DOYLE Jason
Australia


Ten Australijski żużlowiec, urodzony 6 października 1985 Newcastle, New South Wales, nazywany przez przyjaciół „Doyley”, przez wiele lat był w cieniu bardziej utalentowanych kolegów.
Doyley to jednak pracuś, który nie lubi blasku sławy, za to uwielbia rozmowę na rozmaite tematy. Zaciska zęby, gdy upada, choć ból po upadku jest potworny. Nie zrzędzi, kiedy przychodzi mu spać w spartańskich warunkach. Jak twierdzi wciąż uczy się żużla.

"Doyley" późno rozpoczął prawdziwą jazdę na żużlu. Australijczyk poświęcał się baseballowi, z którym wiązał swoją przyszłość. Kontuzja zmusiła go do zmiany planów i Jason Doyle zdecydował się na zawodowe uprawianie czarnego sportu. Jako 19-latek Australijczyk przeniósł się z Antypodów na Wyspy Brytyjskie, gdzie szlifował swoje żużlowe umiejętności. W okresie międzysezonowym urodzony w Newcastle zawodnik zarabiał pieniądze, by móc uprawiać drogi sport.
Oto jak po latach wspomina początki swojej kariery: "tak naprawdę zacząłem się ścigać jako trzylatek i radziłem sobie całkiem fajnie, byłem jednym z lepszych dzieciaków. Z dyscypliną miałem kontakt od najmłodszych lat, bo na żużlu ścigał się również mój tata, Kevin. Głównie w Australii, choć próbował też swoich sił w Oxfordzie, gdzie jednak nie udało mu się zakotwiczyć na dłużej i został wylany z roboty. Dzięki niemu miałem jednak kontakt z motorsportem od małego, próbowałem go naśladować, by dać sobie szansę. Przestałem jednak się ścigać w wieku 10 lat i zacząłem grać w baseball, co trwało do 17. roku życia. Nawet podpisałem wtedy kontrakt na wyjazd do Stanów Zjednoczonych i liczyłem, że podążę tą ścieżką kariery. Problem w tym, że doznałem kontuzji, a z dyslokacją barku nie miałem czego szukać w baseballu. Więc wróciłem do speedwaya. Latami zmagałem się z tym barkiem, ale po operacji jest trochę lepiej".

Jako profesjonalny żużlowiec, na europejskich torach debiutował w marcu 2005 startując w lidze angielskiej, w barwach Isle of Wight Islanders. Rok później zapisał na swoim koncie indywidualny sukces w postaci brązowego medalu Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Australii. Do Polski trafił w roku 2008, kiedy to odkryli go działacze z Rawicza, ale po sezonie nie znalazł się chętny na jego usługi. W roku 2010 pojawia się jednak ponownie na torach polslkich w plastronie gnieźnieńskiego Startu, ale w kolejnym roku ściga się już dla Polonii Piła, a w sezonie 2012 roku przywdziewa plastron z rybnickim rekinem. Warto podkreślić, że zmiana klubów w Polsce nie była poszukowaniem lepszego kontraktu, ale przede wszystkim startów, których zawodnik szukał niemal wszędzie. W latach 2010/2011 w zimowym oknie transferowym Jason był bardzo zdeterminowany, aby podpisać kontrakt na Wyspach Brytyjskich. Niestety, brakowało chętnych, aby zatrudnić Doyle’a. Zawodnik był w lekkim szoku, bo po bardzo udanym sezonie 2010, odlatywał do Australii w szampańskim nastroju. Świetnie ścigał się dla Poole Pirates, zdobył z Piratami Knockout Cup, ocierał łzy po wicemistrzostwie Elite League, miał wysoką średnią, był uwielbiany przez kibiców z hrabstwa Dorset. „Mogło być jeszcze lepiej, ale nie wszyscy promotorzy płacą na czas. Niektórzy w ogóle nie regulują zobowiązań. W Gnieźnie nie mogłem doczekać się wypłaty. Trochę ścigałem się w Niemczech, ale trudno mówić o regularnej jeździe. Jeśli chcesz się rozwijać, musisz często startować. Nie sądziłem, że po sezonie 2010 znajdę się w czarnej dziurze”.
Jason jednak zaryzykował. Wydał 1800 dolarów australijskich na bilet lotniczy i przyleciał na Wyspy Brytyjskie. Czekał na oferty. Podpisał kontrakt ze wspomnianym zespołem z Piły, zapewnił sobie 15 występów w Niemczech, ale prawdziwe eldorado otworzyło się w kwietniu 2011 roku. Najpierw zadzwonił promotor Rye House Rockets, Len Silver. Poinformował Doyle’a, że rezygnuje z usług Steve’a Boxalla, więc zwolniło się miejsce w zespole Rakiet. Z kolei Darcy Ward rozbił się podczas jazdy na motocyklu crossowym i Piraci potrzebowali załatać dziurę w składzie. Matt Ford zapomniał o niedawnych niesnaskach i w 10 minut dogadał się z Australijczykiem. Zero imprez w terminarzu i angaż w dwóch klubach: Rye House Rockets i Poole Pirates, sprawiły, że w grafiku zrobiło się gęsto i Jason pojechał w dwudziestu imprezach w samym kwietniu!
W 2013 roku Doyle został doceniony przez menedżera australijskiej reprezentacji Marka Lemona i zadebiutował w Drużynowym Pucharze Świata
, tym samym spełniając swoje największe marzenie. W półfinale zdobył 7 punktów, kolejne 8 w barażu, a w finale zapisał przy swoim nazwisku 5 "oczek". Był to dobry prognostyk na przyszłość. A ta rysowała się w kolorowych barwach. W styczniu 2014 wywalczył tytuł Indywidualnego Wicemistrza Australii przegrywając z Chrisem Holderem. Po zawodach tak komentował ten sukces: Nie wiem, co mam powiedzieć. Wygrałem pierwszą rundę Indywidualnych Mistrzostw Australii. Co ważniejsze, uczyniłem to na torze, na którym się wychowałem: Kurri Kurri. Czułem się jakbym poleciał na Księżyc! Moja rodzina i przyjaciele oglądali mnie w akcji. To wyjątkowa motywacja ścigać się na oczach najbliższych. Kurri Kurri dawno nie przeżyło takiego święta. Ostatnim zawodnikiem, który rozsławiał ten region był Todd Wiltshire.

Wracając jednak na polskie podwórko żużlowe, Australijczyk w sezonie 2013 powraca do Rawicza, ale działaczy nie nie było stać na zbyt częste powoływanie Australijczyka na ligowe potyczki i wystąpił on w zaledwie 3 meczach. Jason pozostawił jednak po sobie pozytywne wrażenie osiągając średnią biegopunktową 2,188, co dostrzegł zespół doradców Witolda Skrzydlewskiego i zawodnik trafił do Łodzi, gdzie wypłynął na szerokie wody. Oto jak po 5 latach gdy Jason zdobył tytuł IMŚ ówczesny trener Niedźwiadków wspomina rawicki angaż Doyla: "Kluby nie miały do Dyla przekonania. Do Kolejarza trafił dopiero w majowym okienku transferowym, bo nikt go nie chciał. Rok później w szwedzkim Norrkoeping, gdzie prowadziłem zespół do spółki z Peterem Jansonem, też wzięliśmy go dopiero wówczas, gdy kontuzji doznał Leon Madsen. Już wtedy był walczakiem i odpłacił nam za zaufanie dobrą jazdą. Dobrze, że później trafił do Orła, bo tam zaczął zarabiać niezłe pieniądze. W dodatku wszystko miał płacone na czas. To pomogło mu się rozwinąć. Żużel jest drogi, a dzięki startom w Łodzi mógł zainwestować. Wcześniej nie miał z czego. Kiedy miałem go w Rawiczu, to budżet klubu wynosił pół miliona złotych. Stawki za punkt nie przekraczały tysiąca złotych. Dokładnie nie pamiętam, ale on miał pewnie gwiazdorską gażę i rzadko go zapraszaliśmy na mecze. Nie było nas stać na jego starty w każdej kolejce".

Nastał jednak rok 2014 w którym to Jason wypłynął na szerokie wody międzynarodowe, kiedy ku osłupieniu niedowiarków był najskuteczniejszym zawodnikiem reprezentacji Australii w finale Drużynowego Pucharu Świata. Nie Holder, nie Ward, nie Batchelor, tylko Doyle. Jednak droga ku wyższym partiom gór nie była usłana różami… Wracał do Australii i pracował. Układał cegły, mieszał beton, ale nie przeszkadzało mi to wspinać się małymi kroczkami wchodził jednak na żużlowy szczyt i przechodził kolejne sportowe metamorfozy i z żużlowca, który w sezonie 2013 pojechał tylko trzy mecze w polskiej lidze w barwach Kolejarza Rawicz, Australijczyk stał się prawdziwym liderem swoich ligowych drużyn i zawodnikiem, który stanął przed wielką szansą na wywalczenie mistrzostwa świata.
Jednak do upragnionego mistrzostwa potrzebny mu był speedway w wydaniu europejskim, a tu pojawiły się schody, bowiem u progu sezonu 2014 w Anglii pojawiły się problemy dla Australijczyków z przedłużaniem wiz dla Australijskich żużlowców. Wyjście z labiryntu przepisów było arcytrudne. Jason za radą promotorów, złożył podanie o wizę tymczasową, która pozwala na pracę na przestrzeni 12 miesięcy od daty przyznania. Była to wiza przewidziana dla atletów, którzy uzyskują przychody z tytułu profesjonalnego uprawiania sportu. Problem polega jednak na tym, że gdy wiza tymczasowa wygasa, nie ma możliwości, aby ponownie się o nią ubiegać i trzeba czekać na wizę właściwą. Jason był załamany tą sytuacją: Nie mam bladego pojęcia, dlaczego otrzymałem wizę ważną przez 9 miesięcy. Straciła ważność 14 listopada 2013 roku, a wówczas nie miałem podpisanego kontraktu z żadnym klubem. Moje położenie było fatalne. Nie wiedziałem, że zmieniły się przepisy. Mam nadzieję, że przynajmniej moi rodacy zdobędą pieczątkę w paszporcie. Przez 9 lat nie miałem najmniejszych problemów z uzyskaniem wizy. Nie mogę pojąć, dlaczego obywatele innych krajów przyjeżdżają na Wyspy nie mając pozwolenia na pracę i wszystko gra. Dziwny jest ten świat…
Z pomocą przyszedł David Hemsley, trzykrotny mistrz świata w speedrowerze, wówczas promotor Leicester Lions i zaproponował angaż w swoim zespole. Jason jednak ścigał się dla Somerset Rebels i miał wielki sentyment do tego zespołu, dlatego wahał się, ale ostatecznie chęć ścigania wzięła górę i przyjął ofertę Lwów. David Hemsley rozpoczął wówczas walkę z brytyjską biurokracją i uczynił wiele, aby urzędnicy nie byli bezduszni i wydali wizę dla Doyle’a. Starania opłaciły się, bowiem zawodnik otrzymał pozwolenie na pracę, ale nie mógł ścigać się w dwóch klubach i musiał się określić, kto będzie jego pracodawcą. Wybrał Leicester Lions, choć z Somerset Rebels jak wspomniano łączy go wyjątkowo sentymentalna nić.
Paradoksalnie, zakaz jazdy w dwóch ligach na Wyspach otworzył przed zawodnikiem nowe możliwości, bowiem uporządkował swoje zaplecze i terminarz, dzięki temu nie był przemęczony, bo ścigał się tylko w Leicester. Nie musiał przemierzać setek kilometrów i wędrować pomiędzy Anglią i Szkocją. Efekt takiego podejścia do żużlowych obowiązków był piorunujący, bo tak jak wspomniano w roku 2014 wkroczył na żużlowe salony. Z powodzeniem ścigał się w lidze szwedzkiej w Vargarnie Norrkoeping. Zdobywał punkty dla wspomnianego pierwszoligowego Orła Łódź i chociaż był gwiazdą polskiego zespołu, nie krył swoich aspiracji i otwarcie mówił, że jeśli pojawi się oferta z polskiej ekstraligi, nie zawaha się i spróbuje żużlowego chleba w najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
Jednak apogeum formy i szczęścia spadło na zawodnika w dniu 20 września 2014 roku, kiedy to włoskie Grand Prix Chalange, dało mu przepustkę do startów w gonie najlepszych żużlowców świata i możliwość walki o tytuł IMŚ.

Po tym sukcesie wielu zastanawiało skąd wzięła się taka zastanawiająca progresja wyników u Jasona, a sam zainteresowany tak komentował ów fakt: Wiele osób przeciera oczy ze zdumienia i pyta mnie, dlaczego zaczynam być groźny dla najlepszych na świecie. Odpowiedź leży na stole operacyjnym. W 2009 roku miałem ogromnego pecha, gdyż doznałem kontuzji podczas indywidualnych mistrzostw Australii. Byłem drugi w klasyfikacji generalnej za Leigh Adamsem, kiedy przydarzyła się feralna kontuzja. Operacja i rehabilitacja, łącznie 8 miesięcy poza torem – taka była diagnoza lekarzy po wykryciu uszkodzenia stożka rotatorów (grupa płaskich ścięgien, które łącząc się ze sobą pokrywają przód, tył i górną powierzchnię stawu ramienno-łopatkowego). Zacisnąłem zęby i wierzyłem, że pokonam ból podczas prowadzenia motocykla. Wyłem z bólu, ale udana operacja i właściwa rehabilitacja sprawiły, że zapomniałem o tym uroczym stożku! Jest jeszcze jeden sekret mojej dobrej formy. Ustatkowałem się, w domu czeka na mnie kochająca kobieta Emily, która rozumie jak czarodziejskim sportem jest speedway!

Doskonałymi wynikami zawodnik pokazał, że potrafi wygrywać z najlepszymi, nikogo więc nie dziwiło, że wraz z końcem sezonu AD 2014 w kolejce do usług zawodnika, który osiągnął  pierwszą średnią biegopunktową na zapleczu polskiej ekstraligi ustawiły się niemal wszystkie ekstraligowe kluby w kraju nad Wisłą. Zawodnik jednak szybko przyjął ofertę toruńskich aniołów i w dniu 14 listopada 2014 roku parafował umowę, którą zobowiązał się reprezentować żółto-niebiesko-białe barwy.

W zespole toruńskim, Jason miał być alternatywą dla swojego krajana, Darcy Warda oczekującego na wymiar kary po alkoholowej wpadce przed łotewską rundą Grand Prix w sezonie 2014. Zawodnik nie bał się jednak wyzwań, a wręcz przeciwnie nie krył zadowolenia z ekstraligowego angażu: Lata lecą, a ja chciałem pojeździć w ekstralidze. Stwierdziłem, że to jest najlepszy moment, by się w niej znaleźć. Wybrałem Toruń, bo to dobre miejsce do rozwoju.

Do sezon 2015 zawodnik przygotowywał się w rodzimej Australii, gdzie w tok treningów wpisane były starty w oficjalnych rozgrywkach federacji Australijskiej. Pod nieobecność Chrisa Holdera i zawieszonego Darcy Warda, nowy nabytek "Aniołów" uchodził za faworyta niemal każdego turnieju. I Jason nie zawiódł swoich fanów, bowiem zgodnie z przypuszczeniami triumfował w finale Indywidualnych Mistrzostw Południowej Australii. Nowy uczestnik cyklu Grand Prix za swoimi plecami w najważniejszym biegu dnia przywiózł Rohana Tungate, Dakotę Northa i Justina Sedgmena. Sam zainteresowany tak komentował swój pierwszy w karierze tytuł Indywidualnego Mistrza Australii: To bardzo mocny kopniak, gdy w ubiegłym roku byłem tak blisko i przegrałem w ostatnim wyścigu. Wiedziałem, że w finałowych rundach w tym roku ponownie wszystko mogło się zdarzyć, dlatego podchodziłem do każdego turnieju osobno. Na szczęście wszystko zakończyło się wynikiem, którego oczekiwałem. Mówiono mi, że sześć punktów wystarczy do zdobycia tytułu, jednak gdy Max Fricke zgubił oczko w pierwszym starcie, potrzebowałem tylko pięciu. Zwyciężyłem swój inauguracyjny wyścig, a następnie poczułem ogromną ulgę, kiedy wywalczyłem mistrzostwo. Dalej jechałem już normalnie, bez wywartej presji i wygrałem w całych zawodach. Chciałem zakończyć zmagania w dobrym stylu, prezentując się przed swoją rodziną i przyjaciółmi. Zwycięstwo w Mistrzostwach Australii to bardzo duże osiągnięcie. Dodatkowo to bardzo miłe, gdy udało mi się wygrać ostatnią rundę w domu, przed swoimi bliskimi. Zdobycie tytułu mistrzowskiego to wielki zaszczyt, zwłaszcza, że przede mną dokonali tego między innymi Todd Wiltshire, Jason Crump i Chris Holder. Mam nadzieję, że to nie był mój ostatni triumf.
I Jason w ostatnich słowach przepowiedział sobie kolejny sukces, bowiem jego tryumfem zakończył się w roku 2015 marcowy finał Indywidualnych Mistrzostw Elite League, który rozegrano na torze w Leicester. Drugie miejsce zajął Niels Kristian Iversen, a trzecie Maciej Janowski. Po tym tryumfir Janon również nie kryła zadowolenia: Nie mogę w to uwierzyć. Wygrana na moim domowym torze to wielka sprawa, pokonanie wszystkich zawodników w turnieju znaczy dla mnie bardzo wiele. Zdobycie tytułu IMEL to świetne uczucie. Nie chciałem wiele czytać na temat tych zawodów, ale widziałem w Internecie, że wiele osób widziało mnie w roli faworyta. To mi jednak nie przeszkodziło, dałem z siebie wszystko i udało się wygrać

Polska Ekstraliga początkowo okazała się dla Jasona zagadką, jednak z każdym meczem nabierał cennego doświadczenia i Australijczyk można powiedzieć stał się odkryciem rozgrywek i mocnym filarem KS Toruń. Doyle nie ukrywał, że sportowy postęp w karierze zawdzięcza przede wszystkim ciężkiej pracy i doskonałej atmosferze w KS Toruń "Czuję się naprawdę dobrze. Wykonuję ciężką pracę i staram się czerpać radość z jazdy. W Toruniu czuję się perfekcyjnie. Lubię się ścigać na tamtejszym torze, bo jest inny niż większość pozostałych. Starty w Ekstralidze są dla mnie spełnieniem marzeń. Dlatego staram się dawać z siebie wszystko w każdym meczu toruńskiej drużyny. Jestem teraz w miejscu, w którym zawsze chciałem być. Przebyłem bardzo długą drogę, żeby się w nim znaleźć. Chciałbym zostać na takim poziomie przez następne kilka lat, może nawet dziesięć."
Jason doskonale radził sobie również w cyklu Grand Prix.Wspólnie z Chrisem Holderem stanowili silny duet z Antypodów i niejednokrotnie wspólnie rozdawali karty w biegach o zwycięstwo w poszczególnych rundach "Zrobiłem krok naprzód w polskiej lidze po przenosinach z Łodzi do Torunia i tego samego życzyłbym sobie w Grand Prix. Za nami dopiero kilka turniejów i można jeszcze zdobyć wiele punktów, ale liczę na utrzymanie w cyklu i kilka finałów w pojedynczych rundach" - tak mówił w trakcie sezonu Jason. Sztuka ta udała się z nawiązką, bowiem w końcowym rozrachunku zawodnik zakończył rywalizacją na bardzo dobrej piątej pozycji, ale warto podkreślić, że najmniej razy spośród wszystkich jeźdźców startujących w GP przekraczał linię mety na ostatnim miejscu (tylko 5 razy zapisano w programie zero przy nazwisku Jasona).

Niestety w przekroju całego sezonu można powiedzieć, że Doyle przesadził z ilością startów. W pewnym momencie zabrakło mu sił, koncentracji i świeżości. Miał bezsensowne mecze w Danii i niektóre w Anglii, gdzie zamiast skupić się na jeździe w podstawowym klubie Leicester Lions, ścigał się również jako jako gość w innych zespołach. W decydujących momentach w Polsce sobie nie poradził, ale w Grand Prix, zapewnił sobie miejsce w pierwszej ósemce. W drugiej połowie sezonu zaczął współpracować z psychologiem i na pewno jest to nieoceniona pomoc, ale w przyszłości musiał uporządkować kalendarz startów, bowiem nie da się jeździć na wysokim poziomie z taką częstotliwością. Poza tym jeśli zawodnik myśli o poważnym ściganiu w Polsce powinien znaleźć w Anglii klub, który nie startuje w soboty, aby miał więcej możliwości by by trenować na polskich torach w przeddzień meczu.
Ostatecznie sezon dla Jasona zakończył się pechowo. W finale Grand Prix Australii w odsłonie wieńczącej zmagania na Etihad Stadium, na pierwszym łuku było niezwykle ciasno i jadący po wewnętrznej Greg Hancock zderzył się z Australijczykiem, który upadł wprost pod koła Macieja Janowskiego i obaj żużlowcy wylądowali na bandzie. Australijczyk został uderzony motocyklem w głowę i bezwładnie przetoczył się po torze. Nie ruszał się. Obawiano się najgorszego. Wszystkim od razu przypomniał się Darcy Ward, który w wyniku urazu kręgów szyjnych C6 i C7, i uszkodzenia kręgowego rdzenia, jest częściowo sparaliżowany. Nieprzytomnego Doyle'a przy grobowej ciszy na monstrualnym obiekcie w Melbourne przetransportowano do ambulansu, a następnie do szpitala, gdzie zawodnik poznał diagnozę, która pokazał, jak niewiele dzieliło trzydziestolatka od dramatu. Złamałem kręg szyjny C7 oraz miałem przebite płuco - poinformował o swoich obrażeniach piąty zawodnik minionego sezonu w opublikowanym przez serwis GP artykule. Na szczęście w jego przypadku nie doszło do naruszenia rdzenia kręgowego. - Obecnie z szyją jest dobrze. Noszę usztywniacz, którego mam używać jeszcze przez jakiś czas, a potem wszystko wróci do normalności. Wypadek był chyba groźny, bo "Odleciałem" na pięć minut. Nawet nie pamiętam, jak wyjeżdżałem na tor do tego finału. Na szczęście stan ogólny zawodnika szybko się poprawiał, ale musiał sezon zakończyć pod opieką lekarzy.

Po sezonie Doyle mimo, że spełnił pokładane w nim nadzieje, nie znalazł zatrudnienia w Toruniu na rok 2016 z uwagi na zbyt wygórowane oczekiwania finansowe. Zawodnik jednak nadal chciał startować z najlepszej lidze świata i podjął rozmowy z beniaminkiem ROW-em Rybnik, ale "Rekiny" również nie były w stanie spełnić oczekiwań Australijczyka. Wówczas do głosu doszedł Falubaz Zielona Góra, który wyjaśnił zawodnikowi, że powinien zmienić nastawienie w negocjacjach, bo za chwilę nie będzie miał potencjalnych pracodawców w polskiej ekstralidze. Australijczyk w swoich oczekiwaniach startował z pułapu 350 tysięcy złotych za podpis i 5000 zł za punkt. Dzięki temu, że jego oczekiwania finansowe zmalały, ostatecznie podpisał umowę z zielonogórzanami, których koncepcja budowy składu zakłada pozyskanie jednego zawodnika z wyższej półki (miał być nim Doyle) i żużlowca, który uzupełni wyjściowe zestawienie.
Jak widać Jason Doyle'u systematycznie budował on swoją pozycję na światowych torach nic więc dziwnego, że w sezonie 2016 oprócz startów w Polsce, zawodnik związał się z drużynami z Wielkiej Brytanii - Swindon Robins, Szwecji - Rospiggarna Hallstavik oraz Danii - Grindsted Speedway Klub. Miał tez startować w elitarnym cyklu Grand Prix i wielu zadawało sobie pytanie czy problem jakiego doświadczył zawodnik w Toruniu, a mianowicie zmęczenie sezonem już w jego połowie, nie będzie równie problematyczne w kolejnym roku. Obawy te okazały się zupełnie bezpodstawne bowiem sezon 2016 był zdecydowanie najlepszym sezon w karierze Jasona Doyle'a. Australijczyk na dwa turnieje przed zakończeniem zmagań o medale Indywidualnych Mistrzostw Świata został liderem klasyfikacji generalnej cyklu Grand Prix. Z kolei rozgrywki polskiej Ekstraligi zakończył z brązowym medalem Drużynowych Mistrzostw Polski i trzecią średnią w lidze, będąc niekwestionowanym liderem drużyny z grodu Bachusa. A przecież, jeszcze trzy lata temu Australijczyk w lidze polskiej reprezentował barwy drugoligowego rawickiego Kolejarza.
Niestety w końcówce sezonu podobnie jak przed rokiem, los nie był łaskawy dla Australijczyka. Tytuł mistrza świata miał na wyciągnięcie ręki, choć oczywiście Greg Hancock tego złota Doyle'owi nie podarowałby bez walki. Ale to nie "Herbie" odebrał być może mistrzowską koronę, a koszmarnie wyglądający wypadek z Chrisem Harrisem w trzecim wyścigu podczas Grand Prix w Toruniu. Zawodnik złamał rękę w łokciu, zwichnął lewy bark i przebił lewe płuco. Tak rozległe urazy zmisiły zawodnika do rezygnacji z ostatniej rundy GP w Melbourne i tytuł mistrzowski przepadł po fatalnym wypadku w Toruniu. W sporcie, jak to w życiu, potrzeba trochę szczęścia. Historia Australijczyka przypominała do tej pory bajkę o Kopciuszku. W niej dobra wróżka dostarczyła Kopciuszkowi piękne stroje i karocę, by ten mógł się udać na bal. W życiu Doyle'a nie wróżka, ale świetni mechanicy przygotowali rakietowy sprzęt, na którym Australijczyk mógł brylować na żużlowym balu, czyli w Grand Prix. Kopciuszek oczarował księcia - kibiców, którzy byli pod wrażeniem fantastycznej formy Doyle'a i trzymali za niego kciuki, by ktoś nowy ożywił skostniały nieco cykl Grand Prix. Niestety, Doyle niczym Kopciuszek w ostatniej chwili musiał jednak opuścić bal nie ze swojej winy. Lider cyklu Grand Prix cierpiał w szpitalu, kiedy rywale rozdzielali między sobą kolejne punkty. I tak, jak bajka o Kopciuszku kończy się happy-endem, tak w przypadku Doyle'a finał nie był szczęśliwy, bowiem na mistrzostwo świat zawodnik musiał poczekać przynajmniej do roku 2017.

I się doczekał 28 października 2017 roku Jason Doyle został mistrzem świata. Stało się to na jego torze w Australii w dziesiątym biegu zawodów rozgrywanych w Melbourne. Przed zawodami Australijczyk miał 15 pkt przewagi na Polakiem - Patrykiem Dudkiem, jednak miał świeżo w pamięci to co zdarzyło się przed rokiem i nie kalkulował tylko wygrał ostatnią rundę cyklu. W pierwszym wywiadzie na gorąco wyznał, że emocjonalnie czas pomiędzy toruńską, a australijską rundą GP był da niego bardzo trudnym okresem, bowiem nie spał po nocach i myślał o najważniejszym tytule w karierze żużlowca: "Nie mogę w to uwierzyć. Jestem bardzo szczęśliwy. Trzy tygodnie, które dzieliły mnie od ostatniego turnieju do zawodów w Melbourne były bardzo trudnym czasem. Źle sypiałem. Nie kalkulowałem, ile punktów mi potrzeba. Wiedziałem, że mam dużą przewagę, ale musiałem być do końca skupiony. Pamiętałem, co stało się przed rokiem, kiedy kontuzja stanęła mi na drodze do sukcesu. Marzenia się spełniają. Ciężką pracą doszedłem do tego sukcesu. Jestem mistrzem świata, a zdobycie tytułu w ojczyźnie smakuje wyjątkowo. Przecież jeszcze kilka lat temu chyba nikt by nie uwierzył, że zostanę mistrzem świata. Sam bym chyba w to nie uwierzył, gdybym to wtedy usłyszał. Ostatnie cztery, pięć lat były niesamowite. Dziękuję swoim najbliższym. Przede wszystkim mojej żonie, a także całemu mojemu teamowi. To jest niewiarygodne. Nie dociera to jeszcze do mnie. Wielu ludzi mi pomogło. Naprawdę, w moim otoczeniu znalazły się osoby, bez których nie doszedłbym na szczyt".
A w lidze polskiej Doyle, był ponownie solidną podporą Falubazu Zielona Góra. Nie było to takie oczywiste, bowiem wszystkie dotychczasowe kontrakty zawodnika z polskimi pracodawcami kończyły się po roku. Doyle Zieloną Górę, doprowadził jendak swój zespół do fazy play-off, ale niestety w najważniejszej fazie rozgrywek zmagał się ze wspomnianą kontuzją i zawiódł. To przede wszystkim jego katastrofalna jazda w dwumeczu z Unią Leszno sprawiła, że zielonogórzanie nie awansowali do finału rozgrywek. W meczu o brąz też nie do końca się popisał. Wypadł nieźle w Gorzowie, ale w rewanżu niewiele pokazał. Jednocześnie, przez cały rok było widać, że Falubaz nie jest jego priorytetem. Potrafił walczyć z bólem podczas Grand Prix, a dzień później odpuścić mecz w polskiej lidze. Usprawiedliwieniem była jednak kontuzja, a sam zawodnik tak komentował swoje urazy: "Miałem wiele upadków i groźnych kontuzji, które trochę mnie stopowały. Mam nadzieję, że w końcu wszystko się opłaci. Mówią, że do grobu nie idzie się w nieskazitelnym stanie i wiem, że zdecydowanie tak nie będzie ze mną. Żużel sprawił, że moje ciało nie jest doskonałe. Ciężko mi normalnie funkcjonować z kontuzjowaną stopą. To jedna z tych rzeczy, która zawsze daje o sobie znać i nic się nie poprawia. Zaliczyłem w tym roku ok. stu imprez i nie było szans, żeby to zaleczyć. W Listopadzie planuję jednak zrobić ze sobą porządek, by ponownie normalnie funkcjonować."

Dyspozycja z końcówki sezonu, nadszarpnęła mimo wszystko zaufanie zielonogórskich działaczy, którzy przeprowadzili poważne rozmowy z zawodnikiem. Zawodnik mimo, że był świadomy swojej niedyspozycji, wiedział też, że to on rozdaje karty i po sezonie pożegnał się z ziemią lubuską i powrócił Pomorze do doskonale znanego mu teamu Aniołów. Było to spore zaskoczenie, bowiem zawodnik w trakcie sezonu obiecał działaczom Falubazu, że zostanie w drużynie na kolejny rok. W Toruniu jednak w końcówce sezonu pojawił się nowy menadżer z .... Zielonej Góry. Jacek Frątczak, bo o nim mowa uchronił toruński zespół przed pierwszym w historii spadkiem do niższej ligi i wspólnie z działaczami toruńskimi postanowił w roku 2018 zbudować drużynę na miarę mistrzostwa polski w którym liderem miał być właśnie Jason Doyle.

Czy w kolejnych latach po zdobytym tytule mistrza świata zawodnik znajdzie w sobie tyle determinacji by utrzymać wysoki poziom sportowy czy może wyznaczy zupełnie inny jeszcze wyższy poziom dla innych zawodników zupełnie nieosiągalny? Czas pokaże?

Poza polską zawodnik startował w klubach
    Poole Pirates, Isle of Wight Islanders, Somerset Rebels, Newport Wasps, Rye House Rockets, Leicester Lion, Swindon Robins
        Gasarna Avesta, Dackarna Malilla, Rospiggarna Hallstavik,
            Grindsted Speedway Klub

Osiągnięcia
DMP 2016/3
IMME 2015/13; 2016/15; 2017/8
IMŚ GP 2015/5; 2016/5; 2017/1
DPŚ 2013/3; 2014/3; 2015/4; 2016/2

Kluby w lidze polskiej
nie startował w lidze polskiej
2008 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2015 2016-
-2017
2018

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
2015 18 86 140 15 1,802 24

   W notce biograficznej wykorzystano fragmenty felietonu
redaktora i znakomitego znawcy kulisów speedwaya Tomasza Lorka
pt.: Jason Doyle: Życie żużlowca jest jedną wielką zagadką
zamieszczonego na polsatsport.pl

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt