ZIELIŃSKI Tomasz


Urodzony 20 lutego 1972 roku w Toruniu.

Zaczynał w szkółce żużlowej w wieku 15 lat. W wieku 17 lat zdałem licencję żużlową i ścigał się głównie w rozgrywkach młodzieżowych dla Torunia, a także zaliczył trzy ligowe mecze w Bydgoszczy, Toruniu (przeciwko Stali Gorzów) i w Lublinie. W wieku 20 lat przeniósł się do drugoligowej Piły, gdzie otarł się o czterdziestopunktową zdobycz w sezonie. Karierę zakończył przedwcześnie, ponieważ zdał sobie sprawę, że niestety nie nade się do żużla i trafił do marynarki wojennej, gdzie jak sam mówi  było trochę pływania, a później przyszła szara rzeczywistość. Nie do końca wiedział co robić. Przychodził na stadion, bowiem ciągnęło wilka do lasu i wtedy pomógł mu Jacek Gajewski, który skierował go w roli mechanika do młodego Tomasza Bjerskiego, by ostatecznie trafić do teamu Ryana Sullivana, który rozpoczął starty w Toruniu, a w międzyczasie rozpoczął też pracę w straży pożarnej.

W teamie Australijczyka pracował razem Darkiem Sajdakiem, potem jednak Darek odszedł do teamu Rickardssona, a Tomek został sam i to na nim spoczywała odpowiedzialność, aby w czasie meczu, motocykl był zatankowany, miał zmieniony oleju, generalnie aby był właściwie ustawiony w zakresie dysz, przełożeń, a po zawodach był umyty i przygotowany go do kolejnych zawodów.

Po latach tak wspomina współpracę z Australijczykiem: "Ryan był wymagającym szefem . Wszystko musiało być przygotowane. Wiadomo żadnych błędów. Nie tyle co nie tolerwał, ale nie chciałby żadnych błędów i tak się działo, żeby nie było tych błędów. Trzeba było się po prostu starać, żeby wszystko było OK. Ważne było też to, że Ryan to bardzo sympatyczny kolega. Jest bardzo w porządku. Ciężko mi tak określić w danym momencie, ale ja w każdym bądź razie nie narzekałem. Wiadomo, że rozmawiamy po angielsku, to też on wszystkich myśli nie powie, lub ja nie zrozumiem, ale generalnie było w porządku. Nie było problemów praktycznie żadnych, jedynie w czasie meczów, trochę był nerwowy, ale to wiadomo, taka specyfika żużla, taka praca. Dla mnie można powiedzieć, że u Ryana połączyłem hobby z pracą. Niestety nie mogłem uczestniczyć w wszystkich rundach Grand Prix jeździć, bo moja praca zawodowa na to nie pozwala".

Wspólnie z zespołem Apatora w debiutanckim dla siebie roku startów wywalczył brązowy medal DMP. Wystąpił ponadto w Srebrnym Kasku - czternasta pozycja na torze w Grudziądzu w roku 1992, oraz w cyklu turniejów o Brązowy Kask - jedenasta lokata.

Od roku 2009 pełnił funkcję kierownika drużyny, ale unika kamer, jest raczej wycofany. Stanowi zdecydowane przeciwieństwo skaczących i niezwykle ekspresyjnych osób w drużynie czyli Roberta Kościechy, czy Jacka Frątczaka. Reaguje inaczej, co nie znaczy, że nie przeżywa. Do jego obowiązków należy cała meczowa papierologia. Czyli licencje, książeczki zdrowia, proporczyki. Cała dokumentacja jest na jego głowie. Jest to bardzo ważne, bo wystarczy wspomnieć sytuację w klubie z Rzeszowa, gdzie Greg Hancock miał błąd lekarza w dokumentach i jego punkty zdobyte w meczu zostały anulowane. Ten rzeszowski incydent pokazywał, że nawet takie rzeczy jak numery silników w protokole meczowym wymagają dużej precyzji. Jedna cyferka źle zapisana i można doprowadzić do protestu, który w konsekwencji doprowadzi do odjęcia punktów drużyny.

Wyniki ligowe zawodnika w barwach toruńskich
Sezon mecze biegi punkty bonusy Średnia
biegowa
Miejsce w
ligowym rankingu
1991 3 6 1 0 0,167 -

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt