POGORZELSKI Andrzej


Urodzony w 1938 roku.

Andrzej Pogorzelski to nietuzinkowa postać polskiego żużla. Jeździł w czasach, gdy polski żużel pukał do światowej czołówki. Jednak nie przeszkodziło mu to wspólnie z kolegami, trzy razy sięgnąć po drużynowe mistrzostwo świata.
Zanim trafił na tor był w seminarium duchownym w Gnieźnie, do którego wysłali go rodzice. Długo jednak tam nie pobył, bowiem pewnego dnia z dwoma kolegami "wyskoczył" do kawiarni i tam został przyłapany przez przeora. I nic w tym zdrożnego, ale młodzi chłopacy, mający żyć w celibacie zostali przyłapani w towarzystwie dziewczyn. Nic więc dziwnego, że musiał pożegnać się z seminarium.
Bał się wracać do rodzinnego Leszna, dlatego zamieszkał u starszego brata Teodora, który był mechanikiem żużlowców Startu Gniezno. Ten go przygarnął i zaproponował, żeby spróbował pojeździć na żużlu. Andrzej wcześniej nawet nie siedział na motocyklu, nie miałem też wymaganego wówczas prawa jazdy. Zdecydował się jednak spróbować i nieźle mu poszło. Prawo jazdy było jednak sporą przeszkodą i prezes klubu wymyślił, że skoro nie nieźle zapowiadający się zawodnik nie ma skończonych 18 lat i prawa jazdy będzie jeździł pod innym nazwiskiem. I tak został Władysławem Ryczkowskim. Taki zawodnik był oczywiście w klubie, ale akurat nie mógł startować, bo leczył kontuzję i Pogorzelski startował z jego licencją w poznańskiej lidze okręgowej. Był to rok 1956. Niestety pewnego dnia do Gniezna przyjechał ojciec Andrzeja i zobaczył syna na torze. Zrobiła się z tego spora awantura, ale ostatecznie wszystko rozeszło się po kościach.

Gdy skończył 18 lat wrócił do Leszna, gdzie uzyskał żużlowe certyfikaty, ale w następnym roku wrócił do Gniezna, gdzie szybko zyskał sławny "Puzon", który zawdzięczał klubowemu prezesowi, którego wszyscy nazywali "Puzonem". Był to niski i tęgi mężczyzna, a Pogorzelski przez pewien czas u niego mieszkał. Panowie codziennie chodzili razem na stadion - On starszy pan, Pogorzelski młodzian na dorobki, do którego zaczęto mówić "Puzoniątko". Z czasem młodzian jednak wydoroślał i został "Puzonem".

W 1962 roku przeniósł się do Stali Gorzów, która awansowała do ekstraklasy. Szybko robił postępy. Stał się etatowym reprezentantem Polski. W latach 1965-66 i 1969 trzykrotnie był w "złotej drużynie". Szczególnie ucieszył go pierwszy tytuł na niemieckim torze w Kempten. Po powrocie do kraju nie było mu jednak do śmiechu, bowiem po zawodach podeszła do Pogorzelskiego młoda, ładna dziennikarka z radia Wolna Europa i poprosiła o wywiad. Doceniając kobiecą urodę Pogorzelski zgodził się pod warunkiem, że nie będą poruszać tematów politycznych. Tak się jednak nakręcił wywiadem, że w pewnym momencie zaczął opowiadać, jak to pod koniec zawodów zespół cieszył się, że to Brytyjczycy zdobyli brązowy medal kosztem Sowietów. No i rozpętała się burza, a po powrocie do kraju zawodnik trafił na przesłuchanie przed Służbą Bezpieczeństwa.

Dwa lata później został zawieszony na rok za słaby występ w finale DMŚ w Malmoe. Oskarżono go, iż nie zaprezentował się godnie jak przystało na reprezentanta kraju. Wraz z nowym sezonem okazało się, że był potrzebny reprezentacji i związek przywrócił go do łask.
W 1973 roku powrócił w rodzinne strony i jeszcze przez trzy sezony startował w lidze w barwach Unii Leszno. Jego pożegnanie z torem było takie jak cała jego kariera. Niekonwencjonalne. W ostatnim ligowym meczu w 1975 roku Unia podejmowała Stal Gorzów. W pierwszym wyścigu Pogorzelski przyjechał do mety trzeci. Tuż za nim był jego wychowanek z Gorzowa dziewiętnastoletni Marek Towalski, który mógł spokojnie minąć swojego nauczyciela na trasie, ale czuł wobec niego za duży szacunek i po prostu uznał, że nie wypada przyjechać przed Pogorzelskim. Jednak nie wszyscy tak to widzieli i kiedy Towalski zjechał do parkingu zebrał ostre cięgi od kolegów, bo wszyscy widzieli, że powinien wygrać. Chwilę potem obaj zawodnicy znowu stanęli pod taśmą i tym razem Towalski wyprzedziłem "Puzona", gdyż nie chciał ponownie dostać bury. Gdy zawodnicy zjechali do parkingu, wszyscy gratulowali młokosowi, a po chwili ci sami "poklepywacze" z Leszna sztorcowali weterana za to, że przegrał z takim nowicjuszem Towalski. Było naprawdę ostro, ale najciekawsze, było to że wysłuchawszy pretensji kolegów Pogorzelski odwrócił się na pięcie i poszedł do szatni. Tam przebrał się w garnitur i powiedział, że właśnie zakończył karierę zawodniczą i skwitował: "Jak już mnie młodzi zaczęli mijać, to nie było sensu dalej tego ciągnąć".

Pozostał przy żużlu jako świetny szkoleniowiec, a jego wychowankami byli czołowi zawodnicy naszego kraju z medalistami mistrzostw świata włącznie. Trenerska przygoda zetknęła Pogorzelskiego również z Toruniem, gdzie rolę szkoleniowca pełnił w latach 1983-1984. Zapisał się w dziejach toruńskiego speedway, jako ten trener, który wywalczył pierwszy ligowy medal dla grodu Kopernika, był to co prawda najmniej cenny krążek, ale najważniejszy bo pierwszy.

Osiągnięcia

DMP

1964/2; 1965/2; 1966/2; 1968/2; 1969/1; 1971/2
IMP 1964/3; 1965/3; 19663; 1967/5; 1968/4; 1969/6; 1971/15
ZK 1963/8; 1964/2; 1965/2; 1966/1; 1967/4; 1969/2
IMŚ 1965/9; 1966/12; 1967/9; 1969/10
DMŚ 1963/4; 1964/4; 1965/1; 1966/1; 1967/2; 1969/1

  

Biografia i zdjęcia pochodzą z felietonu
Roberta Borowego
dla Przeglądu Sportowego
i zostały użyte za zgodą autora.

strona główna

toruńskie turnieje turnieje światowe turnieje krajowe
zawodnicy trenerzy mechanicy działacze
klub statystyki sprzęt