich rękach i motocyklach, aby tak się stało.

Poza ligą polską zawodnik startował w
   
MSC Diedenbergen,
       
Lejonen Gislaved, Dackarna Malilla.
            Peterborough Panthers, Pool Pirates,

Jego sportowymi idolami są Greg Hancock i Jason Crump natomiast, jako swój życiowy autorytet stawia Jana Pawła II.

Kacper prywatnie nie zdradza swoich marzeń, tylko je realizuje, ale swoją przyszłość wiąże z żużlem i ma nadzieję chłonąć z tego sportu to, co najlepsze by później przekazać to swoim synom, bowiem nie ma wątpliwości, że jego latorośle zostaną żużlowcami.

Osiągnięcia

DMP

2012/1; 2013/3; 2014/3; 2016/2

MDMP

2010/6; 2011/2; 2012/1; 2013/2; 2014/7
IMP 2014/10; 2016/14; 2017/R; 2019/14
MIMP 2009/14; 2010/3; 2012/5; 2013/4; 2014/5
MPPK 2013/1; 2014/3
MMPPK 2012/1; 2013/6; 2014/2
BK 2008/8; 2009/11; 2010/5; 2012/3
SK 2011/7; 2012/7; 2013/5; 2014/8
ZK 2017/8; 2019/16
IMŚJ 2011/15; 2012/23; 2013/3; 2014/2
DMŚJ 2014/1
IME 2015/27R; 2017/13
MEP 2016/4
IMEJ 2009/R; 2010/13; 2012/9
DMEJ 2010/1; 2012/1

Kluby w lidze polskiej
2009-
-2001
2012-
-2014
2012 2015-
-2016
2017 2018 2019-
-2020
2021 2022

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
2015 17 70 72 17 1,271 41
2016 17 56 54 15 1,232 42

  

  

 

 

 

 

  

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt