KARKOSIK Roman
większościowy udziałowiec sportowej spółki akcyjnej KS Unibax Toruń SA

Urodzony 9 maja 1951 roku

Przedsiębiorca, inwestor giełdowy, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce. Jest postacią mało znaną publicznie, uważającą, że rozgłos nie służy interesom.

Pochodzi ze wsi Czernikowo koło Torunia, obecnie mieszka w Kikole w zabytkowej rezydencji, w której w przeszłości przebywał Fryderyk Chopin, a w roku 2016 kupił XIX-wieczny pałac Przeździeckich w Warszawie. Na co dzień biznesmen odpoczywa jednak w Kikole, oddając się pielęgnacji 10-hektarowego parku. Posadził w nim niemal wszystkie możliwe do uprawiania w naszym klimacie rośliny. W prowadzeniu ogrodu pomagał mu ogrodnik angielskiej królowej (Johan Brookes) i 10 pracowników. Ukończył w 1970 roku klasę mechaniczną Technikum Cukrowniczego w Toruniu. Jest technikiem mechanikiem o specjalności budowa maszyn i urządzeń przemysłu cukrowniczego.
W ciągu 25 lat zrobił jedną z najbardziej spektakularnych karier w Polsce. Jest biznesowym samoukiem. Największy dziś inwestor giełdowy w Europie Środkowej zaczynał przygodę z biznesem od założenia pod koniec lat 70, kiedy w rodzinnym Czernikowie otworzył bar, w którym jako jedynym w okolicy sprzedawano piwo. Za zarobione w ten sposób pieniądze pod koniec lat osiemdziesiątych otworzył wytwórnię oranżady. W 1989 r. uruchomił wytwórnię kabli, po tym jak budując dom, zorientował się, jak trudno je kupić. Również w tym czasie pojawia się po raz pierwszy na warszawskiej giełdzie z kilkoma milionami zarobionymi na handlu złomem stalowym, który służył do produkcji kabli. Kolejnymi firmami Karkosika były Unibax i Unipet, produkujące butelki z tworzyw sztucznych. W 1993 r. zaczął inwestować na giełdzie w akcje Banku Śląskiego. Jednak cały czas szukał niedowartościowanych spółek w branży, na której się znał. A o to nie było trudno, bo firmy przemysłowe inwestorzy omijali szerokim łukiem. Przedsiębiorca studiował raporty i bilanse. Wówczas handlujący metalami Impexmetal wchodził na warszawską giełdę przy kursie 36 zł, ale po kryzysie rosyjskim akcje spadły do 10 zł. Karkosik skupił niewielki pakiet i sprzedał z zyskiem. Pod koniec lat 90 zaczął skupować udziały będących w kiepskiej sytuacji finansowej Zakładów Chemicznych i Tworzyw Sztucznych Boryszew SA. Stał się właścicielem większościowym pakietu akcji i przeprowadził bolesną restrukturyzację Boryszewa. Kurs akcji urusł o kilkaset procent. Podobnie zrobił z toruńską Elaną, producentem tworzyw sztucznych i innymi spółkami z sektora chemicznego i przemysłowego. Kapitały przejętych spółek wykorzystuje do nabywania następnych. Za pieniądze Boryszewa kupuje hutę Oława. Potem, kiedy inwestorzy na całym świecie dostają fioła na punkcie spółek internetowych, on inwestuje w stosujące XIX-wieczne technologie, ale za to dysponujące sporym kapitałem garbarnie skór. Staje się właścicielem Alchemii (dawniej Garbarnia Brzeg) oraz Skotanu. Skotan ma się jednak skupić na rynku biopaliw. Wokół Alchemii Roman Karkosik tworzy holding stalowy. Wspólnie z koncernem Energa oraz ARP chce uczestniczyć w przetargu na zakup pakietu akcji Stoczni Gdańskiej. W roku 2011 Grupa Boryszew (Boryszew, Elana, Huta Oława i kilka mniejszych firm) zanotowała 1,5 mld zł przychodów i 63 mln zł zysku netto. Grupa Impexmetal (Aluminium Konin - Impexmetal, Hutmen, Huta Metali Nieżelaznych Szopienice, Walcownia Metali Dziedzice) może się pochwalić 2,9 mld zł przychodów i ponad 53 mln zł zysku netto. Na koniec 2005 r. akcje spółek Romana Karkosika były warte około 3,6 mld zł.
W roku 2012 prestiżowy tygodnik „The Economist” opublikował listę spółek giełdowych, które przyniosły inwestorom najwyższe stopy zwrotu. Na GPW prawie połowa pierwszej dziesiątki to spółki z portfela Romana Karkosika, które w ciągu dekady zyskały na wartości po kilka tysięcy procent. Znacznie więcej niż koncern Apple.
Choć Karkosik zaliczał spektakularne wpadki, jak uruchomiona do spółki ze związaną z Tadeuszem Rydzykiem fundacją sieć telefonii komórkowej "W Rodzinie", to przez lata sama plotka o tym, że Karkosik wchodzi do jakiejś spółki, windowała na giełdzie wycenę jej akcji o kilkanaście proc. Sam biznesmen od lat jest wysoko w rankingach najbogatszych Polaków, w 2005 roku zajmował 49 miejsce na liście 100 Najbogatszych Ludzi Europy Środkowej i Wschodniej wg tygodnika "Wprost" w 2005, ok póżniej ten sam tygodnik umieścił go na 2 miejscu na liście 100 najbogatszych Polaków, miesięcznik "Forbes" w 2013 umieścił go na szóstym miejscu z majątkiem 2,4 miliarda złotych. Pozostaje jednak w cieniu. Nie pokazuje się na salonach, nie brata z politykami. Zarządzanie spółkami scedował na menedżerów, sam zasiada w radach nadzorczych. Jest chorobliwie pracowity. Zdarza mu się dzwonić do współpracowników o drugiej w nocy, by pochwalić się nowym pomysłem. Przez lata nie wyjeżdżał na urlop, bo nie mógł znieść myśli, że straci dwa tygodnie pracy. Odpuścił dopiero kilka lat temu.

W roku 2006 kiedy to toruński żużel staczał się na sportowe dno ligowych rozgrywek, król polskiej giełdy pojawił się w toruńskim speedwayu. Zainwestował w nowopowstałą spółkę akcyjną i wyprowadził toruński speedway z zapaści finansowej. A pojawił się nagle – jak mówi były pracownik Unibaksu – bez biznesplanu, wieczorem po wyborach samorządowych w 2006 r. Minutę po zamknięciu lokali, żeby nikt nie posądził go o politykę, ogłosił, że kupuje klub żużlowy. Jego dwaj bracia namawiali go do tego od dwóch lat, ale nawet oni byli zaskoczeni.

Apator w owym czasie był na skraju bankructwa, zadłużony, ledwo utrzymał się w lidze. Karkosik sypnął groszem, oddłużył klub i ściągnął na stadion ludzi, którzy dotąd na ryk silników zatykali uszy. Strategicznym sponsorem została należąca do imperium Karkosika spółka Unibax, producent tworzyw sztucznych. Wraz z nastaniem nowych rządów pojawiły się natychmiast pierwsze sukcesy. Jeszcze przed ukazaniem się listy transferowej skompletowano bardzo solidny zespół ligowy. W poprzednich okresach sytuacja taka była w Toruniu nie do pomyślenia. Tak szybkie decyzje były możliwe właśnie dzięki finansowemu wsparciu głównego udziałowca. Sam Karkosik konsekwentnie unika mediów. Klubem rządzi w cieniu. Rusza do akcji sporadycznie. Toruńskim klubem w jego imieniu rządzi Wojciech Stępniewski, a sam właściciel włącza się do negocjacji, gdy trzeba przedłużyć kontrakty z gwiazdami zespołu i kończy negocjacje w jeden wieczór.

Po pięciu latach w jednym z wywiadów Roman Karkosik tak komentował swoją decyzję odnośnie wsparcia dla toruńskiego żużla:
W 2006 r. klub chylił się ku upadkowi, miał 1,5 mln zł długu i z takimi zobowiązaniami Polski Związek Motorowy nie przyznałby mu licencji na starty w sezonie 2007. To oznaczałoby automatyczną degradację o ligę niżej klubu, który po awansie w 1975 r. do najwyższej klasy rozgrywkowej nigdy z niej nie wypadł. Lokalne media apelowały o pomoc. Nie mogłem odmówić.
Poza tym żużel to sport, w którym duże znaczenie mają emocje, adrenalina, rywalizacja. Te same emocje towarzyszą też inwestycjom giełdowym.

A w sferze celów strategicznych jest dla Pana Romana, złoto z Unibaxem w Drużynowych Mistrzostwach Polski i wychowanie toruńskiego mistrza.

Roman Karkosik nie zamykał się na żużel jedynie na toruńskiej MotoArenie, ale myślał szerzej całej dyscyplinie. Był bowiem pierwszym sponsorem żużlowej ekstraligi. Firma Centernet wspierająca najwyższą klasę rozgrywkową nigdy nie powstała, ale widniała w nazwie produktu którego wszyscy Polsce zazdrościli.

W roku 2013 polski miliarder dołożył swoją cegiełkę do produktu pod nazwą Indywidualne Mistrzostwa Europy, bowiem firma Unibax (producent włókniny puszystej) wyłożyła pokaźne pieniądze i została sponsorem głównym całej imprezy. Ale nie to wydarzenie było najgłośniejsze w roku 2013 z udziałem Romana Karkosika, Oto bowiem o człowieku który poświęcił sześć lat i miliony złotych na budowanie pozycji sportowej i pozytywnego wizerunku klubu żużlowego Unibax Toruń, mówiła cała żużlowa Polska i nie były to pochwalne peany, a opinie delikatnie mówiąc niezbyt pochlebne. Wszystko wydarzyło się w niedzielę 22 września. Unibax miał stoczyć z Falubazem decydujący bój o tytuł mistrza Polski. Drużyna toruńska miała jednak w 2013 roku wyjątkowego pecha do kontuzji. Złamania i potłuczenia w trakcie sezonu wyeliminowały z jazdy między innymi Darcego Warda, Adriana Miedzińskiego i Chrisa Holdera, pomimo takich osłabień drużyna Unibaxu awansowała do finału. Niestety tuż przed rewanżowym finałem poważnemu wypadkowi podczas Grand Pric uległ kolejny filar toruńskiej drużyny, Tomasz Gollob. W tej sytuacji toruńscy działacze próbowali przełożyć ostatni mecz sezonu. Próby te spełzły jednak na niczym i podobno właściciel klubu zadecydował o oddaniu meczu walkowerem. W światku żużlowym podniosło się oburzenie i rozpoczęła się krucjata przeciwko toruńskiej drużynie i jej właścicielowi. Komisja Orzekająca Ligi po trzech podejściach zadecydowała również o karze dla toruńskiego zespołu i Unibax otrzymał:
   - 12 punktów ujemnych w sezonie 2014
   - 573 tys. 410 zł zwrotu utraconych korzyści na rzecz Falubazu Zielona Góra
   - 363 tys. zł łącznych kar na rzecz Ekstraligi
   - 1,5 miliona zł na trzy wybrane fundacje zajmujące się zwalczaniem chorób nowotworowych u dzieci (każda po 500 tys.zł)
   - 3 pierwsze mecze organizowane u siebie - bilety w cenie maksymalnie 1 zł brutto
Kara ta oczywiście była absurdalna i nie miała nic wspólnego z regulaminem ligi żużlowej, a raczej z zamożnością toruńskiego sponsora, dlatego działacze Uniabxu odwołali się od tego orzeczenia, ale niesmak pozostał nie tylko po walkowerze, ale zachowaniu całego środowiska żużlowego. Na Karkosika, bowiem wiadra pomyj wylewali działacze z niemal wszystkich żużlowych ośrodków w Polsce, potępiają go w Częstochowie, Lesznie, Rzeszowie, Wrocławiu, Zielonej Górze i w każdym innym mieście, gdzie motocykle kręcą się w kółko. Jednak hipokryzja żużlowych działaczy była wielka, bowiem gdziekolwiek pojawiłby się jutro Karkosik z walizką pieniędzy, zostałby przyjęty z otwartymi ramionami, a winy zostałyby mu przebaczone w progu. Ale taka już mentalność maluczkich menadżerów małych klubików.

Władze miejskie Torunia doskonale zdawały sobie sprawę z sytuacji w jakiej może znaleźć się toruński żużel, bez finansowego wsparcia Romana Karkosika i do pozostania w sporcie żużlowym namawiał finansowego potentata, Prezydent Torunia Michał Zalewski. Jednak i jemu nie udało się zmienić decyzji właściciela Unibaxu i po sezonie 2014 mariaż dużych pieniędzy z toruńskim żużlem dobiegł końca, a drużynę przejął Przemysław Termiński, właściciel FST Grupy Brokerskiej. Zmiana właściciela nie oznaczała gorszych czasów dla toruńskiego żużla, bowiem budżet klubu należał nadal do jednego z największych w Ekstralidze i wynosił około 8 milionów złotych. I choć był mniejszy o 6 milionów od sumy, za którą w roku 2014 jechali wicemistrzowie Polski, to była to kwota gwarantująca walkę o czołowe lokaty w ENEA Ekstralidze.

Podsumowując jednak działalność Romana Karkosika można przywołąć jedno hasło "za Aniołów uratowanie dziękujemy Ci Romanie". Takim właśnie hasłem przywitali kibice 8 lat temu Romana Karkosika, który swoimi pieniędzmi uratował będący na skraju bankructwa toruński sport żużlowy. Jednak wszystko kiedyś się kończy i z końcem rundy zasadniczej w sezonie 2014, Roman Karkosik podtrzymał swoją wcześniejszą decyzję dotyczącą sprzedaży klubu. Wielu będzie postrzegać działalność Karkosika przez pryzmat ekstraligowego finału w roku 2013, jednak na działalność tę należy patrzeć przez pryzmat ośmiu lat i przez pryzmat nowej jakości jaką stworzył w sferze zarządzania żużlem Unibax Toruń SA. Za czasów Karkosika można mieć wątpliwości, co do wielu podejmowanych decyzji przez bezpośrednie władze klubowe, ale na pewno nie można mieć zastrzeżeń, co do wypłacalności i stabilności toruńskiego klubu.
Właśnie wokół potęgi finansowej Unibaxu przez 8 lat narosło wiele legend. Ale nie zawsze toruńska spółka była rozrzutna. Wydatki na zawodników rosły wprost proporcjonalnie do zainteresowania sportem właściciela klubu. Pierwszą gwiazdorską gażę wywalczył sobie Rune Holta w 2011 roku, który podpisał kontakt wart podobno 1,4 mln zł. Te pieniądze miał wówczas dostać Emil Sajfutdinow, ale znaleźli się jeszcze hojniejsi od torunian. Jednak to właśnie za czasów finansowej hojności p. Romana w Toruniu jeździły największe gwiazdy jak Holder, Gollob czy wspomniany Sajfutdinow, ale też takie, które Toruń odkrywał dla żużlowego świata jak choćby Ward czy Jensen. Ważne dla toruńskiego klubu było jednak to, że nawet jeśli owe gwiazdy kosztowały właściciela grube miliony, to toruński speedway nie posiadał żadnego zadłużenia i w środowisku żużlowym uchodził za jedyny wypłacalny klub.
Z perspektywy działalności Romana Karkosika w żużlu można dojść do wniosku, że biednemu jak mysz kościelna żużlowi w Polsce przeszkadzała zasobna kasa finansowego potentata. A sam Karkosik popełnił jeden błąd, polegający na tym, że otoczył się ludźmi w większości niekompetentnymi w sprawach żużlowych, którzy niby znali się na żużlu, a jednak podejmowali delikatnie mówiąc kontrowersyjne decyzje, bawiąc się pieniędzmi Karkosika. Efekt był taki że "Giełdowy Tygrys", miał zupełnie inny obraz klubu, niż to co było w rzeczywistości. Błędem właściciela, było to że zbyt mocno zaufał źle dobranym ludziom i za mało interesował się tym na co łożył niemałe pieniądze, a przy tym jak tych pieniędzy brakowało, to można powiedzieć na zawołanie honorowo dokładał ile trzeba. Dlatego w tym miejscu można zaryzykować stwierdzenie, że wraz z końcem ery Karkosika w Toruniu nastanie nowa jakość, ale trzeba postawić pytanie czy klub nadal będzie miał tak stabilne finanse.
Zatem za Aniołów uratowanie dziękujemy Ci Romanie. I tak należy ocenić i wspominać działalność finansowego magnata w toruńskim żużlu i należy mieć nadzieję, że finansowa stabilność w żużlowym Toruniu będzie kontynuowana.

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt