WALASEK Grzegorz
pozyskany z Zielonej Góry


Urodzony 29 sierpnia 1976 r. w Krośnie Odrzańskim.

Spory wpływ na wybór zawodu żużlowca przez Grzegorza miał jego ojciec, który był kierowcą w Falubazie i woził zawodnik na zgrupowania. Senior rodu znał zatem żużel od kuchni i choć nie zachęcał syna, to jednak ułatwił podjęcie decyzji o zapisaniu się do szkółki. Grzegorz wiedział jednak co to motocykle i od najmłodszych lat z nimi obcował. Pochodzi bowiem z tej samej miejscowości, co Jarosław Szymkowiak, który przez wiele lat ścigał się dla Falubazu Zielona Góra. Popołudniami starszy kolega małego Grześka, trenował na motocrossie w okolicznych lasach i młody chłopak zaraził się warkotem motocykla. Obserwował, podpytywał z bliska jak wygląda praca żużlowca i tak zaczęła się przygoda z motocyklami.
Nic więc dziwnego, że żużlowa kariera zawodnika potoczyła się w pewnym momencie bardzo szybko. Pewnych wakacji pojechałem bowiem na obóz motocrossowy do Gubina. Zobaczyłem jak wygląda sport od podszewki i krótko po tym zapisał się do szkółki wspólnie z czterdziestoma innymi chłopakami. I choć nie miał wcześniej styczności z motocyklem żużlowym treningi rozpoczął niemal z marszu i z całej rzeczy adeptów żużla wytrwał tylko On.

Po latach tak wspomina swoje żużlowe początki: "czułem satysfakcję z jazdy na motocyklu. Chodziłem na treningi systematycznie, a do Zielonej Góry musiałem dojeżdżać z innej miejscowości. Pociągiem wyjeżdżałem o 5 rano, a wracałem o 22 lub 23 wieczorem. To nie było łatwe. Ale ja mimo to chciałem jeździć. Na nabór przyszło 40 osób, ale ta selekcja trwała dość szybko. Ktoś na przykład miał kolczyk lub dłuższe włosy. Teraz taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Przychodzi 5 lub 10 chłopaków przez cały sezon. Inaczej wyglądały też treningi. Zdarzały się takie zajęcia, na których w ogóle nie wyjeżdżałem na tor. Motocykli było o wiele mniej, niż chętnych. Do licencji przystąpiło już tylko pięciu chłopaków, a z tej całej grupy zostałem już tylko ja."

Żużlowe starty rozpoczynała w w Zielonej Górze, gdzie startował w latach 1993-99. Niestety zaczynając żużlową przygodę trafił na końcówkę okresu Morawskiego. W klubie nie było wówczas hossy finansowej i brakowało podstawowych rzeczy. Treningi odbywały się bardzo nieregularnie, a do tego w klubie pracowało kilku nieodpowiednich ludzi i młody zawodnik dwukrotnie chciał zrezygnować z uprawiania żużla, ale przetrzymałem i w kolejnych latach był podporą wielu zespołów w których dane mu było startować.
W roku 2000 przenosi się do Częstochowy, gdzie przez sześć lat startuje z lwem na plastronie. To właśnie w klubie spod Jasnej Góry odniósł jak do tej pory największe swoje sukcesy: został w 2004 roku Indywidualnym Mistrzem Polski, zdobył 3 medale Drużynowych Mistrzostw Polski oraz wywalczył z reprezentacją Polski Drużynowe Mistrzostwo Świata. W 2006 roku powrócił do macierzystego klubu z Zielonej Góry, który akurat walczył o powrót do Ekstraligi. Został kapitanem oraz największą gwiazdą drużyny. Udany sezon przypieczętował srebrnym medalem Indywidualnych Mistrzostw Europy. W 2007 roku po raz pierwszy w karierze wygrał zawody o Złoty Kask. W kolejnych latach choć był podporą drużyny nie zawsze był "ulubieńcem" działaczy. Dlatego w roku 2010 trafia do Bydgoszczy. Mimo spadku Polonistów do niższej ligi solidarnie bierze odpowiedzialność za wynik zespołu i zostaje nad Brdą na kolejny sezon. Jednak w związku z problemami finansowo organizacyjnymi Polonistów, przenosi się na Podkarpacie i w latach 2012-2013 jest podporą Stali Rzeszów. Reorganizacja ligi i ograniczenie liczby zespołów w najwyższej lidze, spowodowała, że "Żurawie" musiały opuścić ekstraligowe szeregi, a zawodnik poszukał przystani w doskonale znanym mu klubie z Częstochowy. Z Rzeszowa trafił jednak pod Jasną Górę na zasadzie wypożyczenia. Pierwotnie Walasek miał rozwiązać kontrakt z podkarpackim zespołem i podpisać nową umowę we Włókniarzu, jednak zabrało na to czasu w okresie transferowym. W związku oba kluby zdecydowały się na wypożyczenie. Sezon w wykonaniu zawodnika był średni, ale 29 czerwca 2014 roku przekroczył próg 2000 punktów zdobytych w trakcie kariery w rozgrywkach najwyższej polskiej ligi żużlowej. Niestety w trakcie sezonu okazało się, że trzeci klub, do którego zawitał zielonogórski wychowanek popadł w kłopoty finansowe i w pewnym momencie zawodnik nawet odmówił startów twierdząc, że doskwierają mu wcześniejsze urazy barku. W efekcie, czego po sezonie 2014 powraca do macierzy i ponownie zdobywa punkty dla Falubazu. Klub wybrał nie przypadkowo, bowiem po ciężkim sezonie chciał się odbudować w zespole poukładanym organizacyjnie i finansowo. Niestety porządek w klubie z grodu Bachusa był pozorny i po sezonie klub z Myszką Mickey okazał się być niemal bankrutem. Ponadto w 2015 r. na zawodnika spadła plaga kontuzji. Złamane kości kciuka, nadgarstka, pęknięty obojczyk... los naprawdę nie był dla niego łaskawy. Aż doszło do tego, że, gdy zawodnik już wyzdrowiał, przestał punktować, stracił miejsce w meczowym składzie. Po sezonie zadłużony Falubaz udało się przeprowadzić działaczom przez proces licencyjny, ale zawodnik nie godził się na obniżenie kontraktu, a przy tym trafnie wyczuł, że w drużynie zabraknie dla niego miejsca. Falubaz postawił, bowiem na międzynarodowe towarzystwo. Zakontraktował trzech nowych zagranicznych seniorów, wśród których znalazł się Duńczyk Kenni Larsen, Australijczyk Jason Doyle oraz Ukrainiec Andriej Karpov i dla rutyniarza Walaska zabrakło miejsca. Trzydziestodziewięcioletni wychowanek Falubazu nie czuł żadnego żalu czy pretensji, dlatego zaczął szukać nowego pracodawcy.
Ofertę startów złożył Walaskowi prezes Witold Skrzydlewski, budujący systematycznie i z wielką rozwagą żużlową potęgę w Łodzi. Choć obaj gentelmani byli po słowie zawodnik zdecydował się podpisać tzw. kontrakt warszawski w Toruniu. Kontrakt ten nie gwarantował startów, ale zawodnik mógł cały czas skorzystać z wypożyczenia do innego klubu, ale też nie zamykał mu drogi do piekielnie mocnej kadry Aniołów, tym bardziej, że Senator Termiński widział dla zawodnika miejsce w swojej drużynie i tak komentował jego kontrakt: "w klubie z Torunia wszyscy zdają sobie sprawę, że kontuzje to nieodłączny element czarnego sportu. W związku z tym kadra zespołu walczącego o złoty medal musi być szeroka. Jednym z rozwiązań jest Grzegorz Walasek, który dołączy do zespołu w roli rezerwowego i wskoczy do składu w przypadku kontuzji któregoś z podstawowych zawodników. Grzegorz nie otrzymał pieniędzy na przygotowanie do sezony, ale zaproponowaliśmy mu wysoką tzw. "punktówkę". Ustalamy jednak szczegóły i aby dać sobie czas na negocjacje podpisaliśmy kontrakt "warszawski". Jeśli zawodnik uzna, że otrzymał lepszą ofertę nie będziemy robili przeszkód, aby mógł startować w ramach wypożyczenia w innym klubie."

Ostatecznie zielonogórski wychowanek nie doszedł do finansowego porozumienia z właścicielem toruńskiego klubu i został wypożyczony na zaplecze ekstraligi zasilając szeregi Wandy Kraków, która borykała się z nierówną postawą formacji seniorskiej. Zespół spod Wawelu typowany na faworyta ligi, w trzech rozegranych spotkaniach w sezonie 2016 zdobył zaledwie dwa punkty. Szczególnie bolesna okazała się porażka na własnym torze z Lokomotivem Daugavpils. Sztab szkoleniowy Wandy stwierdził, że niezbędne są wzmocnienia. Menedżer Get Well Toruń, z uwagi na słaby początek sezonu w wykonaniu Kacpra Gomólskiego, próbował namawiać Walaska na starty w Toruniu. Ten jednak nie chciał dłużej czekać i zdecydował się na inne rozwiązanie, a Jacek Gajewski tak komentował prowadzone negocjacje "Namawiałem Grzegorza, żeby się jeszcze wstrzymał i poczekał. Jednak nic na siłę. Niewiele byłem w stanie zrobić. Musiałem uszanować jego decyzję. Ciężko było mi go ocenić. Przestał jeździć w Anglii. Odjechał kilka treningów w Polsce. W Toruniu się za bardzo ostatnio nie pokazywał. Miał zamiar być w czwartek i piątek na treningu, ale doszedł do wniosku, że wybiera Kraków. Być może wynikało to z tego, że Wanda ma w czwartek zaległy mecz i była szansa, żeby w nim pojechał. Trudno było mi powiedzieć, w jakiej jest dyspozycji. Jeździł naprawdę mało, a opinie na podstawie treningów bywają złudne".  Słowa Jacka Gajewskiego okazały się trafne bowiem w środę 27 kwietnia parafował kontrakt przynależności do drużyny krakowskiej, a dzień później starował już w ligowej potyczce ze Stalą Rzeszów i choć nowy zespół Indywidualnego mistrza Polski z 2004 roku spotkanie przegrał, były mistrz zaprezentował się z jak najlepszej strony zdobywając 11 pkt. i był najskuteczniejszym zawodnikiem meczu. Skuteczność tę zawodnik utrzymał w trakcie całego sezonu, niejednokrotnie ratując swój zespół przed porażką. W trakcie sezonu pojawiły się jednak u Grzegorza wątpliwości czy żużel jeszcze go bawi? Na szczęście przetrzymał mentalny kryzys i w końcówce sezonu znowu cieszył kibiców swoją jazdą.
Po sezonie nie chciał jednak startować na zapleczu ekstraligi i po negocjacjach z kilkoma klubami ostatecznie ponownie trafił do Torunia. Dla wielu osób podpisanie przez Get Well Toruń kontraktu z Grzegorzem Walaskiem było dużym zaskoczeniem. W okresie transferowym sprawy przybrały nieoczekiwany bieg, bowiem teoretycznie "dogadany" z klubem Vaculik opuścił klub i Get Well postanowił, że to Walasek zastąpi Słowaka. Nie była to oczywiście jedyna opcja, bo alternatywnie w kadrze Aniołów pojawili się także Michael Jepsen Jensen i Jack Holder, ale menedżer Jacek Gajewski nie ukrywał, że duże nadzieje wiąże z doświadczonym Polakiem: "Walasek podjął chyba w tym roku złą decyzję odchodząc do Krakowa. Wydaje mi się, że gdyby się wstrzymał, to pewnie wywalczyłby sobie miejsce w składzie naszego zespołu. Mógł nawet startować w większości spotkań. Rozmawiałem z nim bardzo dużo. Grzegorz po rocznej przygodzie w pierwszej lidze chyba przekonał się, że to nie jest dla niego najlepsze miejsce. On w tej chwili wie, że rok 2017 zdecyduje o tym, czy będzie nadal jeździć na żużlu. To wcale nie jest zawodnik wypalony. Ma ogromne doświadczenie i spore umiejętności. Widzę, jak buduje swoje przygotowania. Chodzi zarówno o sprzęt, jak i jego formę fizyczną. Bardzo poważnie zaczyna wyglądać również jego team. Uważam, że to może być dla niego dobry albo i nawet bardzo dobry sezon. Jeśli tak się nie stanie, to może zrobić to, co po cichu deklarował".
Warto w tym miejscu podkreślić, że w ostatnich latach Walaskowi brakowało stabilizacji finansowej. Zawodnik często dokonywał złych wyborów i później musiał martwić się o regularne wypłaty. W Toruniu miał jednak odzyskać w tej kwestii spokój. I odzyskał!!!
Człowiek spokoju i opanowania, zawodnik z ćwierćwiecznym doświadczeniem podjął żużlową rywalizację i choć nie była to rywalizacja na miarę jego najlepszych mistrzowskich lat to okazał się bardzo ważnym ogniwem w Anielskim teamie. Ogniwem na tyle ważnym, że po sezonie wielu mówiło, że Get Well Toruń właśnie dzięki Walaskowi nie zaznał pierwszej w historii goryczy porażki do niższej klasy rozgrywkowej. Cały sezon czekał na swoją szansę. Owszem można było od Grzegorza oczekiwać więcej, tym bardziej, że w meczach w Zielonej Górze i Rybniku (zdobył odpowiednio 10 i 9 punktów) potrafił pojechać jak za dawnych lat. Niestety miewał też katastrofalne występy jak te we Wrocławiu czy Częstochowie. Wychowanek Falubazu na pewno nie zapomniał jak jeździ się na żużlu, ale aby zbudować formę potrzebował jazdy i zaufania. Znalazł to w końcówce sezonu, gdy do zespołu dołączył w roli menadżera Jacek Frątczak oraz na skutek nieszczęścia kontuzjowanych kolegów.
Niestety dla Grzegorza działacze toruńscy, postanowili jednak zbudować skład na mistrza i ... w koncepcji decydentów zabrakło miejsca dla zielonogórskiego wychowanka. A szkoda, bowiem budowa składu w oparciu o armię zaciężną nie zawsze się sprawdzała, a doskonały rezerwowy byłby niezłym zabezpieczeniem na wypadek słabszej postawy innych zawodników czy kontuzji, których przecież w sporcie żużlowym nie brakowało. Pytanie tylko czy zawodnik, który w przeszłości był mistrzem Polski w kategorii juniorów i seniorów, godzi się na rolę rezerwowego, czy może chce jeszcze w żużlu osiągnąć coś więcej niż tylko średni poziom ligowy.

Warto też podkreślić, że w swojej dotychczasowej karierze Grzegorz Walsek walczył o tytuł championa globu w cyklu Grand Prix. W 2001 roku jako drugi rezerwowy cyklu miał okazję do startów w czterech z sześciu turniejów. Uzyskane przez niego 16 miejsce było podstawą do przyznaniu mu stałej dzikiej karty na Grand Prix 2002. Sezon ten zakończył jednak na 21 pozycji i wypadł z cyklu. Ponownie w Grand Prix w programie zawodów nazwisko Grzegorz Walasek można było zobaczyć podczas GP Europy 2004, kiedy to otrzymał dziką kartę. Zajął wówczas 6 pozycję i w klasyfikacji generalnej został sklasyfikowany na 23 miejscu (wraz z Nielsem Kristianem Iversenem i Kennethem Bjerre był najwyżej sklasyfikowanym żużlowcem z dziką kartą). Jednak cztery lata później 14 września 2008, zajmując drugie miejsce podczas GP Challenge z dorobkiem 12+2 punktów, awansował do Grand Prix 2009. Niestety i ten pobyt wśród najlepszych żużlowców globu zakończył się dla zawodnika po roku, ale zebrał cenne doświadczenie, które przełożyło się na starty ligowe.
Oprócz indywidualnych występów na arenie międzynarodowej zawodnik był podporą reprezentacji Polski z którą dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu światowego podium.

Prywatnie "Gregan" słucha polskiego rocka. Jego ulubione zespoły to Dżem ze swoim "Wehikułem Czasu", ale lubi też Kobranockę. Kapela Ryśka Riedla trochę przypadkiem stała się jego ulubionym zespołem. A stało się to w czasie kontuzji biodra, której nabawił się w Anglii. W owym czasie zawodnik nie specjalnie znał język angielski i leżąc w szpitalu nie miał z kim rozmawiać, ale posiadał jedną polską płytę Dżemu i przez kilka kolejnych dni słuchał jej na okrągło i tak już zostało.
Grzegorz po zawodach lubi też zrelaksować się nad wodą, bowiem już za młodych lat chodził nad Odrę powędkować. Sam jednak swoje wędkarskie zapędy określa jako spędzenie czasu nad wodą, niż wędkowanie, bowiem nie mam w tym aspekcie większych dokonań. Z wędkowaniem wiąże się też przygoda, bowiem pewnego razu Grzegorz zabrał na ryby kolegę z Rzeszowa, chciał mu pokazać, jakie ryby regionie zielonogórskim można złowić. Połów trwał niecałe 15 minut, bowiem przyjechała straż i okazało się, że panowie mają jedną wędkę za dużo i zostali potraktowani jak kłusownicy. Nie pomogło nawet to, że co panowie strażnicy rozpoznali żużlowa i regulamin połowów okazał się ważniejszy i wszystkie wędki Grzegorz musiał odbierać w siedzibie związku wędkarskiego.
30 lipca 2007 prezydent Lech Kaczyński za osiągnięcia w polskim sporcie żużlowym odznaczył Walaska Złotym Krzyżem Zasługi.

Poza ligą polską startował również w klubach:
   
Poole Pirates, Arena Essex Hammers
   
Team Svelux Malilla, Lejonen Gislaved, Kaparna Göteborg, Piraterna Motala, Indianerna Kumla, Hammarby Sztokholm; Rospiggarna Halstavik
    Outrup, Holsted, Munkebo, Ejberg, Slangerup, Grinsted Speedway Club,
    Turbina Bałakowo
    PK Plzen, PDK Mseno, Olymp Praga
    MSC Diederbergen, NOrdstern Stralsund, Wolfshalke Falubaz Berlin
    Olimpia Terenzano, Hellas Verona

Osiągnięcia

DMP

2003/1; 2004/3; 2005/3; 2008/3; 2009/1

MDMP

1993/4
IMP 2000/16; 2001/14; 2004/1; 2005/9; 2007/8; 2008/3; 2009/4; 2011/4; 2013/8
MIMP 1994/R; 1996/7; 1997/1
MPPK 1994/5; 1999/4; 2001/3; 2002/3; 2003/7; 2004/7; 20008/3; 2009/1; 2010/3; 2011/5; 2012/4; 2017/5
MMPPK 1994/7; 1997/5
BK 1995/3
SK 1995/R; 1994/4; 1997/3
ZK 1997/14; 2000/R; 2003/9; 2004/3; 2005/6; 2006/7; 2007/1; 2008/10; 2011/6; 2012/9; 2014/3
IMŚ GP 2001/R; 2002/21; 2004/DK; 2009/13
IMŚJ 1996/15; 1997/10
DPŚ 2002/4; 2005/1; 2007/1; 2008/2
IME 2006/2
KPE 2004/1(rep. klub z Częstochowy); 2009/1(rep. klub z Równe); 2010/1(rep. klub z Bałakowa);

Kluby w lidze polskiej
 
1993-
-1999
2000-
-2005
2006-
2009
2010-
-2011
2012-
-2013
2014 2015 2016 2017-
-2018
 

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2017
(RZ+Brż)
10
(12)
42
(52)
51
(74)
11
(11)
1,476
(1,635)
39
po rundzie zasadniczej

Biografia powstała na podstawie
wikipedia
portalu: sportowefakty.pl
książek: Żużlowe ABC

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt