PULCZYŃSKI Emil


Urodzony 30 kwietnia 1992.

Gdy bracia Emil i Kamil Pulczyńscy latem 2007 roku pojechali na treningi do Szwecji, kluby ustawiły się w kolejce po kontrakty. Nikt nie chciał uwierzyć, że torunianie nie mają jeszcze żużlowej licencji.
Niezwykle rzadko zdarza się, żeby tak głośno było o przyszłych żużlowcach, jeszcze na długo wcześniej zanim zdobędą licencję. Chyba po raz ostatni taki szum budził początek kariery Tomasza Golloba. Toruńscy bliźniacy jednak potrafili zelektryzować żużlowe środowisko. Jan Ząbik, trener młodzieży Unibaxu mówił wprost: - Bardzo rzadko zdarzają się chłopcy, którzy są w stanie robić tak szybkie postępy. Z kolei Zenon Plech, były świetny zawodnik, twórca szkółki żużlowej w Gdańsku jeszcze bardziej komplementował zawodników - To przyszłość polskiego żużla, jestem naprawdę pod wrażeniem ich możliwości.
Na Pulczyńskich uwagę zwrócił również Ivan Mauger, najsłynniejszy obok Tony Rickardssona żużlowiec wszech czasów, już zdążył bliźniakom zaproponować współpracę. Zaprosił ich na cykl turniejów do Nowej Zelandii i Australii.

Bracia treningi na żużlu rozpoczęli w wieku 12 lat. Wiele w tym zasługi ojca, biznesmena z Torunia. On jest wielkim fanem "Aniołów" i od początku wspiera synów w realizacji ich marzeń. To on namówił Stanisława Miedzińskiego, żeby zajął się Kamilem i Emilem. - z Emilem i Kamilem pracuję już od czterech lat - mówił były znakomity żużlowiec "Aniołów". - Nasz pierwszy kontakt miał miejsce na lotnisku, gdzie spotkałem się z ich rodziną. To właśnie wtedy ojciec ich poprosił mnie, abym spróbował zrobić z nich żużlowców. Postanowiłem im pomóc, zwłaszcza, że cała rodzina była w przedsięwzięcie zaangażowana.
Niestety w owym czasie toruński żużel przeżywał ciężkie czasy i nie było dla juniorów żadnych możliwości rozwoju. W klubie wszystko było podporządkowane drużynie seniorów, która z Tony Rickardssonem i Jasonem Crumpem w składzie miała wywalczyć mistrzostwo Polski. Prezes Marek Karwan postanowił ograniczyć szkolenie, a niemal wszystkie pieniądze szły na gwiazdy.
Wówczas Miedziński wziął sprawy we własne ręce. Z pomocą ojca Pulczyńskich odkupił minimotocykl od Tomasza Bajerskiego i na takim sprzęcie bracia rozpoczęli treningi. Na początku, po prostu, jeździli na zmianę. - minitor zbudowany w latach 90 był już wtedy zaorany i posiany trawą. Nie było innego wyjścia, jak na tym motocyklu zacząć jeździć na lotnisku, na trawie. Kiedy skończyli po 13 lat, zaczęli już trenować w klubie pod moim okiem, oczywiście na czysto prywatnym układzie z ich ojcem - opowiada Miedziński senior.

Choć na początku kariery zrobiło się głośno wokół braci, obaj nadal pozostawali skromnymi chłopakami i mieli jasno wytyczony cel, czyli najpierw licencja (zdana w dniu 6 maja 2008 w Toruniu) potem jak najwięcej startów i ligowy plastron z Aniołem na piersi. Obaj doskonale zdawali sobie sprawę, że aby coś osiągnąć w speedwayu potrzeba wiele wyrzeczeń oraz ciężkich i długich treningów. Wszystkie te wartości wpajał młodym chłopakom właśnie senior Miedziński, który zawsze powtarzał - Sam talent do niczego nie wystarczy. A pierwszy szkoleniowiec Pulczyńskich wiedział co mówi, bowiem w ciągu ostatnich kilkunastu lat widział, jak można zmarnować potencjał. Tomasz Bajerski i Krzysztof Kuczwalski to bodaj najbardziej utalentowani jeźdźcy, jacy dotąd pojawili się w Toruniu. Obaj jednak nie osiągnęli tego, co mogli. Pierwszy zakończył karierę w barwach drugoligowego łotewskiego Daugavpils, drugi zaś zakończył karierę jako ligowy średniak.

W parkingu trudno braci odróżnić, zwłaszcza jak są przebrani w jednakowe czerwone kevlary. Na torze jednak sporo ich dzieli. Emil przypomina Wiesława Jagusia, choć jego wzorem pozostaje Jason Crump; tak jak dużo starszy kolega świetnie czuje się przy krawężniku. Z kolei Kamil woli atakować po zewnętrznej. Dlatego można powiedzieć, że na torze tworzą parę doskonałą.
Po zdaniu licencji jednak to Kamil jako pierwszy zadebiutował w ligowej prezentacji. Przed sezonem 2009 bracia zmienili nieco swój tok przygotowań i oprócz klubowego zaangażowania w sprzęt, postanowili serwisować sprzęt indywidualnie u Ryszarda Małeckiego, z czego młodzi żużlowcy byli bardzo zadowoleni. Dodatkowo przed sezonem podjęli współpracę z psychologiem, z prof. Maliszewskim i zaczęło przynosić to oczekiwane rezultaty, bowiem jak twierdzili pomagało im to zmniejszyć stres, poprawić koncentrację przed i po zawodach. Zmiany te poskutkowały na tyle, że Emil nabierając pewności siebie i doświadczenia miał okazje zaprezentować swoje umiejętności w meczu ligowym, a debiut przypadł na mecz z późniejszym DMP Falubazem Zielona Góra, którego toruńczycy podejmowali na własnym torze w rundzie zasadniczej. Oto jak zawodnik skomentował swój pierwszy sezon ligowy: Na pewno przeżyłem większy stres niż przed zawodami młodzieżowymi. Staram się jednak go unikać, żeby się nie spalić psychicznie. Wiadomo, że w pierwszym zawodach nie było zbyt dużych oczekiwań wobec mnie, ale starałem się pojechać jak najlepiej. W Zielonej Górze nie wyszło. W Toruniu zdobyłem jeden punkt z bonusem. W sumie jestem zadowolony, zdobyłem pierwszy punkt, a od czegoś trzeba przecież zacząć.
Emil ciągle podnosił swoje umiejętności i wykazywał się niezwykłym zapałem do pracy nad samym sobą. Dostrzegali to działacze i w sezonie 2009 jeszcze czterokrotnie powołali Emila na mecz ligowy i choć najczęściej startował tylko w jednym wyścigu to w kolejnych sezonach pokazał, że może być wartościowym zawodnikiem nie tylko na pozycji młodzieżowca, bowiem Emil był jedynym juniorem w toruńskiej szkółce żużlowej czyniącym stałe i widoczne postępy. Niestety w roku 2010 nadal nie znajdował on uznania w oczach działaczy, którzy większe nadzieje pokładali w juniorach zagranicznych. Sam zawodnik dyplomatycznie wypowiadał się, że działacze podejmują najbardziej korzystne decyzje dla drużyny, a on sam czeka na swoją szansę. Takiej szansy Emil się doczekał i pokazał swój potencjał w meczu pierwszej rundy play-off w meczu z Wrocławiem wywalczył swoja pierwszą dwucyfrową zdobycz punktową i był najskuteczniejszym zawodnikiem Unibaxu.
Tym występem zawodnik pokazał, że drzemią w nim spore możliwości i może być sporym wzmocnieniem zespołu w przyszłości. Jego potencjał dostrzegł trener narodowej kadry Marek Cieślak i powołał go do szerokiej kadry młodzieżowej na zawody drużynowe. Niestety kontuzja wyeliminowała zawodnika z młodzieżowej - międzynarodowej rywalizacji.

U progu sezonu 2011 klub w jednym z komunikatów jednoznacznie stwierdził, że bracia Pulczyńscy są przyszłością toruńskiego klubu i w nadchodzącym sezonie odważnie będzie stawiał na rozwój dwóch młodych wychowanków. Za słowami poszły również czyny. Zawodnicy otrzymali wysokiej klasy sprzęt, a po zakończeniu kariery przez Wiesława Jagusia duet mechaników w osobach Roberta Zawady i Przemka Kłosa, wsparł swoim bogatym doświadczeniem nowopowstały team Pulczyńscy Racing. Zawodnicy - zwłaszcza Emil - odwdzięczyli się doskonałymi wynikami w rozgrywkach ligowych, a kibice mieli okazję oklaskiwać pierwsze podwójne biegowe zwycięstwa braci P. Wart podkreślenia jest również fakt, że Emil w pewnym momencie był drugim juniorem ekstraligi. Krzepiący dla toruńskich kibiców był fakt, że na Motoarenie można było liczyć na punkty Emila, a sam zawodnik stał się przewidywalny w swoich zdobyczach punktowych. Niestety dwie kontuzje w sezonie wyhamowały rozwój zawodnika, bowiem gdy tylko łapał prawidłowy rytm ścigania i zaczynał regularnie punktować dosięgał go pech w postaci kontuzji. Najgroźniejszy i najbardziej dotkliwy dla drużyny był uraz odniesiony na nieregulaminowym torze w Lesznie, bowiem obok utraty zdrowia, klub nie mógł wykorzystać potencjału zawodnika w najważniejszych meczach sezonu.
Oby w przyszłym roku Emil wzmocnił swoje kości, a pech omijał go szerokim łukiem.
   
Jak przystało na profesjonalistów bracia nie zapomnieli o kibicach i przy współudziale sponsorów oraz najbardziej oddanych kibiców uruchomili własną witrynę internetową, za pośrednictwem której komunikowali się z fanami.

Warto dodać, że Emil od początku swojej kariery zaczął budować swoją sportową biografię i już w pierwszym roku po zdaniu licencji, uczestniczył w kilku finałach w randze mistrzostw Polski z MDMP włącznie, gdzie walnie przyczynił się do zdobycia złotego medalu przez ekipę Unibaxu.

Przed sezonem 2012 nie stawiał sobie żadnych celów indywidualnych i ligowych. Chciał pozytywnie zaskoczyć kibiców i siebie. Do sezonu przygotowywał się identycznie jak przed sezonem 2011. Jednak nowy trener - Mirek Kowalik wprowadził swoje patenty treningowe co nieco urozmaiciło trening, a to zaprocentowało w sezonie na tyle, że w wielu spotkaniach zawodnik stał się ważnym ogniwem zespołu i od jego zdobyczy punktowych zależał tryumf Aniołów.

W kolejnym roku w grudniu działacze Unibaksu Toruń i GTŻ Grudziądz doszli do porozumienia, że w sezonie 2013 bracia Emil i Kamil Pulczyńscy będą startować w ekipie I-ligowca na zasadzie gościa. W tym roku wychowankowie klubu z grodu Kopernika mieli bowiem walczyć o jedno miejsce w składzie swojego macierzystego zespołu na ligowe zawody. Start obu braci w jednym spotkaniu Aniołów był niemożliwy ze względu na ograniczenie KSM. Zatem w każdej kolejce jeden z nich mógł rywalizował w Enea Ekstralidze, a drugi w I lidze. KSM Emila Pulczyńskiego dla zaplecza elity wynosiło 4,60 pkt., a Kamila 4,44 pkt. Przed sezonem okazało się jednak, że grudniowe ustalenia między zawodnikami oraz klubami z Torunia i Grudziądza już nie obowiązują. Obaj juniorzy zmienili zdanie i na zasadzie gościa mieli bronić barw Orła Łódź. Był to swoistego rodzaju policzek dla działaczy grudziądzkich, który pokazał, że coś niedobrego zaczyna dziać się w głowach młodych żużlowców. Bracia tłumaczyli swoją decyzję względami finansowymi i przepraszali, ale niesmak pozostał.
Niestety w sezon 2013, Emil wszedł zupełnie bez formy i łodzianie szybko zrezygnowali z jego usług. Na domiar złego w drugiej części sezonu przytrafiła mu się kontuzja, która wypchnęła go ze składu na rzecz brata. Niestety to m.in. przez postawę Emila toruńska drużyna zmagała się z problemami kadrowymi w czasie kontuzji Warda i Holdera. Od zawodnika, który w przeszłości pokazał, ze stać go na solidne zdobycze punktowe, w ostatnim roku startów jako junior wymagano co najmniej poziomu sprzed roku, a tak się pechowo złożyło, że zawodnik zatracił swoje walory i powinien zastanowić się nad budowaniem formy w niższych ligach. Szansą dla zawodnika na pozostanie w Toruniu, był projekt zgłoszenia do rozgrywek drugoligowych drugiego zespołu Unibaxu, w którym mieli znaleźć zatrudnienie tylko i wyłączenie wychowankowie spod szyldu "Anioła". Sam zawodnik zdawał sobie doskonale sprawę z kiepskiej postawy i jego brat Kamil tak komentował dokonania swoje i brata w roku 2013: "
Myślę, że z takim wynikiem jaki osiągnąłem w tym sezonie, to działacze po prostu mnie nie chcą w Toruniu. Jak to będzie, wszystko się okaże, aczkolwiek chciałbym zacząć od pierwszej ligi. Przede mną jeszcze sporo lat jeżdżenia i mam nadzieję, że wrócę. Emil ma dokładnie takie same plany jak ja, ambicji sportowych nam nie brakuje i chcemy osiągnąć jak najlepszy wynik. Trzeba też pamiętać, że było kilku zawodników, którzy mimo nienajlepszego wieku juniora, odnajdowali się w seniorce."

W roku 2015 zarówno Emil jak i jego brat długo szukali chętnych na ich usługi. Ostatecznie trafili do Lublina. Zawodnicy w przerwie zimowej postanowili jednak dać sobie ostatnią szansę na zaistnienie w seniorskim żużlu i pracą zawodową pozyskali środki i sami się dosprzętowili. Wobec słabej formy niektórych zawodników z koziołkiem na plastronie, działacze musieli zareagować i zakontraktowanie Emila dawało nadzieję na poprawę wyników całej drużyny. Zawodnik nie otrzymał jednak gwarancji startowych, ale skutecznie walczył o miejsce w składzie na treningach oraz na zagranicznych torach, głównie w Danii. Niestety działaczom Motoru bardziej odpowiadała skuteczność Kamila, stąd Emil wystąpił tylko w dwóch spotkaniach i nie do końca był zadowolony z przebiegu sezonu. Niestety brak regularnych startów spowodował, że inwestycje w sprzęt nie zwróciły się i zawodnik nie mógł zainwestować w kolejne remonty. To spowodowało, że Emil co prawda podjął próby powrotu do żużla w roku 2016 ale nie znalazł się żaden klub który skorzystałby z usług młodego jeszcze jeźdźca. Sam zawodnik również nieco zniechęcił się do speedwaya, podjął pracę za granicą i w sercach fanów Emila pozostawało pytanie czy kolejny sezon będzie czasem w którym zawodnik podniesie się ze sportowych kolan? Z odpowiedzią na to pytanie trzeba było jednak poczekać do wiosny 2017!

Osiągnięcia
DMP 2009/2; 2010/3; 2012/3; 2013/2
MDMP 2009/1; 2013/5
MIMP 2009/15; 2010/6; 2011/11
SK 2010/7; 2010/11; 2011/4; 2012/14
BK 2009/5; 2011/11
MMPPK 2009/7; 2010/2; 2013/2
MPPK 2009/7; 2010/1(R); 2012/6
IMLJ 2009/9; 2010/4; 2011/2; 2013/5
DMLJ 2009/4; 2010/4; 2011/2; 2013/1
IMŚ GP 2011/RTnklas; 2012/RTnklas
IMEJ U-19 2010/5

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
sezon mecze biegi punkty bonusy średnia
biegowa
miejsce w
ligowym rankingu
2008 - - - - - -
2009 5 5 1 1 0,400 21(nklas)
2010 17 35 37 1 1,086 4(nklas)
2011 15 49 63 3 1,347 37
2012 22 95 112 13 1,316 50
2013 10 31 28 6 1,097 6(nklas)

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt